Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O sobie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O sobie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 lipca 2012

"Bądź przy mnie blisko (...)"

Nie będę Was znów przepraszać za milczenie. Prowadzenie bloga jest proste tylko wtedy gdy jest zabawą. Dla mnie jest czymś więcej. Nie potrafię ot tak po prostu zacząć pisać o bzdurach bo trzeba dodać jakiś post. Potrzebuję inspiracji bo to o czym piszę obrazuje stan mojego ducha i serca. 

Skoro więc nie było mnie tutaj trzy lata odpowiedź jest jednoznaczna. Nie było dobrze. Nie wiem czy będę w stanie opisać to co mnie spotkało jednak wiem, że milczenie jest kiepskim doradcą. O ile czas potrafi leczyć rany o tyle wiara potrafi czynić cuda.

Nie będę już zastanawiać się co wypada mi napisać czy powiedzieć. Będę sobą i bez względu na wszystko nie poddam się więcej przeciwnościom, które jednoznacznie próbują stoczyć mnie na dno za każdym razem zostawiając poczucie, że na nie zasłużyłam.

Wierzę w ludzi i ich dobro. Tą zasadą kierowałam się przez lata do momentu gdy zwątpiłam we wszystko uznając, że tak naprawdę na nic nie mam wpływu bo to co ma się wydarzyć już dawno zostało zapisane. Jakże mylne spostrzeżenie! Dziś mam inne zdanie i świadomie mogę napisać, że człowiek ma wpływ na wszystko bo od niego właśnie zależy jak potoczy się jego życie. Przyjaciel to największy skarb. Wstyd się przyznać ale przekonałam się o tym dopiero niedawno. To on jest moją inspiracją. To on zasiał kolejne ziarnko nadziei. I mimo tego, że w dosyć mało taktowny sposób opowiedziałam mu o moim rozczarowaniu wyrzucając z siebie morze pretensji pod jego adresem -nie odszedł. Jedna rozmowa zmieniła wszystko. Kamień spadł mi z serca nie tylko dlatego, że pierwszy raz rozmawialiśmy tak otwarcie. Zrozumiałam, że w życiu nie warto tracić czasu na sianie domysłów ale odważnie trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, zaakceptować ją i iść na przód dalej. Spojrzałam na siebie z innej perspektywy -ów przyjaciel otworzył mi oczy na błędy jakie popełniałam ja sama a nie on -jak myślałam. Od dawna już wiem, że ten człowiek w pewien sposób jest moją inspiracją do wewnętrznej przemiany. To przy nim czuję ogromną siłę i wsparcie w duchowej wędrówce mojego życia. To on sprawia, że odzyskuje nadzieję. I tylko on jest jeszcze w stanie poruszyć ten głaz w mojej duszy, który nazywamy sercem. Dziękuję, że jesteś.



czwartek, 17 grudnia 2009

Siła serca

Na wstępie powinnam się chyba usprawiedliwić z mojej z góry nie uzasadnionej dłuższej nieobecności. Za mozolny powrót do ponownego skupienia myśli i próby zastąpienia ich odpowiednimi słowami tak, by całość w jednym przy najmniej poście miała sens obwiniam te wszystkie niespodzianki i zaskoczenia, które przydarzyły mi się w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Pamiętam jak pisałam przed wyjazdem do Irlandii, że jadę z nadzieją by "serce odnalazło ostatnią właściwą drogę". Jakże te słowa dźwięczą w mych uszach, bo nieoczekiwanie były początkiem znaczących zmian. Podczas pobytu w Irlandii zmierzyłam się z przeszłością ponownie spotykając pana R. Po przepłakaniu zeszłej zimy i próbach ocalenia bezlitośnie złamanego serca, gdy pan R. zapewniając o swojej wielkiej miłości zostawił mnie z dnia na dzień bez ani jednego słowa wyjaśnienia.. jakie wielkie było moje zdumienie, gdy przy następnym spotkaniu usłyszałam jak wielki przyznawszy się -POPEŁNIŁ BŁĄD. Jeszcze próbował kilka razy zbliżyć się ponownie i gdy nawet w pewnej chwili prawie uwierzyłam, że wszystko może być znów tak jak było -cichy przyjaciel podpowiedział mi, że mężczyzna nie ma w zwyczaju tak szybko się zmieniać.. Mogłam wrócić do czegoś czego pragnęłam i znałam a co zostało mi przez jego odejście odebrane lecz ryzykując kolejny zawód zaczęłam budować zamek wokół innego księcia, który w tej samej chwili zjawił się i oczarował mnie niebieskimi oczami i tamtym dniem gdy pokazał mi miejsce.. gdzie mieszkają wróżki !

