czwartek, 17 grudnia 2009

Siła serca

Na wstępie powinnam się chyba usprawiedliwić z mojej z góry nie uzasadnionej dłuższej nieobecności. Za mozolny powrót do ponownego skupienia myśli i próby zastąpienia ich odpowiednimi słowami tak, by całość w jednym przy najmniej poście miała sens obwiniam te wszystkie niespodzianki i zaskoczenia, które przydarzyły mi się w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Pamiętam jak pisałam przed wyjazdem do Irlandii, że jadę z nadzieją by "serce odnalazło ostatnią właściwą drogę". Jakże te słowa dźwięczą w mych uszach, bo nieoczekiwanie były początkiem znaczących zmian. Podczas pobytu w Irlandii zmierzyłam się z przeszłością ponownie spotykając pana R. Po przepłakaniu zeszłej zimy i próbach ocalenia bezlitośnie złamanego serca, gdy pan R. zapewniając o swojej wielkiej miłości zostawił mnie z dnia na dzień bez ani jednego słowa wyjaśnienia.. jakie wielkie było moje zdumienie, gdy przy następnym spotkaniu usłyszałam jak wielki przyznawszy się -POPEŁNIŁ BŁĄD. Jeszcze próbował kilka razy zbliżyć się ponownie i gdy nawet w pewnej chwili prawie uwierzyłam, że wszystko może być znów tak jak było -cichy przyjaciel podpowiedział mi, że mężczyzna nie ma w zwyczaju tak szybko się zmieniać.. Mogłam wrócić do czegoś czego pragnęłam i znałam a co zostało mi przez jego odejście odebrane lecz ryzykując kolejny zawód zaczęłam budować zamek wokół innego księcia, który w tej samej chwili zjawił się i oczarował mnie niebieskimi oczami i tamtym dniem gdy pokazał mi miejsce.. gdzie mieszkają wróżki !

Dzień po dniu próbowałam zapamiętać wszystkie ciepłe gesty, którymi mój miły próbował zyskać moje serce. Nauczyłam się również, że czasem w życiu jest tak, że trzeba podjąć wyzwanie i postawić wszystko na jedną kartę wybierając tą drogę, która choć nieznana to jednak wabi siłą ocalałego serca -głosem miłosnej intuicji.

Zakochałam się jeszcze raz tak jak już myślałam, że nigdy nie będzie mi dane. I choć nie udaje mi się do tej pory ponownie w pełni zaufać pięknym słowom, którymi ukochany pieści moje uszy oraz zapewnieniom, że nie odejdzie jak tamten to jednak staram się, bo znowu jestem pewna, że warto.

Dzisiaj upływa sześć miesięcy od kiedy jesteśmy razem.



wtorek, 10 listopada 2009

Back to Poland

Zadowolona i szczęśliwa po sezonie letniej pracy w Irlandii wróciłam do Polski. Wszystko wydaje się być takie same jak przedtem tylko tym razem jakoś inaczej się wracało. To takie poczucie przyzwyczajenia. Zaraz pojadę, zaraz przyjadę.. tak jakbym już przywykła do takiego stanu rzeczy i zaskoczona byłam sama, że coraz mniej we mnie tęsknoty a coraz więcej chęci odkrywania świata na nowo.

Wzięłam głęboki oddech i już po tygodniu zatęskniłam za pracą. To jednak ważne, by mieć co robić. Nawet jeśli czasem jest ciężko i praca nie daje już tak wielkiej satysfakcji to jednak energia i uśmiech wraca gdy widzę jej efekty przeliczone na złotówki.

Rozpakowałam walizkę i odwiedziłam przyjaciół. Kupiłam ulubione śledzie i herbatę oraz poszłam na długi spacer, by przypomnieć sobie siebie sprzed pięciu miesięcy -bujającą w chmurach ze złamanym sercem kobietę, która próbowała krzyczeć gdy zamilkły wszystkie Anioły.

Mam tyle rzeczy do powiedzenia i tyle chęci do opisania świata, którym żyłam przez ostatnie miesiące. I mam też nadzieję, że wystarczy mi czasu i słów na jego opisanie.

Witam ponownie i zapraszam!


wtorek, 1 września 2009

Zygmunt Krasiński

> Gdy się przeszłość <

Gdy się przeszłość w duszę wnęci,

Lśni anielskim w niej obliczem;
W porównaniu z snem pamięci
I nadziei sen jest niczem.

Czy zasypiasz czasem, zdjęta
Magnetyczną wspomnień siłą,
I rozrywasz czasu pęta
Koło tego, co już było,
Aż ci stanie przed oczyma
Widmo tego, czego nie ma?

Czy ty czujesz, jak powoli
Świat zamglony przypomnienia
W tobie budzi się z niewoli?
Jak, z chmur - mroków - z zaćmień - z cienia
Otrząsając się pomału,
Wreszcie w duch twym się zmienia
Na miesięczny świat z kryształu?

Czy w nim widzisz, jak po ziemi,
Splotłszy serca - myśli - dłonie,
Chodzim ścieżki samotnemi
Po odludnej świata stronie?
Lub, gdy przyjdzie mus rozdziału,
Jak wśród świata schniem pomału,
Jak w nas mowa obcych ludzi
Serce boli - umysł nudzi?
Jak serc naszych całość żywa,
Co w jednego przeszła ducha,
Znów na dwoje się rozrywa
I tak ranna - krwią z ran bucha?
Jak w tęsknocie - jak w żałobie
Nazad dążym więc ku sobie?

Bo, jak gwiazdy, rozłączeni,
My szukamy się w przestrzeni
I na naszym dusznym niebie
Wiecznie ciężym my do siebie -
Aż spotkamy się znów razem
Gdzieś nad rzymskich ruin głazem
Lub na gockiej gdzie wieżycy,
Na cmentarzu lub w kaplicy -
Lub w pustyni, w górach, w skałach -
Lub na morza grzmiących wałach -
Lub na cichym gdzie jeziorze,
I obwiążą nas błękity,
Zamkną w wieniec opok szczyty
O jesiennych tęsknot porze.
Złotym wspomnień my łańcuchem
Powiązani razem z sobą -
I nam przeszłość nie żałobą,
Ale wiecznie żywym duchem.

I ten żywy duch się nieraz,
Gdym bez ciebie, sam wśród ludzi,
Jak stróż-anioł we mnie budzi.
Ot, w tej chwili - ot, patrz teraz:
Złożył skrzydła mi na duszę
I w niej tęczę skrzydeł kręci!
Patrz, zapadam w sen pamięci,
I już przez sen mówić muszę!...

Czy ty widzisz? - gdzieś na skale
W dzień słoneczny stoim sami -
Czy ty widzisz, jak pod nami
Śpią w przepaści jezior fale?

Stoim, milczym i oczyma
Przebiegamy wód kryształy.
Skazy jednej na nich nie ma,
Snem z błękitu krąg ten cały,
A gdzie kończy się zatoka,
Naprzeciwko - siwe skały,
Wyżej - niebios toń głęboka,
Ten sam szafir, co na dole,
Równa cisza - i bez chmury,
W niej się tylko czernią góry,
Bo rozbita na gór czole.

Czy pamiętasz? My patrzyli,
Aż od razu, w jednej chwili
Coś błękitów krąg zacieni -
Inne światło już w przestrzeni
I już inne jezior lice;
Wiatr wpadł skądsiś w okolicę,
I, jak upior, po niej goni.
My już widzim z szczytu skały
Na pryśniętej jezior toni,
Jak fal bruzdy poczerniały,
Jak je powiew wiatru goni.
Lecz tam żaden szum nie wzlata,
Wiatr ten dziwnym milczkiem wieje,
Ruch i ciemność w świat ten sieje,
A nie mówi nic do świata.

(...)

poniedziałek, 13 lipca 2009

Far away from here

Tęsknić oznacza pragnienie bycia z osobą bliską.. tą, która rozumie każdy gest i słowo.

Ograniczona brakiem internetu zamilkłam na kilka tygodni. Powtarzam sobie, że to jeszcze tylko dwa miesiące i wtedy wszystko wróci do normy.. o ile jeszcze norma istnieje tam gdzie istniała ostatnio. Dom wydaje się tak bliski dzięki myślom biegnącym do każdego zakamarka mojego prywatnego azylu i osób, z którymi jestem związana emocjonalnie. W tym roku odczuwam dotkliwiej podjęte wcześniej decyzje i tak sobie myślę, że na jednej raczej się nie skończy ale o tym napiszę następnym razem.

Rozstanie z Poetą było przykre i zaskakująco łatwe. Z mojej i jego strony popłynęły słowa i miałam wrażenie, że były oczekiwane. Pisałam o tym już wcześniej -w miłości czas i miejsce jest złotem podarowanym przez siłę, która pojawia się znikąd i zostaje na dłużej lub zabiera ze sobą serca by pokazać raz jeszcze, że życie może zaskoczyć w najmniej oczekiwanej chwili .




poniedziałek, 6 lipca 2009

Co kosztem czego?

Co ma trwać niech trwa, niech cała reszta spokój i oddech duszy da..


Już ponad dwa miesiące, od kiedy jestem znów w Irlandii. Tutaj codziennie poznaje nowych ludzi z różnych stron świata i miarę życia, która swą odmiennością pokazuje mi coraz to inne możliwości, jakie dzięki niej można osiągnąć.

Nie mam tu wielu atrakcji i może, dlatego miejscowość, w której pracuje podoba mi się tak bardzo. Mam czas na bycie sobą z samą sobą oraz myślami, które jeszcze parę miesięcy temu przeganiałam z wielkim hukiem i robiłam wszystko by zapomnieć o tym jak jeden łobuz złamał mi serce.. W dużym mieście można się dobrze ukryć i zanudzić jednocześnie. Zawsze jest tak samo – „Coś kosztem czegoś”.

Jeśli więc wierzę w przeznaczenie to, jakich argumentów mam użyć by przekonać samą siebie, że to, co jest mi pisane ciągle czeka na mnie w Polsce? Los dał mi kolejną szansę wyboru i godząc się na wyjazd do Irlandii zdecydowałam o jego ciągu. Życie pisze własne scenariusze i kolejny raz się o tym przekonuje. Wyjechałam zostawiając mojego Poetę w momencie, gdy nie byłam do końca pewna, że to, co robimy jest właściwe a skaza na moim sercu nie zrosła się wystarczająco by mieć pewność, że nasz rozpoczynający się dopiero związek jest kierunkiem, w którym chcę podążać. Przyjaźń miedzy nami trwała dość długo. Zanim oboje w tym samym czasie zdecydowaliśmy się by być razem -czas, który kiedyś nas rozdzielił dopiero teraz nabiera znaczenia, bo prawdziwej przyjaźni ani czas ani odległość nie jest w stanie rozdzielić a w miłości czas i dzieląca odległość ma ogromne znaczenie..

wtorek, 30 czerwca 2009

Irlandia.. ach moja Irlandia!


Spaceruję..


