Pokazywanie postów oznaczonych etykietą No stres. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą No stres. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2009

Alchemik

"Zawsze na świecie ktoś na kogoś czeka.
Czy to na dalekiej pustyni
Czy w samym sercu gwarnego miasta

I gdy w końcu skrzyżują się drogi tych dwojga
I spotkają się ich spojrzenia
To wtedy znika cała przeszłość i cała przyszłość

Liczy się tylko ta chwila
I owa niewiarygodna pewność
Że wszystko pod niebieskim sklepieniem
Zostało zapisane jedną ręką

Ręką, która obdarza miłością
I stwarza bliską duszę dla każdego śmiertelnika
Który w słonecznym świetle
Krząta się niestrudzenie
Wypoczywa i szuka swego skarbu

Bo jeśli by tak nie było
To marzenia całego ludzkiego rodzaju
Nie miałyby najmniejszego sensu."

Paulo Coelho - Alchemik


czwartek, 28 maja 2009

Nastka

Kiedyś gdy byłam bardzo młoda miałam przekonanie o wielu rzeczach, miałam marzenia, że gdy będę już dorosła to moje życie będzie wyglądało tak jak sobie je właśnie wyobrażam.

Zawsze byłam przekonana o tym, że w wieku dwudziestu pięciu lat będę już dawno żoną i będę miała dzieci lub przynajmniej będą już w planach bo w mężczyźnie mojego życia zakocham się od pierwszego wejrzenia a on straci dla mnie głowę i nasza miłość będzie najpiękniejszym uczuciem jakie doświadczymy w ciągu całego życia. Marzyłam i często myślałam o tym jak będzie wyglądał mój dom, w którym zamieszkam z mężem i jak wspólnie będziemy urządzać nasze mieszkanie. Marzyłam zawsze, że moja mama gdy będę już dorosła będzie moją najlepszą przyjaciółką, której będę powierzać największe sekrety a siostra będzie jedyną osobą, która bezwarunkowo zawsze będzie gotowa mnie wysłuchać i to ona właśnie będzie tą, która zawsze mnie zrozumie nawet wtedy gdy cały świat stanie przeciwko mnie.

Byłam przekonana, że znajdę świetną pracę, która będzie sprawiać mi przyjemność i oczywiście będzie świetnie płatna na tyle, że nie będę musiała martwić się o wydatki by starczyło do pierwszego lub by nie przepłacić na zakupach. Przekonana byłam również, że świat jest dla mnie otwarty i każda podróż w nieznane przyniesie mi wiele radości i satysfakcji i podróżować będę zawsze, gdy będę miała na to ochotę -sama lub razem z przyjaciółmi, których jak byłam wtedy przekonana -będę miała wiernych, spontanicznych i szalonych -gotowych na wszystko -"byle razem". Będziemy spotykać się najczęściej jak tylko się da i będziemy razem łazić na imprezy lub do kina, a potem będziemy rozmawiać, słuchać i doradzać sobie nawzajem. Przekonana byłam, że już w wieku dwudziestu lat będę posiadać prawo jazdy i własnym samochodem będę jeździć na studia a po drodze na zajęcia będę uśmiechać się na światłach do nieznajomych mężczyzn a oni będą puszczać do mnie oko.

Marzyłam o tym, że gdy będę już dorosłą dojrzałą kobietą będę piękna i moja twarz będzie wyglądać jak te z okładek. Byłam przekonana, że moje piersi gdy już urosną będą tak samo okrągłe i jędrne jak w wyciętych bluzkach u modelek.

No, a dzisiaj tak sobie myślę, że marzenia i przekonania to jedno a prawdziwe życie to drugie i nie za bardzo da się te dwie rzeczy połączyć, bo życie upływa tak jak zostało wcześniej zapisane. Nawet gdy pragnienie jest silne a przekonanie wiarygodne i gdy dążenie uparte kieruje los po drodze marzeń.. w pewnym momencie wszystko wraca do punktu wyjścia.