Dzień po dniu próbowałam zapamiętać wszystkie ciepłe gesty, którymi mój miły próbował zyskać moje serce. Nauczyłam się również, że czasem w życiu jest tak, że trzeba podjąć wyzwanie i postawić wszystko na jedną kartę wybierając tą drogę, która choć nieznana to jednak wabi siłą ocalałego serca -głosem miłosnej intuicji.

Zakochałam się jeszcze raz tak jak już myślałam, że nigdy nie będzie mi dane. I choć nie udaje mi się do tej pory ponownie w pełni zaufać pięknym słowom, którymi ukochany pieści moje uszy oraz zapewnieniom, że nie odejdzie jak tamten to jednak staram się, bo znowu jestem pewna, że warto.

Dzisiaj upływa sześć miesięcy od kiedy jesteśmy razem.



wtorek, 10 listopada 2009

Back to Poland

Zadowolona i szczęśliwa po sezonie letniej pracy w Irlandii wróciłam do Polski. Wszystko wydaje się być takie same jak przedtem tylko tym razem jakoś inaczej się wracało. To takie poczucie przyzwyczajenia. Zaraz pojadę, zaraz przyjadę.. tak jakbym już przywykła do takiego stanu rzeczy i zaskoczona byłam sama, że coraz mniej we mnie tęsknoty a coraz więcej chęci odkrywania świata na nowo.

Wzięłam głęboki oddech i już po tygodniu zatęskniłam za pracą. To jednak ważne, by mieć co robić. Nawet jeśli czasem jest ciężko i praca nie daje już tak wielkiej satysfakcji to jednak energia i uśmiech wraca gdy widzę jej efekty przeliczone na złotówki.

Rozpakowałam walizkę i odwiedziłam przyjaciół. Kupiłam ulubione śledzie i herbatę oraz poszłam na długi spacer, by przypomnieć sobie siebie sprzed pięciu miesięcy -bujającą w chmurach ze złamanym sercem kobietę, która próbowała krzyczeć gdy zamilkły wszystkie Anioły.

Mam tyle rzeczy do powiedzenia i tyle chęci do opisania świata, którym żyłam przez ostatnie miesiące. I mam też nadzieję, że wystarczy mi czasu i słów na jego opisanie.

Witam ponownie i zapraszam!


poniedziałek, 13 lipca 2009

Far away from here

Tęsknić oznacza pragnienie bycia z osobą bliską.. tą, która rozumie każdy gest i słowo.

Ograniczona brakiem internetu zamilkłam na kilka tygodni. Powtarzam sobie, że to jeszcze tylko dwa miesiące i wtedy wszystko wróci do normy.. o ile jeszcze norma istnieje tam gdzie istniała ostatnio. Dom wydaje się tak bliski dzięki myślom biegnącym do każdego zakamarka mojego prywatnego azylu i osób, z którymi jestem związana emocjonalnie. W tym roku odczuwam dotkliwiej podjęte wcześniej decyzje i tak sobie myślę, że na jednej raczej się nie skończy ale o tym napiszę następnym razem.

Rozstanie z Poetą było przykre i zaskakująco łatwe. Z mojej i jego strony popłynęły słowa i miałam wrażenie, że były oczekiwane. Pisałam o tym już wcześniej -w miłości czas i miejsce jest złotem podarowanym przez siłę, która pojawia się znikąd i zostaje na dłużej lub zabiera ze sobą serca by pokazać raz jeszcze, że życie może zaskoczyć w najmniej oczekiwanej chwili .




poniedziałek, 6 lipca 2009

Co kosztem czego?

Co ma trwać niech trwa, niech cała reszta spokój i oddech duszy da..


Już ponad dwa miesiące, od kiedy jestem znów w Irlandii. Tutaj codziennie poznaje nowych ludzi z różnych stron świata i miarę życia, która swą odmiennością pokazuje mi coraz to inne możliwości, jakie dzięki niej można osiągnąć.

Nie mam tu wielu atrakcji i może, dlatego miejscowość, w której pracuje podoba mi się tak bardzo. Mam czas na bycie sobą z samą sobą oraz myślami, które jeszcze parę miesięcy temu przeganiałam z wielkim hukiem i robiłam wszystko by zapomnieć o tym jak jeden łobuz złamał mi serce.. W dużym mieście można się dobrze ukryć i zanudzić jednocześnie. Zawsze jest tak samo – „Coś kosztem czegoś”.