..zwiedzam i podziwiam..


oraz poznaję nowych przyjaciół :-)


środa, 24 czerwca 2009

Alchemik

"Zawsze na świecie ktoś na kogoś czeka.
Czy to na dalekiej pustyni
Czy w samym sercu gwarnego miasta

I gdy w końcu skrzyżują się drogi tych dwojga
I spotkają się ich spojrzenia
To wtedy znika cała przeszłość i cała przyszłość

Liczy się tylko ta chwila
I owa niewiarygodna pewność
Że wszystko pod niebieskim sklepieniem
Zostało zapisane jedną ręką

Ręką, która obdarza miłością
I stwarza bliską duszę dla każdego śmiertelnika
Który w słonecznym świetle
Krząta się niestrudzenie
Wypoczywa i szuka swego skarbu

Bo jeśli by tak nie było
To marzenia całego ludzkiego rodzaju
Nie miałyby najmniejszego sensu."

Paulo Coelho - Alchemik


niedziela, 21 czerwca 2009

Opowiem Wam naszą historię

Mój Poeta. Znamy się z liceum gdzie chodziliśmy do jednej klasy. Uważałam go wtedy za osobę bardzo tajemniczą i nieprzewidywalną. Zawsze był indywidualistą. Robił, co chciał. Ubierał się na czarno i rzadko się golił. Palił papierosy i nie stronił od alkoholu. Na lekcje języka polskiego przychodził z własną książką Dostojewskiego i w czasie, gdy powinien uważać na lekcji on siedział z nosem w książce. Pisał wiersze i czytał również moje. Jako pierwszy udzielał mi wskazówek. To on wraz ze swoim kolegą sprawił, że zwątpiłam w Boga. Jego argumenty dały mi wtedy tak do myślenia, że popłakałam się wróciwszy do domu. Nie wspominam z sentymentem tej sytuacji, bo patrząc na nią dzisiaj życzyłabym sobie, aby w ogóle się nie wydarzyła. Dialog przeciwnika kościoła i katolika zawsze kończy się tak samo. Źle. A moja wiara raz podupadłszy już nigdy nie była tak sama.
Po kilku latach od skończenia liceum spotkaliśmy się na ulicy.. przypadkiem i tak się zaczęło. Najpierw sms-y, spacery i czerwone wino. I kiedy przyszedł moment, gdy nasze dusze rozmawiały już bez słów, kiedy to byłam gotowa otworzyć dla niego drzwi mojego serca –on nic nie zauważył i choć pisał, że mnie kocha nie przyszło mu do głowy, że możemy być parą nie tylko wirtualnie, ale prawdziwie i stworzyć dla siebie miłość, jakiej pragniemy. Kontakt się urwał. Po jakimś czasie spotkaliśmy się. Opowiedziałam mu o moim pragnieniu z tamtego czasu i o tym, że chyba nieświadomie złamał mi serce. Był w szoku, ale zrozumiał, że przeoczył coś ważnego, więc kontakt się odnowił z jego inicjatywy. To już nie było to samo. Czar prysł, więc szczerze powiedziałam mu, że nie będziemy parą i przestaliśmy odzywać się w ogóle. Po ponad roku dostałam maila. Zwykłe pytania, co słychać, czy wszystko w porządku. Podpisał się „Na zawsze Twój, kochający B.” i wtedy zrozumiałam, że tym razem ja chyba coś przeoczyłam.
Po rozstaniu z R. długo nie mogłam dojść do siebie. Miłość, o której marzyłam dotknęła mnie by za chwile zniknąć. Byliśmy ze sobą krótko a uczucie, jakim go darzyłam było większe niż te wszystkie przeszłe zebrane w całość. Nie chciałam być tą, która czeka jedynie na królewicza i gardzi miłością, która czeka za rogiem. Zadzwoniłam do mojego Poety i od trzech miesięcy jesteśmy razem. Plany rozkwitu naszej miłości pokrzyżował mój wyjazd do Irlandii. Oczywiście związek, jeśli silny –przetrwa również odległość. Wiersz, który publikowałam napisał dla mnie na dzień przed wyjazdem -zaczarował mnie. Odkąd jestem tutaj dostałam dwa listy. Są piękne. Zresztą przeczytajcie sami..

Moja Ukochana!
Zastanawiałaś się może kiedyś, czym jest przeznaczenie? Co w ogóle znaczy? Myślę nad tym od momentu Twojego wyjazdu.. Czytałem o tym wiele i najlepszym źródłem okazały się starożytne podania greckie. Przeznaczenie zwane jest tam Koniecznością i występuje pod imieniem Ananke oraz jej córek zwanymi Mojrami. Ananke oraz Mojry są poza wszelka władzą bogów i przędą nici/wstążki. Każda z tych wstążek jest inna, bo przeznaczona jest dla jednego człowieka symbolizując jego narodziny, życie i śmierć. Jego los. Konieczność czy jak wolisz Przeznaczenie. Bywają przypadki (sic!) że wstążki te potrafią się spleść razem powodując, że los dwojga różnych ludzi łączy się i stają się oni sobie przeznaczeni.. Znalazłem jeszcze dwa hasła, które pasują do Przeznaczenia. Eros i Thanatos. Miłość i Śmierć. Analizując te archetypy doszedłem do kilku wniosków a właściwie to po prostu upewniłem się, co do moich zarówno wcześniejszych jak i teraźniejszych przekonań. Pierwsze z nich to to, że Ananke splotła wstążki naszego życia i tak czy inaczej spotkalibyśmy się kiedyś. Nasze planety krążą po tych samych orbitach. Drugie z nich to to, że kiedyś umierać będę z przekonaniem, że urodziłem się po to by Cię kochać. Nic tego nie zmieni, bo takie jest moje Przeznaczenie...
Strasznie mi tutaj bez Ciebie. Zrozumiałem, że człowiek odczuwa samotność bardziej nie wtedy, kiedy jest sam, ale w momencie, kiedy kogoś traci. Chociaż nie straciłem Cię na zawsze to nie umniejsza to wcale mojego cierpienia. Życie toczy mi się tutaj powoli mimo wielu zajęć. Czas okrutnie się wlecze. Wysycham bez Ciebie jak Ziemia bez Wody. Nie mogę słuchać Twojego głosu, patrzeć Ci w oczy, nie mogę trzymać Twojej dłoni ani Cię głaskać. Czuję się zagubiony niczym dziecko we mgle. Przy zdrowych zmysłach trzyma mnie świadomość, że w końcu wrócisz i moje płuca napełnią się czystym światłem. Może trafi nam się wtedy jeden z ostatnich ciepłych jesiennych dni i zrobimy piknik. Rozłożymy koc na trawie i będziemy pić kawę i wino przegryzając ciastem i serem. Będę Cię tulić i całować. Będę Cię trzymać tak jakbym Cię już nigdy nie miał wypuścić z rąk i będę milczał a Ty spytasz: „O czym myślisz Kochanie?”
Siadłem w mojej ulubionej knajpie, takiej kawiarni - galerii, która się zwie "Impresja" i zrobiłem coś dziwnego.... Choć byłem sam zamówiłem dwie kawy i jedną z nich postawiłem na przeciwko siebie... dla Ciebie... i zacząłem pisać list. Dzięki mojej wyobraźni byłaś prawie na wyciągnięcie ręki... Ech Kochanie! Ciężko mi tu bez Ciebie..
Zrobiłem też coś, co zdziwiło mnie znów samego. Ściągnąłem obrączkę z kciuka i założyłem ją na palec, na którym powinno się nosić obrączkę ślubną (jak złączę palce to prawie nie widać, że jest za duża). Niech wiedzą wszyscy a przede wszystkim wszystkie, że moje serce, ciało i dusza należą tylko do Ciebie i tak pozostanie do końca moich dni. Ty jesteś Tą, Co Potrzeba. Teraz zwłaszcza się o tym przekonałem. Poznałem dogłębniej swoje uczucia w stosunku do Ciebie właśnie przez Twój wyjazd... I lepiej mi z tym i bardziej ciężko zarazem, bo zdaję sobie sprawę z tego, że w momencie, w którym się odnaleźliśmy w końcu to musieliśmy się pogubić.. ale cóż. Kwestia czasu i wszystko wróci do normy i znów będziemy mogli być razem...
Kawa w nałęczowskiej „Impresji” wystygła.. Byłaś tam przy mnie wtedy. Rozpromieniona z błyskiem radości i zadowolenia w tych pięknych oczach, w których utopiłem się tak dawno temu i uśmiechałaś się. Obserwowałaś mnie jak piszę ten list dotykając koniuszkami palców mojej leżącej na stoliku dłoni. Wyszeptałem, że Cię kocham i już Cię nie było.. Ja też w końcu wystygłem, więc zapłaciłem i wyszedłem.
Wiedz, że myślę o Tobie w każdej chwili, cały czas. Nie martw się Kochanie o mnie. Dam sobie radę. Czekam tu na Ciebie ze spokojem i uporem. Nic złego nie może się stać, bo nic nie jest w stanie zmienić przeznaczenia. Nawet bogowie nie mają władzy nad Koniecznością.
Na zawsze Twój
B.”

Prawda, że piękny? :-)


niedziela, 14 czerwca 2009

Znaczenie

Ile razy świadomie lub nie zastanawiasz się nad znaczeniem sytuacji, które Cię spotykają, zachowaniem, które ludźmi kieruje lub symbolami, które z pozoru błahe –w jednej chwili nabierają innego sensu, gdy spoglądasz na nie patrząc z innej strony?

Dzisiaj chciałabym napisać o tym, czego sama do końca nie rozumiem, ale mam przekonanie, że powinnam. Dwa lata temu moja przyjaciółka urodziła dziecko. Upragniona córeczka, zaplanowany poród, szpital i niby wszystko zapięte na ostatni guzik. Poród przebiegał dosyć sprawnie do momentu, gdy położna zdecydowała, aby naturę nieco przyspieszyć. Kilka cięć i niezgrabnych chwytów dłoni sprawiło ogromny ból mojej przyjaciółce oraz zostawiło znamię na czole dziecka w postaci zaczerwienienia pomiędzy brwiami. Pomyślałam wtedy, że pewnie z wiekiem i rozwojem dziecka plamka na jej małym czole zniknie, ale tak się nie stało. Zaczerwienienie, o którym pisze nie jest nad wyraz widoczne, ale gdy dziecko płacze nasila się i czerwienieje. Kilka miesięcy temu inna koleżanka również urodziła dziecko. Nie widujemy się, na co dzień, więc normalnie nie miałabym okazji, aby poznać jej dziecko osobiście, ale w dobie naszej-klasy nic już nie można ukryć a tym bardziej wiele osób uważa, że natychmiast trzeba pokazać. Jej dziecko –chłopczyk również posiada podobny znak w tym samym miejscu. Pomyślałam wtedy, że to zbieg okoliczności albo trafili na tą samą niezgrabną położną. Kilka dni temu na kolejnej fotce kolegi tym razem z innego miasta znów zobaczyłam dokładnie to samo. Więc dzisiaj pytam się samej siebie –jak to możliwe? I nie znajduje odpowiedzi.

