Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2009

Ten sen

Parę minut po północy, spokojna kładzie się spać. Z zamkniętymi oczami wędruje w ciszy po usypiającej już wyobraźni. Zasypia otulona ciepłą miękką kołdrą..

Raz na jakiś czas śni mi się ten sam sen. Zasypiając czuje jak moja świadomość staje się bezwładna. Sen ogarnia mnie i właśnie wtedy przychodzi takie uczucie, że w pokoju nie jestem sama. Otwieram oczy, rozglądam się po pokoju i widzę ciemność. Zamykam oczy i widzę twarze postaci, których nie znam. Odwracam głowę, bo wydaje mi się, że jeszcze nie usnęłam.. próbuje złapać oddech ale czuję, że nie mogę. Wtedy zastanawiam się czy już śnię czy jeszcze nie. Więc chcę krzyknąć by się upewnić, że jeszcze nie śpię, ale ciągle brak mi tchu -jakbym miała płuca pełne powietrza i nie mogła nic z nim zrobić. Więc siłuję się by krzyknąć.. w końcu się udaje. Podnoszę się, rozglądam i nadal nikogo nie widzę, ale czuję obecność. Przestraszona wstaję i zapalam nocną lampkę. Lampka nie działa. Biegnę do przedpokoju i zapalam duże światło -nie działa. Tylko ciemność i obecność. Przerażona myślę -to nie może być prawda -ja nadal śnie. Więc znowu próbuję krzyczeć, bo krzyk zawsze mnie budzi. Jakby w półśnie -już wiem, że natychmiast muszę się obudzić, bo inaczej się uduszę. Zbieram, więc wszystkie siły, aby złapać oddech, by krzyknąć najgłośniej jak umiem. Udaje się. Podnoszę się i ciemność nie jest już taka ciemna. Widzę pokój w blasku księżyca. Dwa oddechy i zasypiam znowu. I znowu to samo -dokładnie to samo. Po którymś razie mam dosyć i idę spać do drugiego pokoju. Tam zasypiam bez problemu.

Kiedyś myślałam, że ten sen śni mi się, gdy nie zasłonię okna i światło księżyca pada na moją twarz. Później myślałam, że to przez stres, bo przecież ciągle śni mi się ten sam schemat z tą różnicą, że mogę zapalać światła gdzie chcę i czasem obecność przybiera postać cienia. A dziś, gdy obudziłam się rano pomyślałam, że może tak właśnie umiera się we śnie. Gdy ludzie nie mają dosyć siły by złapać oddech lub nie orientują się, że półsen to już sen. Niebezpieczny. Mogę tylko przypuszczać, bo nie zaryzykuje by to sprawdzić -by pozwolić, aby sen trwał, aby nie zwracać uwagi na oddech, ciemność i spojrzeć obecności prosto w twarz.. kimkolwiek jest.
 



środa, 8 kwietnia 2009

Rekolekcje last minute

Czas przed świąteczny jest idealny pod względem robienia porządków. Wiosna budzi z zimowego snu nawet leniuszków a słońce zachęca do zrobienia czegoś dla bliskich i domu. Okna, kurze, zakupy, trzepanie dywanów i szereg innych rzeczy, którymi zajmujemy się by przyjąć gości z jak największym dystyngowaniem. Goście - zazwyczaj najbliższa rodzina wpadają na wielkanocne śniadanie by podzielić się jajeczkiem, porozmawiać, posiedzieć razem przy stole czy usłyszeć nowych piosenek małych prawnucząt.

Z rekolekcji LAST MINUTE najbardziej zapamiętałam to, jak ksiądz przytaczając biblijne opowieści nawiązywał do współczesnych czasów. Rzecz dotyczyła dawania szansy. Coraz częstsze poddawanie się słowami -nie wyszło to koniec jest obecne na wielu płaszczyznach. W związkach małżeńskich koniec oznacza rozwód, w miłości dwojga -rozstanie, w przyjaźni -zapomnienie. A gdyby tak we wszystkich sytuacjach otrzymać lub dostać kolejną szansę. Spróbować zacząć od nowa wykreślając niezrozumienie i złość ze wszystkich, kłótni czy sytuacji losowych i mimo wszystko wziąć życie drugiego człowieka we własne ręce i nie pozwolić aby los się zmieniał przy najmniejszym zatrzęsieniu.