Jeśli więc wierzę w przeznaczenie to, jakich argumentów mam użyć by przekonać samą siebie, że to, co jest mi pisane ciągle czeka na mnie w Polsce? Los dał mi kolejną szansę wyboru i godząc się na wyjazd do Irlandii zdecydowałam o jego ciągu. Życie pisze własne scenariusze i kolejny raz się o tym przekonuje. Wyjechałam zostawiając mojego Poetę w momencie, gdy nie byłam do końca pewna, że to, co robimy jest właściwe a skaza na moim sercu nie zrosła się wystarczająco by mieć pewność, że nasz rozpoczynający się dopiero związek jest kierunkiem, w którym chcę podążać. Przyjaźń miedzy nami trwała dość długo. Zanim oboje w tym samym czasie zdecydowaliśmy się by być razem -czas, który kiedyś nas rozdzielił dopiero teraz nabiera znaczenia, bo prawdziwej przyjaźni ani czas ani odległość nie jest w stanie rozdzielić a w miłości czas i dzieląca odległość ma ogromne znaczenie..

niedziela, 21 czerwca 2009

Opowiem Wam naszą historię

Mój Poeta. Znamy się z liceum gdzie chodziliśmy do jednej klasy. Uważałam go wtedy za osobę bardzo tajemniczą i nieprzewidywalną. Zawsze był indywidualistą. Robił, co chciał. Ubierał się na czarno i rzadko się golił. Palił papierosy i nie stronił od alkoholu. Na lekcje języka polskiego przychodził z własną książką Dostojewskiego i w czasie, gdy powinien uważać na lekcji on siedział z nosem w książce. Pisał wiersze i czytał również moje. Jako pierwszy udzielał mi wskazówek. To on wraz ze swoim kolegą sprawił, że zwątpiłam w Boga. Jego argumenty dały mi wtedy tak do myślenia, że popłakałam się wróciwszy do domu. Nie wspominam z sentymentem tej sytuacji, bo patrząc na nią dzisiaj życzyłabym sobie, aby w ogóle się nie wydarzyła. Dialog przeciwnika kościoła i katolika zawsze kończy się tak samo. Źle. A moja wiara raz podupadłszy już nigdy nie była tak sama.
Po kilku latach od skończenia liceum spotkaliśmy się na ulicy.. przypadkiem i tak się zaczęło. Najpierw sms-y, spacery i czerwone wino. I kiedy przyszedł moment, gdy nasze dusze rozmawiały już bez słów, kiedy to byłam gotowa otworzyć dla niego drzwi mojego serca –on nic nie zauważył i choć pisał, że mnie kocha nie przyszło mu do głowy, że możemy być parą nie tylko wirtualnie, ale prawdziwie i stworzyć dla siebie miłość, jakiej pragniemy. Kontakt się urwał. Po jakimś czasie spotkaliśmy się. Opowiedziałam mu o moim pragnieniu z tamtego czasu i o tym, że chyba nieświadomie złamał mi serce. Był w szoku, ale zrozumiał, że przeoczył coś ważnego, więc kontakt się odnowił z jego inicjatywy. To już nie było to samo. Czar prysł, więc szczerze powiedziałam mu, że nie będziemy parą i przestaliśmy odzywać się w ogóle. Po ponad roku dostałam maila. Zwykłe pytania, co słychać, czy wszystko w porządku. Podpisał się „Na zawsze Twój, kochający B.” i wtedy zrozumiałam, że tym razem ja chyba coś przeoczyłam.
Po rozstaniu z R. długo nie mogłam dojść do siebie. Miłość, o której marzyłam dotknęła mnie by za chwile zniknąć. Byliśmy ze sobą krótko a uczucie, jakim go darzyłam było większe niż te wszystkie przeszłe zebrane w całość. Nie chciałam być tą, która czeka jedynie na królewicza i gardzi miłością, która czeka za rogiem. Zadzwoniłam do mojego Poety i od trzech miesięcy jesteśmy razem. Plany rozkwitu naszej miłości pokrzyżował mój wyjazd do Irlandii. Oczywiście związek, jeśli silny –przetrwa również odległość. Wiersz, który publikowałam napisał dla mnie na dzień przed wyjazdem -zaczarował mnie. Odkąd jestem tutaj dostałam dwa listy. Są piękne. Zresztą przeczytajcie sami..