Czy powinnam wierzyć w znaki? Analizować ich znaczenie skoro je dostrzegam i zapamiętuje? Czy to w ogóle jest ważne i do czego niby taka wiedza ma służyć?

W moim życiu wydarzyło się dużo. Złych i dobrych rzeczy. Takich, z których jestem dumna i tych, o których wstydzę się pamiętać. Myślę, że nic nie jest w stanie mnie zdziwić, bo przeszłam, czułam i poznałam wiele. Czasem myślę, że to zbyt wiele by prowadzić normalne życie. Ciągle szukam własnej drogi. Oczekuję od życia więcej niż mam i na ogół jestem niezadowolona, bo ciągle wydaje mi się, że stać mnie na więcej, bo brak mi pewności siebie, którą bez wątpienia zabrały porażki, których doświadczyłam. Tyle jest emocji i słów, o których chciałabym napisać, ale nie mam odwagi, bo i po co pisać coś, czego wstydzę się ja, moje serce i dusza. A jeśli kiedyś przyjdzie czas, gdy moja spowiedź przed światem i samą sobą nabierze rozpędu i ułoży całość jednego posta czy wtedy poczuję się lepiej? Będę rozgrzeszona i pewność siebie wróci tam gdzie jej miejsce? Wtedy moje życie osiągnie następny level potocznie zwany szczęściem?

Wiem, że nie jestem jedyną osobą i pewnie jest wielu, których oczy podobnie jak moje chłoną świat takim, jaki jest i bez pamięci o mądrych rzeczach w sercu rejestrują tylko to, co ludzkie i mało przydatne w zrobieniu oszałamiającej kariery i zbiciu wielkiej kasy.

Mój Poeta powiedział, że kiedyś wierzył i kierował się znakami, jakie dawało życie. Kiedy spóźnił się na autobus uznawał, że tak musiało być bo dzięki temu spotka go to co powinno. Dzięki temu, że był czujny i spostrzegał znaczenie codziennych przepowiedni prowadził tryb życia, jaki jest mu pisany i dzięki temu czuł się wolny i spełniony. Po jakimś czasie zrozumiał, że to on jest panem swojego losu i przestał kierować się znakami uznając, że są mylne i złośliwie prowadzą jego życie nie tak jak on by sobie tego życzył.

Trójka dzieci połączona podobnym znamieniem na czole może nic nie znaczyć. Zbieg okoliczności lub złośliwość losu, która skłania by wierzyć, że istnieje klucz pozwalający odczytać zagadkę życia i znaczenie świata. Zagadka zaczynająca się od momentu stworzenia i końca, który kiedyś musi nastąpić, bo wszystko przecież ma swój początek i koniec.

A te pytania bez odpowiedzi?

Boga nie ma, bo go nie widać?

Miłości też nie zobaczysz, ale przecież wiesz, że istnieje..



niedziela, 7 czerwca 2009

Agata Budzyńska

> Bal szalony <

Za późno o kilka lat
Dostałam zaproszenie na bal
Wymarzona suknia, złote buty i szal

Za późno o kilka lat -myślałam

Czy to w żyłach krew czy wino?
Skąd ten słodki lęk?
Czy to szatan szepce "pij i tańcz dziewczyno
j
eśli przed czymś uciec chcesz"?

Za późno o kilka lat -myślałam

Czy to w żyłach krew czy łzy?
Skąd w kieliszku białe wino
I czemu on nie mówi do mnie nic
Tylko tańczy z inną dziewczyną

Za późno o kilka lat
Na dzień, który może się zdarzyć
Na powrót do świata marzeń

A dziewczyna zniknie z twego życia jak tęcza
I pocierpi żeby nie pamiętać

niedziela, 31 maja 2009

Kochany Prywatny Poeta

"Pierwszej się oczu czarnych, drugiej modrych boję
te dwie są me Miłości i dwie Śmierci moje"
Jan Lechoń
Trzecia jest nad ranem, a ja spaceruję
jak księżyc co pełnią płynie po niebie
Wiesz.. Źle się czuję..
Bo jutro już ze mną nie będzie Ciebie

Ach! Księżyc! On prawie się styka
z moimi palcami co pełzną po nocy
Spójrz! Prawie go dotykam!
Lecz nie mogę się wyrwać okrutniej niemocy..

Śpiewajcie słowiki dzisiaj żałobnie
gdy łza mi w oku szaleństwem się wierci.
Ta pieśń przez noc niech płynie swobodnie
bo nie ma mej Miłości.. ani mojej Śmierci

Pierwsza odleci rozkładając skrzydła
i długi czas nie będzie Jej z nami.
Druga ta zła, wstrętna i przebrzydła
odejdzie przekupiona tęskniącymi łzami

Zostanę sam z okrutną pamięcią
o ustach co kolor nadały winu.
Zostanę sam z tą straszną chęcią
Zerwania dla Ciebie gałązki jaśminu

Myślę, że smutek też zaraz odleci
i nie będę więcej zalewał się łzami
Księżyc przecież taki sam tam świeci
i pod takimi samymi będziemy gwiazdami

I zastał mnie świt nad tymi myślami
i rosa na trawie w słońcu się jarzy
idę do domu wolnymi krokami
a wiatr mi wyciera łzy z mojej twarzy..

(C) Monsieur Palique


czwartek, 28 maja 2009

Nastka

Kiedyś gdy byłam bardzo młoda miałam przekonanie o wielu rzeczach, miałam marzenia, że gdy będę już dorosła to moje życie będzie wyglądało tak jak sobie je właśnie wyobrażam.

Zawsze byłam przekonana o tym, że w wieku dwudziestu pięciu lat będę już dawno żoną i będę miała dzieci lub przynajmniej będą już w planach bo w mężczyźnie mojego życia zakocham się od pierwszego wejrzenia a on straci dla mnie głowę i nasza miłość będzie najpiękniejszym uczuciem jakie doświadczymy w ciągu całego życia. Marzyłam i często myślałam o tym jak będzie wyglądał mój dom, w którym zamieszkam z mężem i jak wspólnie będziemy urządzać nasze mieszkanie. Marzyłam zawsze, że moja mama gdy będę już dorosła będzie moją najlepszą przyjaciółką, której będę powierzać największe sekrety a siostra będzie jedyną osobą, która bezwarunkowo zawsze będzie gotowa mnie wysłuchać i to ona właśnie będzie tą, która zawsze mnie zrozumie nawet wtedy gdy cały świat stanie przeciwko mnie.

Byłam przekonana, że znajdę świetną pracę, która będzie sprawiać mi przyjemność i oczywiście będzie świetnie płatna na tyle, że nie będę musiała martwić się o wydatki by starczyło do pierwszego lub by nie przepłacić na zakupach. Przekonana byłam również, że świat jest dla mnie otwarty i każda podróż w nieznane przyniesie mi wiele radości i satysfakcji i podróżować będę zawsze, gdy będę miała na to ochotę -sama lub razem z przyjaciółmi, których jak byłam wtedy przekonana -będę miała wiernych, spontanicznych i szalonych -gotowych na wszystko -"byle razem". Będziemy spotykać się najczęściej jak tylko się da i będziemy razem łazić na imprezy lub do kina, a potem będziemy rozmawiać, słuchać i doradzać sobie nawzajem. Przekonana byłam, że już w wieku dwudziestu lat będę posiadać prawo jazdy i własnym samochodem będę jeździć na studia a po drodze na zajęcia będę uśmiechać się na światłach do nieznajomych mężczyzn a oni będą puszczać do mnie oko.

Marzyłam o tym, że gdy będę już dorosłą dojrzałą kobietą będę piękna i moja twarz będzie wyglądać jak te z okładek. Byłam przekonana, że moje piersi gdy już urosną będą tak samo okrągłe i jędrne jak w wyciętych bluzkach u modelek.

No, a dzisiaj tak sobie myślę, że marzenia i przekonania to jedno a prawdziwe życie to drugie i nie za bardzo da się te dwie rzeczy połączyć, bo życie upływa tak jak zostało wcześniej zapisane. Nawet gdy pragnienie jest silne a przekonanie wiarygodne i gdy dążenie uparte kieruje los po drodze marzeń.. w pewnym momencie wszystko wraca do punktu wyjścia.

A może coś przeoczyłam?



piątek, 22 maja 2009

Kapłan(ka) miłości

"A jeśli miłość jest największym kultem całej ludzkości to pierwszą jego kapłanką była i zawsze jest kobieta."

Obserwuje i podziwiam znane mi pary, które się kochają i również te, które kłócą się na okrągło bo to daje im poczucie bliskości i dla nich -jak mówią jest dowodem trwającego uczucia. Taka sytuacja zdarza się również czasem w stosunku do osób nam najbliższych jak siostra czy mama -złościmy się najczęściej na tych, na których nam najbardziej zależy a potem zazwyczaj żałujemy ze wstydem słów wypowiadanych w złości -słów, których do znajomych nie wypowiemy nawet pod wpływem największej emocji.

Nie bez kozery posłużyłam się cytatem. Uważam, że jest on bardzo prawdziwy i gdy głębiej się nad nim zastanawiam stwierdzam, że odnosi się do większości sytuacji w związkach. Mężczyzna kierując się własnym samczym ego udowadnia kobiecie swoje racje nie zdając sobie sprawy z tego, że większą irytacje wzbudziłby gdyby nie odzywał się wcale. Kobieta przeważnie uważa, że to ona gra pierwsze skrzypce w związku i tak naprawdę jej partner -choć zapewnia poczucie bezpieczeństwa i jest silniejszy fizycznie w pewnym momencie ulega racjom kobiety w każdym przekonaniu kierowanym złością lub żartem byle tylko poczuć bliskość jaką może jedynie ofiarować mu kobieta.

Kobieta chcąc okazać ukochanemu wielką miłość zaspokaja jego zachcianki. Gotuje dla niego to co on lubi jeść, prasuje jego koszule, sprząta dom aby widział, że dba o niego i miejsce, w którym spędzają większość czasu, chociaż on i tak rzadko kiedy zauważa czysty kran lub inny detal.. dopóki oczywiście sama mu o tym nie powie podświadomie oczekując pochwały. Wydawać by się więc mogło, że owy cytat powinien tak naprawdę odnosić się do mężczyzny skoro to wokół niego wszystko się kręci... ale pójdźmy jeszcze o krok dalej..

Kiedy w związku darzącym się bezwzględnym zaufaniem i uczuciowo stabilnym pojawia się fantazja dotycząca jednorazowego zaproszenia osoby trzeciej do sypialni i okazuje się, że owa fantazja obojga jest spełnieniem najskrytszych pragnień mężczyzny -kobieta wiedząc jak ogromną przyjemność może sprawić ukochanemu podejmuje decyzje i zgadza się aby osoba trzecia była gościem w ich sypialni. Wydaje mi się, że w każdym przypadku osobą trzecią jest kobieta, ponieważ heteroseksualny mężczyzna z reguły nie odnajduje się w intymnej relacji z drugim mężczyzną tak szybko jak odnaleźć się może kobieta z kobietą.