Czy łatwiej jest żyć skreślając wszystko? Zmiana partnera lub otoczenia w którym coś nam nie pasuje jest łatwa bo łatwe jest myślenie, że każda zmiana prowadzi na lepsze. Ale czy faktycznie tak jest zawsze?

Święta Wielkanocne to dobry czas na robienie porządków zarówno w domu jak i w nas samych. Może warto się zastanowić razem z bliskimi czy również miedzy sobą szansę otrzymujemy czy też zamiatamy problemy i niewygodne rozmowy pod dywan nie dając szansy na życie w relacji, która nosi imię szczęście.




środa, 25 marca 2009

Filozofia Heideggera

Śniło mi się dziś w nocy, że śpiewałam.

W moich myślach o przyszłości zawsze panowało przekonanie, że jakoś to będzie. Przez lata wchodzenia w dorosłość straciłam poczucie teraźniejszości. Zasypiając myślałam o tym, że wszystko co do tej pory mnie spotkało to obraz mojego życia. To jak wygląda -zapisują wspomnienia miłych momentów ale i chwil o których nie chciałabym pamiętać. One jednak są. Ciągle wracają i nie dają o sobie zapomnieć. W myśl filozofii Heideggera jestem przekonana -nie ma przypadków! Mówi się, że dobro odciska dobro. A zło?

Chcę wierzyć, że wszystko czego doświadczamy nie dzieje się bez przyczyny i skutku. Może nasze doświadczenia -również te złe poprowadzą ku zmianie czyjegoś losu na lepszy. Potrzeba tylko odwagi aby otworzyć usta gdy należy.





sobota, 7 marca 2009

Kochany Tato!

Czasem jest taka potrzeba kiedy chcemy zrobić coś dla siebie i od siebie. Wyrazić emocje i to czego rozum i serce nie jest w stanie pojąć.

Trwam dzielnie przy wielkopostnych postanowieniach i choć nie jest łatwo bo stale muszę się pilnować to jednak czuję, że warto. Odświeżyłam galerię zdjęć na ścianie. Zawisły nowe fotografie na które lubię patrzeć. Zawisła też nowa kompozycja obrazów Anioła i jedno zdjęcie "z klimatem" które przypomina mi, że życie nie składa się z prostych białych ścieżek. To wszystko cieszy moje oczy i widocznie było mi to potrzebne. Moja podświadomość po ponad miesięcznej przerwie znów sięga po papierosa i nie umiem już z nią rozmawiać na ten temat bo przestała mnie słuchać. Widocznie jest jej to potrzebne. Wyszłam dziś z psem na spacer i stanęłam pod drzewem. Zapaliłam papierosa, oparłam się i patrzyłam na Teatr. Miałam gdzieś czy ktoś przechodzi obok i spogląda na mnie jak na wariatkę. Po prostu chciałam postać sobie pod drzewem bo było mi to potrzebne.

Czas jest pojęciem względnym więc nie wpływa na uczucia bo prawdziwe nie zmieniają się z upływem lat. Jak na przykład uczucia Ojca względem córki. Ojca, którego nigdy nie było, z którym nigdy nie było dane mi mieszkać. Rodzice rozwiedli się gdy miałam półtora roku, Tatę poznałam 11 lat później. Nie było mi dane poczuć bliskości tego pierwszego i najważniejszego mężczyzny w życiu, który będzie autorytetem, wytłumaczy, wskaże drogę, wytrze łzy gdy pierwszy raz wali się świat, pocieszy, przytuli, pokocha. Przez wszystkie lata, kiedy pokonywałam dzielące nas kilometry wydawało mi się, że tak fajnie jest mieć Tatę. To nic, że na odległość i że widzimy się trzy razy w roku i ze jest fajnie przez kilka dni i jest tak jak gdyby nigdy nic. Ważne, że on jest i to tylko kwestia czasu zanim dowiem się i poczuję te wszystkie rzeczy, o których marzyłam będąc dzieckiem.