Moja Ukochana!
Zastanawiałaś się może kiedyś, czym jest przeznaczenie? Co w ogóle znaczy? Myślę nad tym od momentu Twojego wyjazdu.. Czytałem o tym wiele i najlepszym źródłem okazały się starożytne podania greckie. Przeznaczenie zwane jest tam Koniecznością i występuje pod imieniem Ananke oraz jej córek zwanymi Mojrami. Ananke oraz Mojry są poza wszelka władzą bogów i przędą nici/wstążki. Każda z tych wstążek jest inna, bo przeznaczona jest dla jednego człowieka symbolizując jego narodziny, życie i śmierć. Jego los. Konieczność czy jak wolisz Przeznaczenie. Bywają przypadki (sic!) że wstążki te potrafią się spleść razem powodując, że los dwojga różnych ludzi łączy się i stają się oni sobie przeznaczeni.. Znalazłem jeszcze dwa hasła, które pasują do Przeznaczenia. Eros i Thanatos. Miłość i Śmierć. Analizując te archetypy doszedłem do kilku wniosków a właściwie to po prostu upewniłem się, co do moich zarówno wcześniejszych jak i teraźniejszych przekonań. Pierwsze z nich to to, że Ananke splotła wstążki naszego życia i tak czy inaczej spotkalibyśmy się kiedyś. Nasze planety krążą po tych samych orbitach. Drugie z nich to to, że kiedyś umierać będę z przekonaniem, że urodziłem się po to by Cię kochać. Nic tego nie zmieni, bo takie jest moje Przeznaczenie...
Strasznie mi tutaj bez Ciebie. Zrozumiałem, że człowiek odczuwa samotność bardziej nie wtedy, kiedy jest sam, ale w momencie, kiedy kogoś traci. Chociaż nie straciłem Cię na zawsze to nie umniejsza to wcale mojego cierpienia. Życie toczy mi się tutaj powoli mimo wielu zajęć. Czas okrutnie się wlecze. Wysycham bez Ciebie jak Ziemia bez Wody. Nie mogę słuchać Twojego głosu, patrzeć Ci w oczy, nie mogę trzymać Twojej dłoni ani Cię głaskać. Czuję się zagubiony niczym dziecko we mgle. Przy zdrowych zmysłach trzyma mnie świadomość, że w końcu wrócisz i moje płuca napełnią się czystym światłem. Może trafi nam się wtedy jeden z ostatnich ciepłych jesiennych dni i zrobimy piknik. Rozłożymy koc na trawie i będziemy pić kawę i wino przegryzając ciastem i serem. Będę Cię tulić i całować. Będę Cię trzymać tak jakbym Cię już nigdy nie miał wypuścić z rąk i będę milczał a Ty spytasz: „O czym myślisz Kochanie?”
Siadłem w mojej ulubionej knajpie, takiej kawiarni - galerii, która się zwie "Impresja" i zrobiłem coś dziwnego.... Choć byłem sam zamówiłem dwie kawy i jedną z nich postawiłem na przeciwko siebie... dla Ciebie... i zacząłem pisać list. Dzięki mojej wyobraźni byłaś prawie na wyciągnięcie ręki... Ech Kochanie! Ciężko mi tu bez Ciebie..
Zrobiłem też coś, co zdziwiło mnie znów samego. Ściągnąłem obrączkę z kciuka i założyłem ją na palec, na którym powinno się nosić obrączkę ślubną (jak złączę palce to prawie nie widać, że jest za duża). Niech wiedzą wszyscy a przede wszystkim wszystkie, że moje serce, ciało i dusza należą tylko do Ciebie i tak pozostanie do końca moich dni. Ty jesteś Tą, Co Potrzeba. Teraz zwłaszcza się o tym przekonałem. Poznałem dogłębniej swoje uczucia w stosunku do Ciebie właśnie przez Twój wyjazd... I lepiej mi z tym i bardziej ciężko zarazem, bo zdaję sobie sprawę z tego, że w momencie, w którym się odnaleźliśmy w końcu to musieliśmy się pogubić.. ale cóż. Kwestia czasu i wszystko wróci do normy i znów będziemy mogli być razem...
Kawa w nałęczowskiej „Impresji” wystygła.. Byłaś tam przy mnie wtedy. Rozpromieniona z błyskiem radości i zadowolenia w tych pięknych oczach, w których utopiłem się tak dawno temu i uśmiechałaś się. Obserwowałaś mnie jak piszę ten list dotykając koniuszkami palców mojej leżącej na stoliku dłoni. Wyszeptałem, że Cię kocham i już Cię nie było.. Ja też w końcu wystygłem, więc zapłaciłem i wyszedłem.
Wiedz, że myślę o Tobie w każdej chwili, cały czas. Nie martw się Kochanie o mnie. Dam sobie radę. Czekam tu na Ciebie ze spokojem i uporem. Nic złego nie może się stać, bo nic nie jest w stanie zmienić przeznaczenia. Nawet bogowie nie mają władzy nad Koniecznością.
Na zawsze Twój
B.”

Prawda, że piękny? :-)


poniedziałek, 4 maja 2009

Ten sen

Parę minut po północy, spokojna kładzie się spać. Z zamkniętymi oczami wędruje w ciszy po usypiającej już wyobraźni. Zasypia otulona ciepłą miękką kołdrą..