Zasady są jasno określone przez kobietę. To ona zdecydowała, więc ma do tego pełne prawo. Określa granicę intymności sprawiedliwie. Osoba trzecia jest jedynie dodatkiem do ich własnej gry tak aby ich fantazja nie była fizyczną zdradą mężczyzny i nie została nigdy później podstawą do zawirowań emocjonalnych w ich udanym przecież związku.

"A jeśli miłość jest największym kultem całej ludzkości to pierwszą jego kapłanką była i zawsze jest kobieta."

W trakcie jakże upragnionej przez mężczyznę -spędzenia choć jednej nocy we własnym życiu z dwójką kobiet, po przejęciu jego inicjatywy przez drugą kobietę widząc ogromne zadowolenie orientuje się, że większą rozkosz sprawia ukochanej osoba trzecia niż on sam.. bo przecież kobieta kobietę zna najlepiej i to właśnie ona -owa kapłanka z cytatu zaspokaja pragnienia zarówno mężczyzn jak i kobiet znając je doskonale -jak siebie samą. Mężczyzna nie potrafi dłużej znieść upokorzenia własnego samczego ego -ubiera się i wychodzi uznając "imprezę" za zakończoną.

Cała historia jest jedynie moim wyobrażeniem o sytuacji kiedy monotonne związki chcąc od życia więcej fundują sobie na własne życzenie wrażenia, które mimo określenia jasnych zasad i granic nie gwarantują powodzenia a najczęściej prowadzą do wielu nieporozumień. Wiem jednak, że taka sytuacja mogła mieć miejsce.

Tak więc panowie! Ostrożnie z tymi fantazjami :-) Moim zdaniem nie są warte ryzyka jakie trzeba poświęcić stawiając na jednej szali udany związek i kilka chwil uniesienia po to, by w rezultacie rozczarować się lub nabawić kompleksów. W całej sytuacji jedyną zadowolną osobą jest zazwyczaj... osoba trzecia.




sobota, 16 maja 2009

Welcome back

Irlandia przywitała mnie słonecznie i zachwyciła, jak co roku. Po długiej podróży dojechałam na miejsce. Tutaj nic się nie zmieniło. Ta sama praca, ten sam dom i ci sami ludzie, którzy uśmiechają się i serdecznie witają wracających po zimie znajomych. Przez chwilę miałam wrażenie jakbym wcale nie wyjechała tylko na moment zamknęła oczy.

Już czwarty raz Irlandia odsłania przede mną swoje oblicze –wciąż taka sama, niezmiennie piękna i zielona. Tylko ja jestem już inna. Już nie dziecinna, pouczona przez ludzi, których tu spotkałam i życie, jakiego doświadczyłam. Pan R. nie zjawił się jeszcze. Dowiedziałam się, że razem z moją nadzieją, że go nie spotkam nadzieje ma również całe miasto. Tutaj wszyscy się znają, wiedzą o sobie prawie wszystko. Małe miejscowości niczym nie różną się od siebie poza ludźmi, którzy tutaj są bardziej wyrozumiali i życzliwi. Wychodzą z założenia, że okazywana sympatia jest znakiem przyjaźni i zapewnieniem, że mogą liczyć na siebie w każdej sytuacji, na dobre lub na złe bez względu na to jak dobrze się znają.

Ach jak mi się marzy żeby po irlandzku ludzie traktowali się również w Polsce..!


poniedziałek, 11 maja 2009

Agata Budzyńska

> Chcę Cię obronić <


Chcę Cię obronić, chcę ustrzec Cię od zła

Gdy smutno tak zaśpiewać, by Cię rozweselić

I z ciemnej nocy wyprowadzić w jasny dzień

Tak życiem Cię zachwycić, abyś chciał przeżyć je


W podróż Cię wezmę do takiego raju

Gdzie smak miłości dojrzewa powoli

Gdzie rana życia uśnie pod ustami

Sny się spełniają, a prawda nie boli


Chcę Cię obronić, chcę ustrzec Cię od zła

Gdy smutno tak zaśpiewać, by Cię rozweselić

I z ciemnej nocy wyprowadzić w jasny dzień

Tak życiem Cię zachwycić, abyś chciał przeżyć je


W podróż Cię wezmę do  takiego świata

Gdzie się szaleństwo spełnia do ostatka

Gdzie żal spóźniony niczego nie skreśla

A zamki mocno przetrwają na lodzie


W podróż Cię wezmę do takiego kraju

Gdzie struga czasu upływa powoli

Gdzie rzeki płoną słońca płynnym złotem

Sny się spełniają, a życie nie boli.



poniedziałek, 4 maja 2009

Ten sen

Parę minut po północy, spokojna kładzie się spać. Z zamkniętymi oczami wędruje w ciszy po usypiającej już wyobraźni. Zasypia otulona ciepłą miękką kołdrą..

Raz na jakiś czas śni mi się ten sam sen. Zasypiając czuje jak moja świadomość staje się bezwładna. Sen ogarnia mnie i właśnie wtedy przychodzi takie uczucie, że w pokoju nie jestem sama. Otwieram oczy, rozglądam się po pokoju i widzę ciemność. Zamykam oczy i widzę twarze postaci, których nie znam. Odwracam głowę, bo wydaje mi się, że jeszcze nie usnęłam.. próbuje złapać oddech ale czuję, że nie mogę. Wtedy zastanawiam się czy już śnię czy jeszcze nie. Więc chcę krzyknąć by się upewnić, że jeszcze nie śpię, ale ciągle brak mi tchu -jakbym miała płuca pełne powietrza i nie mogła nic z nim zrobić. Więc siłuję się by krzyknąć.. w końcu się udaje. Podnoszę się, rozglądam i nadal nikogo nie widzę, ale czuję obecność. Przestraszona wstaję i zapalam nocną lampkę. Lampka nie działa. Biegnę do przedpokoju i zapalam duże światło -nie działa. Tylko ciemność i obecność. Przerażona myślę -to nie może być prawda -ja nadal śnie. Więc znowu próbuję krzyczeć, bo krzyk zawsze mnie budzi. Jakby w półśnie -już wiem, że natychmiast muszę się obudzić, bo inaczej się uduszę. Zbieram, więc wszystkie siły, aby złapać oddech, by krzyknąć najgłośniej jak umiem. Udaje się. Podnoszę się i ciemność nie jest już taka ciemna. Widzę pokój w blasku księżyca. Dwa oddechy i zasypiam znowu. I znowu to samo -dokładnie to samo. Po którymś razie mam dosyć i idę spać do drugiego pokoju. Tam zasypiam bez problemu.

Kiedyś myślałam, że ten sen śni mi się, gdy nie zasłonię okna i światło księżyca pada na moją twarz. Później myślałam, że to przez stres, bo przecież ciągle śni mi się ten sam schemat z tą różnicą, że mogę zapalać światła gdzie chcę i czasem obecność przybiera postać cienia. A dziś, gdy obudziłam się rano pomyślałam, że może tak właśnie umiera się we śnie. Gdy ludzie nie mają dosyć siły by złapać oddech lub nie orientują się, że półsen to już sen. Niebezpieczny. Mogę tylko przypuszczać, bo nie zaryzykuje by to sprawdzić -by pozwolić, aby sen trwał, aby nie zwracać uwagi na oddech, ciemność i spojrzeć obecności prosto w twarz.. kimkolwiek jest.
 



poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

 > Życie <


Życie jest tak gwałtowne! Przerywa, nie słucha,

napada, krzyczy, tupie, męczy, zmienia maskę,

że aż sen ma gorączkę, śpiąc w różowych puchach,

i bladym skrzydłem mocno bije o posadzkę.


Potrzeba tylko słowa, tylko gestu, listu,

by się złote pierścienie wygięły, skręciły,

by spłonęły tęsknoty jak suknie z batystu

i pękło serce z wielkiej słabości i siły.




czwartek, 23 kwietnia 2009

Oskary blogowe



Kobieta w oknie została wyróżniona po raz drugi. Kochanej Margo dziękuję za pamięć i ten miły gest, który przypomina o sensie dzielenia się sobą w wirtualnym świecie. Gdyby wyróżnienie trafiło do mnie wcześniej na pewno przekazałabym je również Tobie.

Oprócz wyżej już wymienionej Margo wyróżniam trzy blogi, które są mi najbliższe i którym Kobieta w oknie nie jest obojętna.
Wiem, że takie wyróżnienia są różnie postrzegane więc to czy je przyjmiecie lub nie zostawiam już dla waszej własnej oceny :-)


Cieszę się, że spotykam tutaj tak miłe osoby. Wszyscy jesteście wyjątkowi!



wtorek, 21 kwietnia 2009

White is no future

Poszukiwanie pracy w Polsce dobiegło końca. Jeden telefon i wszystko jasne. Wracam do Irlandii. Praca jest i kryzys także, więc jeszcze nie cieszę się na zapas. Zbieram siły, aby cały sezon wytrwać pomyślnie i aby wrażenie nie zostało mylne jak w tamtym roku.

Dwa oblicza spędzenia kolejnych miesięcy na zielonej wyspie nie dają mi spokoju. Z jednej strony super -praca i dobre pieniądze, poznanie nowych twarzy, zero stresu i imprezy a z drugiej z dala od domu i bliskich, zmagania z tęsknotą i to, co spotyka mnie tam każdego lata -niespodzianki, z którymi walczę lub się im poddaję. Każdy sezon przynosi coś nowego. W tamtym roku przyniósł miłość, która zaskoczyła mnie tak bardzo, że płynąć chciałam już do końca. Jednak powrót do polskiej rzeczywistości okazał się brutalną pułapką, w którą wpadliśmy oboje. Mam nadzieje, że nie będzie mi dane spotkać pana R. kolejny raz, choć wiem, że tam wszystko jest możliwe.

Teraz patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń z ubiegłego roku jestem przekonana, że sprostam wszelkim przeciwnościom. Jeśli tylko nie poddam się omamiona pewnym wzorem życia, które z rzeczywistością i szczęściem nie ma nic wspólnego.

Lecę 12-go maja. Zostawiam bliskich, lekcje pianina, rower i wszystkie stresy. Lecę, aby już ostatni raz pożegnać miejsce, które mnie zaczarowało. Zabieram ze sobą herbatki z Biedronki, list od Artysty i nadzieję, aby w tym roku nie spotkało mnie już nic złego.. i aby serce odnalazło ostatnią właściwą drogę.