Czas jest pojęciem względnym... Przez te odzyskane lata znam na pamięć historię rozwodu i barbarzyństwa mojej rodziny względem Ojca. Zam na pamięć historię, którą mi opowiadał, że gdy byłyśmy z siostrą małe on przychodził pod kamienicę dziadków i machał nam siedzącym na balkonie, bo jak twierdzi nikt nie chciał go wpuścić do domu a dziadek wzywał Milicję. Nigdy jednak nie dodał, że stał pod tym balkonem pijany puszczając "bluzgi" na każdego z mojej rodziny. Byłam za mała aby to pamiętać. Mama nigdy nie chciała rozmawiać dlaczego stało się tak a nie inaczej. Pamiętam tylko jak kiedyś powiedziała, że nie był dla niej dobry, ale złego słowa o nim nie powiedziała. Wychowała nas sama i nigdy nie ułożyła sobie życia na nowo bojąc się, że obcy mężczyzna mógłby zrobić nam krzywdę kiedy ona będzie w pracy. Ojciec dopiero niedawno zdecydował się na następny - już trzeci rozwód. Od kilkunastu lat ma inna kobietę.

Przez ten czas kiedy mógł -zrobił tak niewiele. Ostatnio dowiedziałam się, że on tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy co spotkało mnie i siostrę bo w całej sytuacji widzi tylko własną tragedie i to on jest ofiarą. Nie rozumie, że fundamentem kobiet w związkach z mężczyzną jest właściwa relacja z Ojcem. Nie obchodzi go dlaczego ciągle jestem sama. Dlaczego wybieram w życiu tak a nie inaczej i czy czuję do niego żal, bo nigdy nie dał mi prezentu na urodziny.

Zastanawiam się czy jest jeszcze dla nas szansa. Czy jest możliwe, aby tylko jego punkt widzenia przysłaniał to o czym powinniśmy porozmawiać. Dla uzdrowienia serca -właśnie to jest mi potrzebne.


niedziela, 21 grudnia 2008

Opowieści zaklętej treści

Jak co tydzień -wspólny obiad. Usiadłam przy piecu bo cieplej. Mama wlała anyżkowej mikstury. Babcia opowiedziała mi historię sprzed lat. Gdy moja siostra była jeszcze bardzo mała i jak opowiadają piszczała wniebogłosy tak bardzo, że nawet noszenie jej na rękach nie przynosiło skutku do chwili gdy Mama z siostrą zamieszkały w domu Babci. Od tamtego momentu siostra przestała płakać. Babcia mówi, że to dzięki jej "prądom", które miały siostrę uleczyć gdy razem spały.

Słuchając tego pomyślałam -no jasne każdy w sobie nosi jakieś "prądy". Jedni przelewają je na papier, w innych wytwarza się energia do działania a w mojej Babci służy do uleczania.. kto wie? Z lekkim niedowierzaniem spojrzałam na Mamę kiedy zaczęła mówić.. wiesz Mama Twojej Babci wróżyła z kart. Dobrze wróżyła. Lepiła kulki z popiołu by uleczyć chorobę. Zdejmowała złe uroki. Nie brała za to pieniędzy i każdy w wiosce wiedział do kogo ma iść gdy była taka potrzeba. Mama jeszcze dodała -liczyłam na to, że odziedziczę moc po babci ale nigdy jej w sobie nie zauważyłam.

Siedziałam przy stole i nie mogłam uwierzyć, że coś czego szukałam całe życie jest tuż obok mnie. Wiedza ta czekała na odkrycie. Wiedza, dzięki której wiem, że to co mi się przydarza nie jest jedynie moim wyobrażeniem. I wiersze, które pisze właśnie tak mają brzmieć. Jak zaklęcia wypowiadane przez prababcie.., których używam by nakarmić własną i cudze dusze. A może do odkrycia zostało coś jeszcze?


poniedziałek, 8 grudnia 2008

Granica siebie

Siedzę od rana w szlafroku i porządkuje pokój. Niezliczona liczba papierów, karteczek, karteluszek do których mam słabość zapisując co raz "coś ważnego" odkładam "coś ważnego" na ważne miejsce. Leży ważnie do momentu zapisania następnej.. a następna jest ważniejsza od poprzedniej.. i tak na okrągło. Po kilku tygodniach zaczynam porządkować "ważne sprawy" i dziś pytam sama siebie -po co ja to zapisałam?

Wiele jest jeszcze niezrozumiałych znaków ludzkiej wyobraźni i wiele czasu upłynie zanim się dowiem dlaczego tak a nie inaczej. Dlaczego tak się dzieje, że myślę -jestem sobą cały czas, czuje tak samo od kilku lat i niby nic się nie zmienia a gdy znajduje moje stare wiersze zastanawiam się jaka siła w mojej dłoni połączyła te wyrazy nie mające nic wspólnego z poezją, którą czytam w wielkich księgach.. Już dosyć.

Ideał jest tylko jeden i męczy jedynie moją wyobraźnie.