Raz na jakiś czas śni mi się ten sam sen. Zasypiając czuje jak moja świadomość staje się bezwładna. Sen ogarnia mnie i właśnie wtedy przychodzi takie uczucie, że w pokoju nie jestem sama. Otwieram oczy, rozglądam się po pokoju i widzę ciemność. Zamykam oczy i widzę twarze postaci, których nie znam. Odwracam głowę, bo wydaje mi się, że jeszcze nie usnęłam.. próbuje złapać oddech ale czuję, że nie mogę. Wtedy zastanawiam się czy już śnię czy jeszcze nie. Więc chcę krzyknąć by się upewnić, że jeszcze nie śpię, ale ciągle brak mi tchu -jakbym miała płuca pełne powietrza i nie mogła nic z nim zrobić. Więc siłuję się by krzyknąć.. w końcu się udaje. Podnoszę się, rozglądam i nadal nikogo nie widzę, ale czuję obecność. Przestraszona wstaję i zapalam nocną lampkę. Lampka nie działa. Biegnę do przedpokoju i zapalam duże światło -nie działa. Tylko ciemność i obecność. Przerażona myślę -to nie może być prawda -ja nadal śnie. Więc znowu próbuję krzyczeć, bo krzyk zawsze mnie budzi. Jakby w półśnie -już wiem, że natychmiast muszę się obudzić, bo inaczej się uduszę. Zbieram, więc wszystkie siły, aby złapać oddech, by krzyknąć najgłośniej jak umiem. Udaje się. Podnoszę się i ciemność nie jest już taka ciemna. Widzę pokój w blasku księżyca. Dwa oddechy i zasypiam znowu. I znowu to samo -dokładnie to samo. Po którymś razie mam dosyć i idę spać do drugiego pokoju. Tam zasypiam bez problemu.

Kiedyś myślałam, że ten sen śni mi się, gdy nie zasłonię okna i światło księżyca pada na moją twarz. Później myślałam, że to przez stres, bo przecież ciągle śni mi się ten sam schemat z tą różnicą, że mogę zapalać światła gdzie chcę i czasem obecność przybiera postać cienia. A dziś, gdy obudziłam się rano pomyślałam, że może tak właśnie umiera się we śnie. Gdy ludzie nie mają dosyć siły by złapać oddech lub nie orientują się, że półsen to już sen. Niebezpieczny. Mogę tylko przypuszczać, bo nie zaryzykuje by to sprawdzić -by pozwolić, aby sen trwał, aby nie zwracać uwagi na oddech, ciemność i spojrzeć obecności prosto w twarz.. kimkolwiek jest.
 



wtorek, 21 kwietnia 2009

White is no future

Poszukiwanie pracy w Polsce dobiegło końca. Jeden telefon i wszystko jasne. Wracam do Irlandii. Praca jest i kryzys także, więc jeszcze nie cieszę się na zapas. Zbieram siły, aby cały sezon wytrwać pomyślnie i aby wrażenie nie zostało mylne jak w tamtym roku.

Dwa oblicza spędzenia kolejnych miesięcy na zielonej wyspie nie dają mi spokoju. Z jednej strony super -praca i dobre pieniądze, poznanie nowych twarzy, zero stresu i imprezy a z drugiej z dala od domu i bliskich, zmagania z tęsknotą i to, co spotyka mnie tam każdego lata -niespodzianki, z którymi walczę lub się im poddaję. Każdy sezon przynosi coś nowego. W tamtym roku przyniósł miłość, która zaskoczyła mnie tak bardzo, że płynąć chciałam już do końca. Jednak powrót do polskiej rzeczywistości okazał się brutalną pułapką, w którą wpadliśmy oboje. Mam nadzieje, że nie będzie mi dane spotkać pana R. kolejny raz, choć wiem, że tam wszystko jest możliwe.

Teraz patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń z ubiegłego roku jestem przekonana, że sprostam wszelkim przeciwnościom. Jeśli tylko nie poddam się omamiona pewnym wzorem życia, które z rzeczywistością i szczęściem nie ma nic wspólnego.

Lecę 12-go maja. Zostawiam bliskich, lekcje pianina, rower i wszystkie stresy. Lecę, aby już ostatni raz pożegnać miejsce, które mnie zaczarowało. Zabieram ze sobą herbatki z Biedronki, list od Artysty i nadzieję, aby w tym roku nie spotkało mnie już nic złego.. i aby serce odnalazło ostatnią właściwą drogę.

Bloga i was kochani też zabieram :-)



wtorek, 14 kwietnia 2009

Postanowienia

Postanowienia wielkopostne dobiegły końca. O wszystkich pięciu pamiętałam codziennie. Pokusa była wielka gdy wychodziłam ze znajomymi do baru i wszyscy pili piwo a ja sok lub zieloną herbatę. Mięso zniknęło z codziennego menu i ku mojemu zaskoczeniu trzymałam się nieźle nawet wtedy gdy na uroczystym obiedzie u Basi zostały podane 4 rodzaje pieczonego mięsa. Najbardziej tylko irytowały mnie reakcje na wiadomość o moim 40 dniowym wyrzeczeniu. Po jakimś czasie przestałam się ujawniać bo ile razy można słyszeć "no zjedz kawałeczek -to nie taki wielki grzech". Tłumacząc cierpliwie, że o grzech tutaj nie chodzi ale o postawę już nie wiedziałam czy tłumaczę to sobie czy temu kto pyta.