Bloga i was kochani też zabieram :-)



środa, 15 kwietnia 2009

Agata Budzyńska

* * *

Zostawiłeś mi wspomnień wielką księgę
Smutek, żal i łzy
Wspaniałą przysięgę

Zostawiłeś mi wspomnienia, marzenia
Pocałunki trzy -znaki przypomnienia

Ale przecież dobrze wiesz
Wszystko w życiu zmienia się

Ale przecież dobrze wiesz
Bez ustanku kochać Cię to bzdura

Ale przecież dobrze wiesz
Mnie nie warto tracić łez

Raz jest dobrze, raz jest źle
Raz ktoś kocha -drugi nie

Darowałam Ci wszystkie moje myśli
Wszystkie moje sny
W których byś się wyśnił

Darowałam Ci.. cóż kiedy żałuję

W życiu tak już jest
Trzeba -pokutuję


wtorek, 14 kwietnia 2009

Postanowienia

Postanowienia wielkopostne dobiegły końca. O wszystkich pięciu pamiętałam codziennie. Pokusa była wielka gdy wychodziłam ze znajomymi do baru i wszyscy pili piwo a ja sok lub zieloną herbatę. Mięso zniknęło z codziennego menu i ku mojemu zaskoczeniu trzymałam się nieźle nawet wtedy gdy na uroczystym obiedzie u Basi zostały podane 4 rodzaje pieczonego mięsa. Najbardziej tylko irytowały mnie reakcje na wiadomość o moim 40 dniowym wyrzeczeniu. Po jakimś czasie przestałam się ujawniać bo ile razy można słyszeć "no zjedz kawałeczek -to nie taki wielki grzech". Tłumacząc cierpliwie, że o grzech tutaj nie chodzi ale o postawę już nie wiedziałam czy tłumaczę to sobie czy temu kto pyta.

Droga Krzyżowa co piątek. Nie byłam obecna na pierwszej bo podróżowałam wtedy do Gdańska i ostatniej. Pierwszą przeczytałam siedząc w przedziale. Ostatnią odmówiłyśmy razem z siostrą w domu. No a jeśli o odmawianie chodzi to z koronką poszło mi gorzej. Poległam trzy razy, ale świadomie tylko raz kiedy już zmęczona na tyle nie dałam rady wstać. Drugi nieświadomy to bezsenna noc gdy po prostu nie zauważyłam, że czegoś nie zrobiłam bo nie poszłam spać i trzeci gdy po prostu zapomniałam. Telewizor milczał zazwyczaj w momentach kiedy normalnie nie powinien a włączałam go najczęściej po to by po prostu coś grało i zapełniło samotność.

Mimo wszystko jestem zadowolona. Dzięki tym postanowieniom spojrzałam na siebie trochę z innej strony i mimo to, że w chwili słabości nad alkoholem wróciłam do palenia wiem, że i to nie jest bez znaczenia. To doświadczenie doda mi sił w najmniej oczekiwanym momencie. Wierzę.

piątek, 10 kwietnia 2009

Magic Moon

Raz na jakiś czas
Pojawia się magicznie
Dzień i wtedy walka
Z batalionem wszechświata

Plany teraz ambitnie
W bezradności gruzach
Ulica nocą i dawny śmiech

Przypadkowy mężczyzna
Z dziesięciu jedną obleka twarzy
Na murze zastygłym
Myśli szare
Zatrzymane

Dech w piersi zapiera
Okrągłych żarówek blask
Niespokojny i spragniony

Słowa w jedno splata życzenie
Pędź póki starczy sił
Księżyc w kurtynie
Utopi natchnienie

środa, 8 kwietnia 2009

Rekolekcje last minute

Czas przed świąteczny jest idealny pod względem robienia porządków. Wiosna budzi z zimowego snu nawet leniuszków a słońce zachęca do zrobienia czegoś dla bliskich i domu. Okna, kurze, zakupy, trzepanie dywanów i szereg innych rzeczy, którymi zajmujemy się by przyjąć gości z jak największym dystyngowaniem. Goście - zazwyczaj najbliższa rodzina wpadają na wielkanocne śniadanie by podzielić się jajeczkiem, porozmawiać, posiedzieć razem przy stole czy usłyszeć nowych piosenek małych prawnucząt.

Z rekolekcji LAST MINUTE najbardziej zapamiętałam to, jak ksiądz przytaczając biblijne opowieści nawiązywał do współczesnych czasów. Rzecz dotyczyła dawania szansy. Coraz częstsze poddawanie się słowami -nie wyszło to koniec jest obecne na wielu płaszczyznach. W związkach małżeńskich koniec oznacza rozwód, w miłości dwojga -rozstanie, w przyjaźni -zapomnienie. A gdyby tak we wszystkich sytuacjach otrzymać lub dostać kolejną szansę. Spróbować zacząć od nowa wykreślając niezrozumienie i złość ze wszystkich, kłótni czy sytuacji losowych i mimo wszystko wziąć życie drugiego człowieka we własne ręce i nie pozwolić aby los się zmieniał przy najmniejszym zatrzęsieniu.

Czy łatwiej jest żyć skreślając wszystko? Zmiana partnera lub otoczenia w którym coś nam nie pasuje jest łatwa bo łatwe jest myślenie, że każda zmiana prowadzi na lepsze. Ale czy faktycznie tak jest zawsze?

Święta Wielkanocne to dobry czas na robienie porządków zarówno w domu jak i w nas samych. Może warto się zastanowić razem z bliskimi czy również miedzy sobą szansę otrzymujemy czy też zamiatamy problemy i niewygodne rozmowy pod dywan nie dając szansy na życie w relacji, która nosi imię szczęście.




sobota, 4 kwietnia 2009

Agata Budzyńska

* Ty (2) *

Ty przed deszczem w dłonie schowasz
Ty mnie w słońcu ukołyszesz
Tak bym była tylko Twoja

Tak spokojnie
Tak najciszej
Ucałujesz

Dłoni ciepłem mnie ogrzejesz
W palce swoje mnie ubierzesz
Będę miała Twoje dłonie
Tak ciche, tak spokojem zamyślone

Na poduszkach dłoni Twoich
Usta będę tulić senne
Popatrz to nasza miłość
Tak ciepło, tak wiosennie

Malowana


wtorek, 31 marca 2009

Kolor serca

Mam pamięć emocjonalną. Z reguły zapamiętuje nieświadomie tylko wybrane zdarzenia. Po jakimś czasie okazuje się, że to co powinnam -nie pamiętam. Każdego dnia się uczę. Siebie i innych ludzi. Lubię na nich patrzeć i dumać. W autobusie i kościele spotykam najciekawsze przypadki.. Przyglądam się zazwyczaj jakie jest nastawienie "ludzi na innych" i stwierdzam -POLAKOM BRAK ŻYCZLIWOŚCI!

Czy naprawdę w dzisiejszych czasach jest tak trudno powiedzieć do obcej osoby przepraszam, proszę, dziękuję? Nic dziwnego, że ludzie na siebie warczą. Wchodzi kobieta do autobusu i mówi do kierowcy kładąc pieniądze -normalny. Kierowca podaje bilet w milczeniu ze złowrogą miną. Innym razem starsza pani, która przez całą mszę wyśpiewała wszystkie pieśni, wychodząc z kościoła rozpycha się w tłumie łokciami -bo przecież inaczej niż siłą zaznaczyć potrzebę szybszego wyjścia się nie da. To samo w autobusie. Lecą te baby z siatami tylko jak się drzwi otworzą i robią wyścigi, która pierwsza zajmie miejsce oczywiście nie to przy oknie bo wtedy ciężko wysiadać tylko to z brzegu bo wtedy już nie trzeba mówić do tego kto siedzi obok -przepraszam tutaj wysiadam.

Mierzę ludzi własną miarą -jeśli ja lubię być traktowana życzliwie to myślę że tego spodziewają się po mnie inni. Choć nie od zawsze tak było. "Monkey see, monkey do". Uczę się od innych i jestem głęboko przekonana, że moja postawa też jest drogowskazem. To tylko słowa, krótka chwila: Dzień dobry, poproszę bilet normalny. Kierowca z uśmiechem podaje bilet -proszę. Dziękuję. Kierowca jedzie zadowolony i nie zamyka następnym razem na przystanku drzwi przed nosem. Ktoś przed chwilą był dla niego miły więc dlaczego on ma nie być.

Jest pewnie wiele takich codziennych sytuacji kiedy nie zdajemy sobie sprawy z potęgi naszej życzliwości. To właśnie takie proste zdarzenia, które niekiedy zapamiętujemy pod wpływem dobrej emocji są wielkim krokiem w kierunku zmian na lepsze. Moim największym życzeniem jest aby ludzie nie bali się być dobrym i miłym niezależnie od wieku. Ponoć przykład powinni dać nam starsi ale my swoim nastawieniem możemy przekonać niejednego gbura, że nie warto być obojętnym na obcego człowieka.

Jeśli kiedyś w Polsce powstanie jakaś akcja promowania życzliwości to na pewno będę stała na jej czele.

Śpiewając jak Majka Jeżowska:

"Kiedy czujesz się jak własne pół, własne wspak
Gdy Cię znów dogania pech.
Kiedy Los uwziął się, daje wszystko na nie
To nieważne, to zmieni się..

Przecież liczy się kolor serca
Ile ciepłych barw mieszka w nim
Tylko własny Twój kolor serca
Może dodać Ci sił
W te pochmurne złe dni..

Gdy pomocy ktoś chce
Kiedy bardzo z nim źle
Nie zostawiaj go -jak widz
Nawet gdy własny cel
Przez to umknie Ci gdzieś
To nie ważne nic, a nic..

Przecież liczy się kolor serca..








niedziela, 29 marca 2009

Małgorzata Hillar

* Czy mogę *

Mówisz słowa nie wyrażą
Patrzę na Ciebie ze smutkiem

Ja znam słowa, które jak atropina
Rozszerzają źrenice i zmieniają kolor świata
Po nich nie można już odejść

Czy mogę dać Ci siebie
Jeśli nie umiesz powiedzieć
Co czujesz
Kiedy oddaję Ci usta?


środa, 25 marca 2009

Filozofia Heideggera

Śniło mi się dziś w nocy, że śpiewałam.

W moich myślach o przyszłości zawsze panowało przekonanie, że jakoś to będzie. Przez lata wchodzenia w dorosłość straciłam poczucie teraźniejszości. Zasypiając myślałam o tym, że wszystko co do tej pory mnie spotkało to obraz mojego życia. To jak wygląda -zapisują wspomnienia miłych momentów ale i chwil o których nie chciałabym pamiętać. One jednak są. Ciągle wracają i nie dają o sobie zapomnieć. W myśl filozofii Heideggera jestem przekonana -nie ma przypadków! Mówi się, że dobro odciska dobro. A zło?

Chcę wierzyć, że wszystko czego doświadczamy nie dzieje się bez przyczyny i skutku. Może nasze doświadczenia -również te złe poprowadzą ku zmianie czyjegoś losu na lepszy. Potrzeba tylko odwagi aby otworzyć usta gdy należy.





poniedziałek, 23 marca 2009

Agata Budzyńska

* List do poety *

Napisałam kolejny list do życia
Zamiast jemu wysłałam go Tobie
Ach przepraszam, że taki był smutny
Nie wiedziałam, że przykrość Ci sprawię

Chciałam tylko:

Twój sad ocalić od jesieni
Oczy swoje od smutku
Nie pamiętać, że coś się zmieni
Że inna powitam Cię jutro

Dłonie chłodne ogrzać wspomnieniem
Ciepła Twego ciała
I napisać jak było mi dobrze
Gdy wiersz od poety dostałam

"Może właśnie na Ciebie czekałam całe życie
Urodziłam się
Rosłam

Miałam lalki, które kochałam
Potem mężczyzn, którzy nie kochali
Może właśnie na Ciebie czekałam całe życie?
Nie wiem"

Dziś chciałabym tylko
Ocalić Twój sad od jesieni...