Droga Krzyżowa co piątek. Nie byłam obecna na pierwszej bo podróżowałam wtedy do Gdańska i ostatniej. Pierwszą przeczytałam siedząc w przedziale. Ostatnią odmówiłyśmy razem z siostrą w domu. No a jeśli o odmawianie chodzi to z koronką poszło mi gorzej. Poległam trzy razy, ale świadomie tylko raz kiedy już zmęczona na tyle nie dałam rady wstać. Drugi nieświadomy to bezsenna noc gdy po prostu nie zauważyłam, że czegoś nie zrobiłam bo nie poszłam spać i trzeci gdy po prostu zapomniałam. Telewizor milczał zazwyczaj w momentach kiedy normalnie nie powinien a włączałam go najczęściej po to by po prostu coś grało i zapełniło samotność.

Mimo wszystko jestem zadowolona. Dzięki tym postanowieniom spojrzałam na siebie trochę z innej strony i mimo to, że w chwili słabości nad alkoholem wróciłam do palenia wiem, że i to nie jest bez znaczenia. To doświadczenie doda mi sił w najmniej oczekiwanym momencie. Wierzę.

środa, 25 marca 2009

Filozofia Heideggera

Śniło mi się dziś w nocy, że śpiewałam.

W moich myślach o przyszłości zawsze panowało przekonanie, że jakoś to będzie. Przez lata wchodzenia w dorosłość straciłam poczucie teraźniejszości. Zasypiając myślałam o tym, że wszystko co do tej pory mnie spotkało to obraz mojego życia. To jak wygląda -zapisują wspomnienia miłych momentów ale i chwil o których nie chciałabym pamiętać. One jednak są. Ciągle wracają i nie dają o sobie zapomnieć. W myśl filozofii Heideggera jestem przekonana -nie ma przypadków! Mówi się, że dobro odciska dobro. A zło?

Chcę wierzyć, że wszystko czego doświadczamy nie dzieje się bez przyczyny i skutku. Może nasze doświadczenia -również te złe poprowadzą ku zmianie czyjegoś losu na lepszy. Potrzeba tylko odwagi aby otworzyć usta gdy należy.





czwartek, 26 lutego 2009

Popielec

Tegoroczna środa popielcowa jest dla mnie dniem szczególnym. Przez dłuższy czas będzie przypominała mi o tym, że w życiu oprócz pracy i kariery ważne jest aby sukces odnosić również w sobie.

W Kościele nie byłam kilka tygodni. Pobiegłam na mszę o 17. Moją głowę popiołem posypał znajomy ksiądz. Uśmiechną się gdy mnie zobaczył (przeczytałam w nim -cieszę się, że znów tu jesteś) i z tym uśmiechem zapamiętałam gdy powiedział mi nad głową "(...) i wierzcie w ewangelię". Później jeszcze przez chwile przyglądałam się księżom, którzy na twarzach mieli ciepło i zrozumienie, które promieniało na ludzi w chwili uniesienia ręki. Nie jestem osobą głęboko wierzącą ale dziś chciałam tam być bez względu na wszystko. Dyscyplina jest mi potrzebna bo bez niej robię głupie rzeczy, których robić nie chcę a Kościół moim zdaniem jest pierwszym miejscem gdzie dyscyplina jest widocznie potrzebna.

Post
jest konsekwencją uznania dyscypliny. To podporządkowanie ciała i myśli według tej jednej, która nas do udziału w poście pokierowała. W mojej rodzinie do Kościoła chadzam tylko ja i chyba jeszcze siostra. Nie wiem bo od kilku lat mieszka w innym mieście. Tak wiec odkąd siostra wyjechała nie miałam kolejnego wzoru do naśladowania. Wiedziałam jedynie, że post oznacza zakaz balowania i jedzenia mięsa w piątki. I z taka wiedzą żyłam i poznanie dalszej było mi raczej obojętne.

Teraz chcę dać coś z siebie również dla Boga, w którego wierzę i do którego się modlę -zazwyczaj kiedy jest źle. Więc jeśli On robi coś dla mnie to ja chcę zrobić również coś dla Niego. Po analizie" za i przeciw" oraz racjonalnym zastanowieniem się nad realnością -zapisałam na małej karteczce 5 postanowień na 40 dni trwającego we mnie postu.

1.
Ogranicz oglądanie TV do minimum
2. Nie pij alkoholu
3. Nie jedz mięsa
4. Co dzień odmów koronkę
5. Co piątek idź na Drogę Krzyżową

z dopiskiem zapamiętanym z ambony:
"Niechaj lewa nie widzi co prawa ręka czyni".

Punkt 3 jest moim największym wyzwaniem bo będzie dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem! Wybierałam i postanowiłam o zamieszczeniu tylko jednej z dwóch możliwości -nie jeść mięsa lub czekolady.. O jej!

Za jakiś czas napiszę jak mi idzie :-)


środa, 25 lutego 2009

"Związek konieczny"

Dosyć długo trwało abym zrozumiała to co dzieje się we mnie i wokół mnie w ostatnim czasie. Moje życie jest jak parabola i ciężko mi z tym poradzić sobie samej. Próbuje, próbuje, spadam i.. próbuje od nowa budować to co "dobrzy ludzie" we mnie zniszczyli. Pragnę dzielić się życiem po kawałku bo mam świadomość, że tylko te słowa, które tu piszę mogą po mnie pozostać. Krok po kroku. Teraz gdy już mam pewność, że jest tutaj "bezpiecznie" ufam, że zdołam otworzyć szerzej moje okno przed Wami.

Wzbraniałam się nie pisząc o sobie bo uważałam, że nie potrzebne jest uzewnętrznianie własnej osoby, że będę tu pisać tylko to co powinnam filtrując słowa z obawy.. Dziś już wiem, że ten blog to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przydarzyć w ostatnim czasie. Tylko tu mogę być sobą. Dobrą lub złą.

I tylko jedno mam życzenie dla Was i siebie -proszę o zrozumienie bo ono w moim życiu jest najważniejsze.



środa, 21 stycznia 2009

Nie jestem Aniołem

Wczoraj pisałam o chwili słabości i sama wpadłam w jej sidła. Zaplanowałam krok po kroku misterną próbę dowartościowania się i skończyło się jak zwykle. Mam kaca moralnego. W życiu wybrałam już zasady, według których postępuje a jednak zawsze przychodzi taka chwila kiedy zapominam o wszystkich postanowieniach i płynę wzdłuż dzikiej rzeki. Nie mam jednak odwagi by o tym opowiadać. Cieszę się, że choć w części mogę podzielić się z wami moimi rozterkami i przeczytać wasze myśli -prawdziwe i szczere bo pisane zza kurtyny. Zawsze jestem ciekawa jakie jest wasze zdanie. Nie znam wielu osób, które doradzają mi gdy jest taka potrzeba, bo jestem odbierana jako ta, która radzi sobie świetnie ze wszystkim i zawsze byłam zdana na siebie bo nie potrafiłam przyznać się, że jest inaczej. Metodą prób i błędów kształtuje swoją postawę. Nie jestem z niej zadowolona i najchętniej opowiedziałabym o tym całemu światu by poczuć się lepiej.

Pragnę być kochana. Mieć obok kogoś dla kogo warto się starać.. być dobrym człowiekiem. Jestem gotowa i tylko czekam na tego, który zechce przyjąć uczucie jakim moje serce pragnie go obdarzyć. Miłość czasem stawia nas przed trudnymi wyborami. Wtedy kierujemy się sercem by chwila szczęścia nie przeszła znów koło nosa. Ale jak szczęście zatrzymać by już nigdy więcej nie wracać do problemów z przeszłości? Kiedy obiecuje sobie postanowienie nie mogę go dotrzymać bo nikt nie kontroluje jego rezultatu.

Mam 25 lat i poczucie, że nigdy nie spełni się do końca choć jedno z moich marzeń. Zawsze jest coś co stoi na drodze. Nie mam przekonania, że przynajmniej jedną rzecz robię najlepiej bo wszystkie wskazują na bylejakość. I choć potrafię głośno krzyczeć nie zostanę usłyszana jeśli ta magiczna siła, która kieruje życiem mi na to łaskawie nie pozwoli. Najlepszym sposobem jaki znam jest zignorować ten głos, który ma odpowiedź na wszystko. Zapomnieć i zacząć znów od nowa. I gdybym miała poświęcić to co nie daje mi spokoju na rzecz spełnienia -nie zawahałabym się ani chwili.. Gdybym tylko miała na to wpływ.



wtorek, 13 stycznia 2009

I tylko błagam..

Wróciłam dziś do mojej muzyki sprzed miesięcy, którą w związku z irlandzkimi wydarzeniami odrzuciłam. Faktem jest, że ilekroć w moim życiu coś się dzieje zawsze znajduje to odniesienie do muzycznych aspektów i wtedy jest mi lepiej.. a może na odwrót. Siostra kiedyś powiedziała, że ilekroć słucha Comy ciśnienie w jej krwi wzrasta i to pobudza ją do działania, mobilizuje. Ja słuchając Comy zamykam oczy i odpływam przebiegając przez wszystkie myśli w głowie bez granicy obawy, że usłyszę w nich prawdę. Słucham i widzę obrazy własnych myśli, których się boje, które odrzucam w przedbiegu bo podświadomie znam ich zakończenie.