środa, 18 marca 2009

Kreativ Blogger


Kreativ Blogger dla Kobiety w oknie przyznany przez Zaczarowaną Dziewczynkę http://zaczarowanadziewczynka.blogspot.com/

Dziękuję
-ucieszyłam się jak dziecko :-)

Ja natomiast bezapelacyjnie pragnę wyróżnić trzy blogi:

1. Margo
i jej poetycko-artystyczne myśli

2. Iga
i jej szalono-Bianuczkowy blog
http://igapisze.blogspot.com/

3. Ania
i jej blog, w którym każde słowo ma sens



wtorek, 17 marca 2009

St. Patrick's Day

Jako sezonowa emigrantka zakochana od pierwszego wejrzenia w Irlandii nie mogę pominąć faktu najważniejszego corocznego świętowania. Wiele bym dała być tam dzisiaj by napić się zielonego piwa i przesiąknąć do reszty magiczną atmosferą oraz uśmiechniętymi ludźmi.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dziś obowiązkowo zielony kolor dominuje w moim sercu. Zielona koszula i wisiorek z koniczynką przypomną mi jak bardzo potrafię być szczęśliwa i z niecierpliwością czekam na maila czy również w tym roku będzie mi dane kolejny -już czwarty raz otworzyć zielone drzwi!

Dzień Świętego Patryka przyniesie wiele zadowolenia a irlandzkie skrzaty również w Polsce chowają się za drzewami :-))



sobota, 14 marca 2009

Dla R.

W zaklętym słowie
Zapisać deszczu smak

Pod wilgotnym niebem
Szukać drogi
Dotyk kropel czuć
Kap.. kap

Deszcz pragnienia
Po rynnie uczuć
Myśli zacina
Emocją gra

Kropla za kroplą
Mokry Boga znak

W zaklętym słowie
Jest deszczu smak

Przez rynnę uczuć
Płynie z serca

Słodka Miłość
Kap.. kap



niedziela, 8 marca 2009

Na poprawę nastroju

Moja rada: nie czytaj tarota, gdy dzień wcześniej emocjonalnie uzewnętrzniasz siebie.

Znak zodiaku --> strzelec:

"Miłość - Wokół ciebie jest wiele nieprawdziwych układów emocjonalnych. Otaczają cię intrygi i kłamstwa, królują niespełnione obietnice. Niestety, większość tych wydarzeń sprowokowałaś sama. Jesteś zbyt porywcza w ocenach, zbyt szybko wypowiadasz słowa, których później często gorzko żałujesz. W ten sposób nie zmienisz swojego życia, nie zapełnisz go nowym związkiem".

:-)

sobota, 7 marca 2009

Kochany Tato!

Czasem jest taka potrzeba kiedy chcemy zrobić coś dla siebie i od siebie. Wyrazić emocje i to czego rozum i serce nie jest w stanie pojąć.

Trwam dzielnie przy wielkopostnych postanowieniach i choć nie jest łatwo bo stale muszę się pilnować to jednak czuję, że warto. Odświeżyłam galerię zdjęć na ścianie. Zawisły nowe fotografie na które lubię patrzeć. Zawisła też nowa kompozycja obrazów Anioła i jedno zdjęcie "z klimatem" które przypomina mi, że życie nie składa się z prostych białych ścieżek. To wszystko cieszy moje oczy i widocznie było mi to potrzebne. Moja podświadomość po ponad miesięcznej przerwie znów sięga po papierosa i nie umiem już z nią rozmawiać na ten temat bo przestała mnie słuchać. Widocznie jest jej to potrzebne. Wyszłam dziś z psem na spacer i stanęłam pod drzewem. Zapaliłam papierosa, oparłam się i patrzyłam na Teatr. Miałam gdzieś czy ktoś przechodzi obok i spogląda na mnie jak na wariatkę. Po prostu chciałam postać sobie pod drzewem bo było mi to potrzebne.

Czas jest pojęciem względnym więc nie wpływa na uczucia bo prawdziwe nie zmieniają się z upływem lat. Jak na przykład uczucia Ojca względem córki. Ojca, którego nigdy nie było, z którym nigdy nie było dane mi mieszkać. Rodzice rozwiedli się gdy miałam półtora roku, Tatę poznałam 11 lat później. Nie było mi dane poczuć bliskości tego pierwszego i najważniejszego mężczyzny w życiu, który będzie autorytetem, wytłumaczy, wskaże drogę, wytrze łzy gdy pierwszy raz wali się świat, pocieszy, przytuli, pokocha. Przez wszystkie lata, kiedy pokonywałam dzielące nas kilometry wydawało mi się, że tak fajnie jest mieć Tatę. To nic, że na odległość i że widzimy się trzy razy w roku i ze jest fajnie przez kilka dni i jest tak jak gdyby nigdy nic. Ważne, że on jest i to tylko kwestia czasu zanim dowiem się i poczuję te wszystkie rzeczy, o których marzyłam będąc dzieckiem.

Czas jest pojęciem względnym... Przez te odzyskane lata znam na pamięć historię rozwodu i barbarzyństwa mojej rodziny względem Ojca. Zam na pamięć historię, którą mi opowiadał, że gdy byłyśmy z siostrą małe on przychodził pod kamienicę dziadków i machał nam siedzącym na balkonie, bo jak twierdzi nikt nie chciał go wpuścić do domu a dziadek wzywał Milicję. Nigdy jednak nie dodał, że stał pod tym balkonem pijany puszczając "bluzgi" na każdego z mojej rodziny. Byłam za mała aby to pamiętać. Mama nigdy nie chciała rozmawiać dlaczego stało się tak a nie inaczej. Pamiętam tylko jak kiedyś powiedziała, że nie był dla niej dobry, ale złego słowa o nim nie powiedziała. Wychowała nas sama i nigdy nie ułożyła sobie życia na nowo bojąc się, że obcy mężczyzna mógłby zrobić nam krzywdę kiedy ona będzie w pracy. Ojciec dopiero niedawno zdecydował się na następny - już trzeci rozwód. Od kilkunastu lat ma inna kobietę.

Przez ten czas kiedy mógł -zrobił tak niewiele. Ostatnio dowiedziałam się, że on tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy co spotkało mnie i siostrę bo w całej sytuacji widzi tylko własną tragedie i to on jest ofiarą. Nie rozumie, że fundamentem kobiet w związkach z mężczyzną jest właściwa relacja z Ojcem. Nie obchodzi go dlaczego ciągle jestem sama. Dlaczego wybieram w życiu tak a nie inaczej i czy czuję do niego żal, bo nigdy nie dał mi prezentu na urodziny.

Zastanawiam się czy jest jeszcze dla nas szansa. Czy jest możliwe, aby tylko jego punkt widzenia przysłaniał to o czym powinniśmy porozmawiać. Dla uzdrowienia serca -właśnie to jest mi potrzebne.


poniedziałek, 2 marca 2009

Wyprawa Gdańsk-Warszawa

Lublin pożegnał mnie dosyć chłodno. Pewnie dlatego, że w ostatniej chwili zdecydowałam się jechać. Pomyślałam weekend w Gdańsku dobrze mi zrobi -może wydarzy się coś fajnego.

Przesiadka w Warszawie plus dwie godziny czekania na dworcu. Odurzona centralnymi zapachami postanowiłam przeczekać w bardziej awangardowym miejscu "Złotych Tarasach". Czmychnęłam szybko przejściem obok dworca i raz dwa znalazłam się na miejscu. Z bagażem w ręku przechodziłam jedynie przyglądając się sklepowym witrynom. Znalazłam miejsce do stania, na uboczu wejścia niedaleko ruchomych schodów i stałam tak przyglądając się ludziom i sytuacjom jakie ich łączyły. Słysząc znajomy głos odwróciłam głowę -to znana aktorka wraca z zakupów z dwiema koleżankami i donośnym głosem oznajmia -idziemy do knajpy! Wbiegają na ruchome schody i znikają po chwili. Uśmiechnęłam się myśląc w duchu, że w Warszawie gdzie nie staniesz to i tak spotkasz "kogoś znanego" chcąc tego lub nie.

Nie skończyłam nawet tej myśli gdy zza rogu wyłoniła się ekipa bardzo znanej stacji telewizyjnej. To stylista w kapeluszu goni z kamerą dziewczynę w białych kozakach! Biedaczka wbiegła na schody i wymijając szybko ludzi -uciekła. Zdążyłam jeszcze dopatrzeć jak pan w kapeluszu wskazuje do kamery palcem na jej buty po czym dodał coś od siebie jednak byłam za daleko aby to usłyszeć. Stałam w jednym miejscu 40 minut rozglądając się za pożądanymi atrakcjami i kwitując, że po takiej historii już nic więcej się nie wydarzy przed wyjściem natknęłam się jeszcze na parę znanych aktorów. Fajnie jest podpatrzeć kogoś znanego. Wtedy sobie wmawiam, że telewizja kłamie bo codzienny wizerunek osoby popularnej zazwyczaj odbiega od tego pokazywanego na ekranie.

Pociąg do Gdańska był ciepły a to uważam za połowę sukcesu. W przedziale jedna kobieta nie zdążyła kupić biletu. Konduktor, który zjawił się po godzinie zawołał kierownika pociągu, który w milczeniu wypisał bilet.

-329 powiedział podając bilet.

Kobieta oraz reszta pasażerów zdezorientowani podnieśli głowy. Cisza w bezruchu trwała 2 minuty. Kobieta zapytała raz jeszcze myśląc, że się przesłyszała.

-329 raz jeszcze odpowiedział konduktor i po znacznej chwili patrzenia jej w oczy powiedział raz jeszcze:

-329 -kilometrów do Gdańska!

Zaczęłam się śmiać i pozostali również. Na koniec popatrzyłam na kierownika pociągu i powiedziałam -z takimi żartami kiedyś ktoś pana opisze. Odpowiedział ależ bardzo proszę i zamykając przedział pożegnał się z uśmiechem słowami: "Do widzenia i żegnam. Na przyszłość nie polecam siebie i swoich usług".


Gdyby jeszcze te prawdziwe ceny biletów były równie zabawne :-)


czwartek, 26 lutego 2009

Popielec

Tegoroczna środa popielcowa jest dla mnie dniem szczególnym. Przez dłuższy czas będzie przypominała mi o tym, że w życiu oprócz pracy i kariery ważne jest aby sukces odnosić również w sobie.