Czuje się tak, jakbym na siłę próbowała odrzucić coś co jest częścią mnie tłumacząc, że to nie jest istotne i na zawołanie mogę zmienić siebie używając jedynie silnej woli i kształtu myśli. Nie jest to prawdą i Bogu dziękuje, że to zrozumiałam. Podobna sytuacja już kiedyś mnie spotkała. Paliłam 10 lat, rzucałam 5. Dopiero przy pomocy pewnych ziołowych tabletek udało mi się zerwać z nałogiem. Byłam dumna z siebie samej pierwszy raz w życiu, a gdy już zapomniałam o tym co najbardziej mi pomogło i wmówiłam sobie, że to tylko kwestia czy chce palić i to ja o tym zadecyduje -po 11 miesiącach bezmyślnie sięgnęłam po papierosa. Ci co palą znają wymówki -tylko jeden, nic się nie stanie.. akurat! Tak czy inaczej bez względu na to jaka sytuacja spotyka nas w życiu zawsze jest do niej odniesienie łączące jedno z drugim, drugie z trzecim.

Źle sypiam od nocy sylwestrowej. Męcze się do 4 nad ranem, przewracam z boku na bok. Pale za dużo, a uświadamiam sobie to dopiero gdy wieczorna paczka się kończy jeszcze zanim zasnę. Nie mogę zebrać myśli i siebie zapędzić do działania, do zrobienia rzeczy, które na mnie czekają a ja mam jak zwykle tysiąc wymówek. Od dzisiaj mówię NIE. Jestem wzrokowcem więc zrobiłam listę rzeczy o których usilnie staram się zapomnieć. Nie określam czasu ich spełnienia ale realizacje, bo wiem że jeśli je zrobię to będę mieć spokój. Polegając jedynie na własnej odpowiedzialności i chęci, wyłączam telewizor i wracam do siebie. Do tej, którą wielbiłam za zdolność organizacji i działania.

Was też zachęcam do przemysleń jeśli wydaje wam się, że od pewnego czasu jest coś nie tak lub czujecie, że czegoś wam brakuje. Może się okazać, że to co się dzieje teraz w waszym życiu pociągnie za sobą podświadomość spełnienia co pobudzi do większej aktywności duchowej, myślowej i fizycznej..

A może będzie na odwrót.. :-)


środa, 31 grudnia 2008

Skok w Nowy Rok

Druga kawa z mlekiem, sześć słodzików, stary monitor na podłodze i zakatarzona ja w niebieskim szlafroku. Ogarnij się! Wynieś monitor, posprzątaj w pokoju, uzupełnij świeczniki, ubierz się ładnie, umaluj rzęsy i bądź gotowa.

Dziś noc sylwestrowa, więc czas na podsumowanie. Do starego worka wrzucam wszystko to, co sprawiło że zwątpiłam. Wrzucam Miłość, która nie była prawdziwa, mężczyznę którego pokochałam jak nie kochałam nigdy wcześniej. Wrzucam te słowa, których nie wypowiedział gdy odchodził, odwagę, której mu zabrakło i rozczarowanie jakie mnie spotkało. Wrzucam dobre rady niedobrych ludzi, złe zapędy i przepowiednie, sny z których ciężko było się obudzić, lenistwo i wszystkie inne smutki z etykieta "już nie wracajcie". Za wszystko co spotkało mnie w tym roku jestem wdzięczna, bo gdyby nie to -nie dowiedziałabym się o życiu więcej.

Pan Nowy Rok zjawi się o północy z noworocznym workiem. Mam nadzieję, że wyciągnę z niego chęć do życia, ostatnią tabletkę z sodową solą, zadowolenie z siebie, opanowanie, nowe doświadczenia i drzwi -przez które przejdę by znaleźć się w krainie czarów, w których powitam spełnienie, Miłość i ludzi, którym mogę pomóc. A wam moi drodzy czytający życzę powodzenia w dążeniu, cierpliwości i uśmiechu :-)

niedziela, 7 grudnia 2008

Jestem zdecydowana

Parę lat trwało abym przekonała się, że bloga mogę pisać również ja. W końcu nie ma w tym nic śmiesznego czy niedorzecznego. Jedynie to co we mnie kłóci się z sercem podpowiadając NIE -to jeszcze nie Twój czas. Za wcześnie byś poznała emocje ze światem.. nie wyrosły z naiwności.

Wierze, że w życiu nic nie dzieje się przypadkiem i to, że właśnie dziś i po wydarzeniach z ostatnich tygodni kiedy nie wpadłabym na pomysł czyt. żadna siła nie skłoniła by mnie do otworzenia własnego bloga przeczytałam wpis Igi. Kilka ruchów myszki, klik klik i wiem, że to właśnie dziś przywitam się ze światem.

Bo jak nie teraz to kiedy?