W Kościele nie byłam kilka tygodni. Pobiegłam na mszę o 17. Moją głowę popiołem posypał znajomy ksiądz. Uśmiechną się gdy mnie zobaczył (przeczytałam w nim -cieszę się, że znów tu jesteś) i z tym uśmiechem zapamiętałam gdy powiedział mi nad głową "(...) i wierzcie w ewangelię". Później jeszcze przez chwile przyglądałam się księżom, którzy na twarzach mieli ciepło i zrozumienie, które promieniało na ludzi w chwili uniesienia ręki. Nie jestem osobą głęboko wierzącą ale dziś chciałam tam być bez względu na wszystko. Dyscyplina jest mi potrzebna bo bez niej robię głupie rzeczy, których robić nie chcę a Kościół moim zdaniem jest pierwszym miejscem gdzie dyscyplina jest widocznie potrzebna.

Post
jest konsekwencją uznania dyscypliny. To podporządkowanie ciała i myśli według tej jednej, która nas do udziału w poście pokierowała. W mojej rodzinie do Kościoła chadzam tylko ja i chyba jeszcze siostra. Nie wiem bo od kilku lat mieszka w innym mieście. Tak wiec odkąd siostra wyjechała nie miałam kolejnego wzoru do naśladowania. Wiedziałam jedynie, że post oznacza zakaz balowania i jedzenia mięsa w piątki. I z taka wiedzą żyłam i poznanie dalszej było mi raczej obojętne.

Teraz chcę dać coś z siebie również dla Boga, w którego wierzę i do którego się modlę -zazwyczaj kiedy jest źle. Więc jeśli On robi coś dla mnie to ja chcę zrobić również coś dla Niego. Po analizie" za i przeciw" oraz racjonalnym zastanowieniem się nad realnością -zapisałam na małej karteczce 5 postanowień na 40 dni trwającego we mnie postu.

1.
Ogranicz oglądanie TV do minimum
2. Nie pij alkoholu
3. Nie jedz mięsa
4. Co dzień odmów koronkę
5. Co piątek idź na Drogę Krzyżową

z dopiskiem zapamiętanym z ambony:
"Niechaj lewa nie widzi co prawa ręka czyni".

Punkt 3 jest moim największym wyzwaniem bo będzie dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem! Wybierałam i postanowiłam o zamieszczeniu tylko jednej z dwóch możliwości -nie jeść mięsa lub czekolady.. O jej!

Za jakiś czas napiszę jak mi idzie :-)


środa, 25 lutego 2009

"Związek konieczny"

Dosyć długo trwało abym zrozumiała to co dzieje się we mnie i wokół mnie w ostatnim czasie. Moje życie jest jak parabola i ciężko mi z tym poradzić sobie samej. Próbuje, próbuje, spadam i.. próbuje od nowa budować to co "dobrzy ludzie" we mnie zniszczyli. Pragnę dzielić się życiem po kawałku bo mam świadomość, że tylko te słowa, które tu piszę mogą po mnie pozostać. Krok po kroku. Teraz gdy już mam pewność, że jest tutaj "bezpiecznie" ufam, że zdołam otworzyć szerzej moje okno przed Wami.

Wzbraniałam się nie pisząc o sobie bo uważałam, że nie potrzebne jest uzewnętrznianie własnej osoby, że będę tu pisać tylko to co powinnam filtrując słowa z obawy.. Dziś już wiem, że ten blog to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przydarzyć w ostatnim czasie. Tylko tu mogę być sobą. Dobrą lub złą.

I tylko jedno mam życzenie dla Was i siebie -proszę o zrozumienie bo ono w moim życiu jest najważniejsze.



poniedziałek, 23 lutego 2009

Nauka

Nie naciskaj
Bo na czarnym niebie zgaśnie
Pełnym od wzruszeń i natchnień

Poezje pisze się ukradkiem
Słowa z serca spadają
Gdy zranisz nimi.. przypadkiem

Zapisz kolejne
Jak bezimienne sny

Wczoraj na pół pękło serce
Gdy zapomniałeś największe z nich


poniedziałek, 16 lutego 2009

Walentynki

Ludzie przychodzą i odchodzą. Piszą własne scenariusze. Dobierają do nich aktorów po przeprowadzeniu odpowiedniego castingu. Jedni przechodzą dalej, drudzy odpadają bez większych wyjaśnień. Od razu lub po pewnym czasie gdy rola będzie źle zagrana lub aktorka zbyt sławna.

Zazdrość kieruje instynktem ludzkim. Odbiera świadomość w najmniej oczekiwanej chwili. Nawet wtedy gdy znaczenie wypowiadanego słowa jest wielkością serca, według którego słowo wypowiadamy. Bez różnicy ile wspólnych lat, ile śmiechu, ile łez. Zazdrość to emocja najgorsza ze wszystkich. Jest jak wielka mosiężna kula, która w kilka minut równa z ziemią dom budowany latami.


Przyjaciel nie zna zazdrości. Gdy się spotkają odchodzi jedno albo drugie.


wtorek, 10 lutego 2009

Dusza, ciało, serce

Nie zdradzaj sekretów. Szepnęła cicho.
Zaczniesz od jednego zdania a za kilka lat
Dowiesz się czego nie chciałaś nigdy wiedzieć.
Dotyk daje życie.
Jest źródłem przenikającym w głąb duszy.
Po nim ważne staje się bez znaczenia.
Więc zastanów się jeszcze raz
Czy mocniej pragniesz
Czy odchodzisz w zapomnienie..



niedziela, 8 lutego 2009

Agata Budzyńska

Uczę się Twojej nieobecności

Uczę się twojej nieobecności
Przy stole, na ulicy, gdy sięgam po książkę

Uczę się twojej nieobecności
Na poduszce przechowującej wspomnienie
Zapachu twojej skóry

Gdy dzień pochmurnieje a wiatr tłucze
Pięściami w okiennice wieczoru

Wybacz, że nie potrafię jeszcze
Nauczyć się twojej nieobecności we śnie

A może nie chcę?


czwartek, 5 lutego 2009

Szybka z selera

Składniki:
- słoiczek selera marynowanego
- puszka kukurydzy
- mała cebula
- 2 ogórki konserwowe
- 2 surowe marchewki
- majonez

Marchewkę zetrzeć grubo i odsączyć z soku. Pokroić ogórki i cebulę w małą kostkę. Dodać odsączony seler i kukurydzę. Wymieszać. Dodać majonez do smaku.

poniedziałek, 2 lutego 2009

Sałata ze szparagami

Składniki:
- 200 g obranych szparagów
- 200 g rukoli
- 4 pomarańcze (filetowane)

Dresing:
- 100 ml wina wytrawnego
- 50 ml oliwy z oliwek
- sól, pieprz

Zmiksuj wszystkie składniki dresingu. Wymieszaj szparagi z rukolą i pomarańczami. Polej sosem.


poniedziałek, 26 stycznia 2009

Recepta na Miłość

O miłości powstało już wiele. Piosenek, filmów, wierszy, mądrych książek. Powstało również wiele związków, które na miłości się oparły. Wiele czytałam, oglądałam i sama marzę o wielkiej, spełnionej i na zawsze - zastanawiając się po raz kolejny nad sensem wytrwałego czekania.

Usłyszałam ostatnio, że miłość jest marzeniem a prawdziwa, która nas spotyka -rzeczywistością. Znam wiele par, które połączyło jedno uczucie, jedno wspólne pragnienie bycia i posiadania i faktycznie jestem w stanie zacząć myśleć, że to uczucie z opisywaną wszędzie piękną miłością nic wspólnego nie ma. Każda para jaką znam ma jakiś problem. Ciągłe kłótnie, nieudane próby powiększenia rodziny, niezrozumienie, zdrada, obojętność, niespełnione obietnice czy oczekiwania a złamane serce po poprzednim nieudanym związku najlepiej zaleczyć innym by wyprzeć świadomość, że ten który się właśnie skończył już nigdy się nie spełni. Wiem, że moim spostrzeżeniem mogę zranić czyjeś marzenie bo w ten sposób zraniono moje ale rozumiem, że dla osoby samotnej zrozumienie sensu miłości jest walką o dalsze życie. To tak jak z receptą -jest wiele leków które są dobre na jedną chorobę (miłość). Od lekarza (mężczyzny) zależy, który lek (szalone uczucie, spełnienie, wspólne mieszkanie, ślub, dziecko) przypisze a od naszego ciała (serca) czy chorobę tym lekiem uleczy. Jeśli tak -lek przyjmowany codziennie pozwala żyć w zdrowiu (szczęściu). Jeśli nie -zmieniamy lek na inny lub zmieniamy lekarza.

Może kiedyś będzie mi dane spotkać i opisać Miłość prawdziwą i również tą niespełnioną, która dotyka częściej a niewielu chce się do tego przyznać. Wracam do marzeń o dobrym lekarzu, który wyda mi receptę na tą Miłość z opowiadań.



niedziela, 25 stycznia 2009

Agata Budzyńska

Kocham Pana

Kocham pana
Czemu pan patrzy wzrokiem pijanym
Od niedowierzania

I oczy jakoś dziwnie panu błyszczą
Pewnie pan myśli
Że znów zaczęłam kłamać

Dłonie zgubiły się na stole
Papieros sam musi się wypalać
A pan wciąż patrzy na martwą ścianę
Jakby pan życie w niej odnalazł

I jeszcze tylko raz bym chciała
Uścisnąć pańska dłoń
Pójść z panem na długi spacer

I jeszcze tylko raz bym chciała
Powiedzieć panu to
Na co zabrakło mi czasu

Pan się uśmiecha -lubię ten uśmiech
Jak bardzo szczery zdziwienia pełny

Niech pan uwierzy ja ciągle myślę
O tej miłości o zimie i bieli

I jeszcze tylko raz bym chciała
Usłyszeć jak pan.. jak pan woła moje imię

I chciałabym, aby jeszcze kiedyś
Odnalazł mnie pan na śniegu
W którąś białą zimę.



sobota, 24 stycznia 2009

Ksenia milionerka

Ostatnio narzekałam na mężczyzn, którym brakuje odwagi. Zazwyczaj spotykam ich przypadkiem w różnych sytuacjach. Jak ostatnio. Zapytałam o coś pracownika sklepu. Fajny facet. Miły i uśmiechnięty. Doradzał mi którą herbatę wybrać. Podryw był niezły -stał tak 10 minut i o tej herbacie zagajał jakby nie mógł mnie po prostu na nią zaprosić. I wcale sobie tego nie wmawiam bo łaził za mną dopóki nie doszłam do kasy. Jestem odważna i to ja mogłabym wyjść z inicjatywą jednak uważam, że to mężczyzna powinien zrobić pierwszy krok.

Wczoraj natomiast odwaga facetów przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Poszłam ze znajomymi na piwo. Graliśmy na automatach dwie godziny. Grze i mnie przypatrywał się Bartek. Nie wiadomo z jakiej przyczyny mówił do mnie Ksenia i całował po rękach. Był po piwie ale trzeźwy. Powiedział moim znajomym, że to właśnie ja zostanę jego żoną :-) Zrobił na mnie miłe wrażenie.. do czasu gdy odprowadzając na przystanek na pożegnanie poprosił mnie o papierosa i 5 złotych.. Roześmiałam się tak głośno, że obudziłam chyba pół osiedla i uciekłam rzucając na koniec "chyba żartujesz" -zamiast pięciu złotych :-)

Tym panom, na których odwagę liczę życzę śmiałości bo ryzyko czasem się opłaca natomiast panom zbyt odważnym życzę aby na swojej drodze spotykali same milionerki :-)


środa, 21 stycznia 2009

Agata Budzyńska

Uczysz mnie jak wiatrem być

Uczysz mnie jak kochać śnieg
I jak zrozumieć jego biel

I jak zachować czystość słów
Jak przetrwać kiedy wielki ból

Uczysz mnie jak wiatrem być
Jak przegnać tę największą burzę

Jak budzić świat uśmiechem swym
I jak zmieniać słowa w róże

Nie jesteś ten wymarzony a już wiem
Przyszedłeś aby zostać
Nie jesteś ten wyśniony a już wiem
Że tylko Ciebie będę kochać

Wszystkim życzysz wiele szczęścia
Każdej chwili dajesz imię
I potrafisz mocno wierzyć
Że ta przyjaźń nie przeminie

Uczysz mnie jak wiatrem być
Jak myślą biec za Tobą

Jak zmieniać deszcz w radości łzy
I zawsze pozostawać sobą.



Nie jestem Aniołem

Wczoraj pisałam o chwili słabości i sama wpadłam w jej sidła. Zaplanowałam krok po kroku misterną próbę dowartościowania się i skończyło się jak zwykle. Mam kaca moralnego. W życiu wybrałam już zasady, według których postępuje a jednak zawsze przychodzi taka chwila kiedy zapominam o wszystkich postanowieniach i płynę wzdłuż dzikiej rzeki. Nie mam jednak odwagi by o tym opowiadać. Cieszę się, że choć w części mogę podzielić się z wami moimi rozterkami i przeczytać wasze myśli -prawdziwe i szczere bo pisane zza kurtyny. Zawsze jestem ciekawa jakie jest wasze zdanie. Nie znam wielu osób, które doradzają mi gdy jest taka potrzeba, bo jestem odbierana jako ta, która radzi sobie świetnie ze wszystkim i zawsze byłam zdana na siebie bo nie potrafiłam przyznać się, że jest inaczej. Metodą prób i błędów kształtuje swoją postawę. Nie jestem z niej zadowolona i najchętniej opowiedziałabym o tym całemu światu by poczuć się lepiej.

Pragnę być kochana. Mieć obok kogoś dla kogo warto się starać.. być dobrym człowiekiem. Jestem gotowa i tylko czekam na tego, który zechce przyjąć uczucie jakim moje serce pragnie go obdarzyć. Miłość czasem stawia nas przed trudnymi wyborami. Wtedy kierujemy się sercem by chwila szczęścia nie przeszła znów koło nosa. Ale jak szczęście zatrzymać by już nigdy więcej nie wracać do problemów z przeszłości? Kiedy obiecuje sobie postanowienie nie mogę go dotrzymać bo nikt nie kontroluje jego rezultatu.

Mam 25 lat i poczucie, że nigdy nie spełni się do końca choć jedno z moich marzeń. Zawsze jest coś co stoi na drodze. Nie mam przekonania, że przynajmniej jedną rzecz robię najlepiej bo wszystkie wskazują na bylejakość. I choć potrafię głośno krzyczeć nie zostanę usłyszana jeśli ta magiczna siła, która kieruje życiem mi na to łaskawie nie pozwoli. Najlepszym sposobem jaki znam jest zignorować ten głos, który ma odpowiedź na wszystko. Zapomnieć i zacząć znów od nowa. I gdybym miała poświęcić to co nie daje mi spokoju na rzecz spełnienia -nie zawahałabym się ani chwili.. Gdybym tylko miała na to wpływ.



wtorek, 20 stycznia 2009

Chwila słabości

Każdy wie co oznacza, znamy ją z własnych doświadczeń. Przychodzi nagle nie wiadomo skąd, burzy spokój i ustalone reguły. Przybiera postać czekolady, papierosa, czerwonego wina, mężczyzny, nowego sweterka z wyprzedaży, 30 minut porannego wylegiwania i wielu, wielu innych.. Są też ludzie, którzy na pozór wydają się jej nie miewać. I niby nic takiego się nie dzieje bo słabość jest częścią nas. Ewa w Raju poczyniła pierwszy krok więc wydaje się, że to naturalna kolej rzeczy.

Ja zastanawiam się, czy jest na to reguła. Złoty środek, który zapobiegnie decyzjom podejmowanym pod wpływem chwili, impulsu niezgodnego z planem. I czy tak naprwdę jest się czym przejmować bo przecież każda słabość pociąga za sobą szukaną w niej równowagę czy przyjemność. Jest odniesieniem do dotyczących w danej chwili wydarzeń kiedy myślimy, że postępujemy właściwie. Dlaczego więc nazywać tą chwilę słabością a nie szczęściem? Dlaczego słabość po jakimś czasie pociąga za sobą wyrzuty sumienia z wykonanej czynności a nie zadowolenie? Czy idealnym dopełnieniem części układanki pomiędzy chwilą słabości a szczęściem jest sumienie mniej lub bardziej wyrafinowane?

Ponoć każdy ma prawo otrzymać od życia to czego oczekuje i zaspokoić pragnienie. Bez chwili słabości, emocje które nami kierują wydają się bez znaczenia. A może chwila słabości to po prostu wymówka, która brzmi gorzej i przyznając się do niej kiedyś trzeba będzie się z niej wytłumaczyć?


sobota, 17 stycznia 2009

Tele-komunikacja z sercem

Poszłam dziś do salonu przedłużyć umowę na internet. Zapytałam o nowe oferty. Pani, która mnie obsługiwała usilnie próbowała namówić mnie na jedną z nich kusząc darmowym gadżetem. Po telefonicznej konsultacji z osobistym doradcą (Mamą) zostałam przy swoim. Pani była lekko zawiedziona ale co mogła zrobić. Wklepując dane do komputera zaczęła ot tak opowiadać mi pewną historie. Zaczęła od słów: "Wie pani jestem dzisiaj jakaś rozbita.. Dowiedziałam się wczoraj o śmierci matki wychowującej 11 dzieci. Znałam je jak i ludzie w mojej okolicy. To takie przykre. Chodzą po ulicach zabójcy, gwałciciele i pijaki a Bóg zabiera tą, która jest najbardziej potrzebna. Bo jak te dzieci mają wychować się bez matki?". Patrzyłam na tą kobietę, której zaczęły płynąć łzy. Przeprosiła, że nie może ich zatrzymać a ja wciąż na nią patrzyłam jak na objawienie dobrego człowieka.. wrażliwego, co nie przejdzie obojętnie obok ludzkiej tragedii. Patrzyłam jej w wilgotne oczy wypełnione bólem jedenaściorga dzieci..

Krótka jest chwila życia kiedy dotyka naszych bliskich. Wtedy dopiero zadajemy pytanie dlaczego teraz, dlaczego właśnie on, ona. Ile nie zadanych pytań nasuwa się na myśl. Wracają wspomnienia, które chcemy zapamiętać na zawsze by na zawsze mieć cząstkę osoby, która była bliska. Ale nie często zdarza się, że porusza nas śmierć osoby zupełnie obcej, która swoim świadectwem życia wypełnia oczy łzami.

To czego dziś doświadczyłam jest bezcenne. Jest świadectwem, że ludzie są dobrzy. Maja serce i patrzą w serce bez względu na czas, miejsce, sytuacje materialną czy obcą osobę, która siedzi na przeciwko.. słucha i widzi w jednej opowieści historię pisaną przez życie. Dlaczego doświadczamy takich zdarzeń wiadomo tylko jedynemu. Nam będzie dane zrozumieć gdy przyjdzie na to czas.


wtorek, 13 stycznia 2009

I tylko błagam..

Wróciłam dziś do mojej muzyki sprzed miesięcy, którą w związku z irlandzkimi wydarzeniami odrzuciłam. Faktem jest, że ilekroć w moim życiu coś się dzieje zawsze znajduje to odniesienie do muzycznych aspektów i wtedy jest mi lepiej.. a może na odwrót. Siostra kiedyś powiedziała, że ilekroć słucha Comy ciśnienie w jej krwi wzrasta i to pobudza ją do działania, mobilizuje. Ja słuchając Comy zamykam oczy i odpływam przebiegając przez wszystkie myśli w głowie bez granicy obawy, że usłyszę w nich prawdę. Słucham i widzę obrazy własnych myśli, których się boje, które odrzucam w przedbiegu bo podświadomie znam ich zakończenie.

Czuje się tak, jakbym na siłę próbowała odrzucić coś co jest częścią mnie tłumacząc, że to nie jest istotne i na zawołanie mogę zmienić siebie używając jedynie silnej woli i kształtu myśli. Nie jest to prawdą i Bogu dziękuje, że to zrozumiałam. Podobna sytuacja już kiedyś mnie spotkała. Paliłam 10 lat, rzucałam 5. Dopiero przy pomocy pewnych ziołowych tabletek udało mi się zerwać z nałogiem. Byłam dumna z siebie samej pierwszy raz w życiu, a gdy już zapomniałam o tym co najbardziej mi pomogło i wmówiłam sobie, że to tylko kwestia czy chce palić i to ja o tym zadecyduje -po 11 miesiącach bezmyślnie sięgnęłam po papierosa. Ci co palą znają wymówki -tylko jeden, nic się nie stanie.. akurat! Tak czy inaczej bez względu na to jaka sytuacja spotyka nas w życiu zawsze jest do niej odniesienie łączące jedno z drugim, drugie z trzecim.

Źle sypiam od nocy sylwestrowej. Męcze się do 4 nad ranem, przewracam z boku na bok. Pale za dużo, a uświadamiam sobie to dopiero gdy wieczorna paczka się kończy jeszcze zanim zasnę. Nie mogę zebrać myśli i siebie zapędzić do działania, do zrobienia rzeczy, które na mnie czekają a ja mam jak zwykle tysiąc wymówek. Od dzisiaj mówię NIE. Jestem wzrokowcem więc zrobiłam listę rzeczy o których usilnie staram się zapomnieć. Nie określam czasu ich spełnienia ale realizacje, bo wiem że jeśli je zrobię to będę mieć spokój. Polegając jedynie na własnej odpowiedzialności i chęci, wyłączam telewizor i wracam do siebie. Do tej, którą wielbiłam za zdolność organizacji i działania.

Was też zachęcam do przemysleń jeśli wydaje wam się, że od pewnego czasu jest coś nie tak lub czujecie, że czegoś wam brakuje. Może się okazać, że to co się dzieje teraz w waszym życiu pociągnie za sobą podświadomość spełnienia co pobudzi do większej aktywności duchowej, myślowej i fizycznej..

A może będzie na odwrót.. :-)