A może coś przeoczyłam?



wtorek, 17 marca 2009

St. Patrick's Day

Jako sezonowa emigrantka zakochana od pierwszego wejrzenia w Irlandii nie mogę pominąć faktu najważniejszego corocznego świętowania. Wiele bym dała być tam dzisiaj by napić się zielonego piwa i przesiąknąć do reszty magiczną atmosferą oraz uśmiechniętymi ludźmi.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dziś obowiązkowo zielony kolor dominuje w moim sercu. Zielona koszula i wisiorek z koniczynką przypomną mi jak bardzo potrafię być szczęśliwa i z niecierpliwością czekam na maila czy również w tym roku będzie mi dane kolejny -już czwarty raz otworzyć zielone drzwi!

Dzień Świętego Patryka przyniesie wiele zadowolenia a irlandzkie skrzaty również w Polsce chowają się za drzewami :-))



niedziela, 8 marca 2009

Na poprawę nastroju

Moja rada: nie czytaj tarota, gdy dzień wcześniej emocjonalnie uzewnętrzniasz siebie.

Znak zodiaku --> strzelec:

"Miłość - Wokół ciebie jest wiele nieprawdziwych układów emocjonalnych. Otaczają cię intrygi i kłamstwa, królują niespełnione obietnice. Niestety, większość tych wydarzeń sprowokowałaś sama. Jesteś zbyt porywcza w ocenach, zbyt szybko wypowiadasz słowa, których później często gorzko żałujesz. W ten sposób nie zmienisz swojego życia, nie zapełnisz go nowym związkiem".

:-)

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Recepta na Miłość

O miłości powstało już wiele. Piosenek, filmów, wierszy, mądrych książek. Powstało również wiele związków, które na miłości się oparły. Wiele czytałam, oglądałam i sama marzę o wielkiej, spełnionej i na zawsze - zastanawiając się po raz kolejny nad sensem wytrwałego czekania.

Usłyszałam ostatnio, że miłość jest marzeniem a prawdziwa, która nas spotyka -rzeczywistością. Znam wiele par, które połączyło jedno uczucie, jedno wspólne pragnienie bycia i posiadania i faktycznie jestem w stanie zacząć myśleć, że to uczucie z opisywaną wszędzie piękną miłością nic wspólnego nie ma. Każda para jaką znam ma jakiś problem. Ciągłe kłótnie, nieudane próby powiększenia rodziny, niezrozumienie, zdrada, obojętność, niespełnione obietnice czy oczekiwania a złamane serce po poprzednim nieudanym związku najlepiej zaleczyć innym by wyprzeć świadomość, że ten który się właśnie skończył już nigdy się nie spełni. Wiem, że moim spostrzeżeniem mogę zranić czyjeś marzenie bo w ten sposób zraniono moje ale rozumiem, że dla osoby samotnej zrozumienie sensu miłości jest walką o dalsze życie. To tak jak z receptą -jest wiele leków które są dobre na jedną chorobę (miłość). Od lekarza (mężczyzny) zależy, który lek (szalone uczucie, spełnienie, wspólne mieszkanie, ślub, dziecko) przypisze a od naszego ciała (serca) czy chorobę tym lekiem uleczy. Jeśli tak -lek przyjmowany codziennie pozwala żyć w zdrowiu (szczęściu). Jeśli nie -zmieniamy lek na inny lub zmieniamy lekarza.

Może kiedyś będzie mi dane spotkać i opisać Miłość prawdziwą i również tą niespełnioną, która dotyka częściej a niewielu chce się do tego przyznać. Wracam do marzeń o dobrym lekarzu, który wyda mi receptę na tą Miłość z opowiadań.



wtorek, 20 stycznia 2009

Chwila słabości

Każdy wie co oznacza, znamy ją z własnych doświadczeń. Przychodzi nagle nie wiadomo skąd, burzy spokój i ustalone reguły. Przybiera postać czekolady, papierosa, czerwonego wina, mężczyzny, nowego sweterka z wyprzedaży, 30 minut porannego wylegiwania i wielu, wielu innych.. Są też ludzie, którzy na pozór wydają się jej nie miewać. I niby nic takiego się nie dzieje bo słabość jest częścią nas. Ewa w Raju poczyniła pierwszy krok więc wydaje się, że to naturalna kolej rzeczy.

Ja zastanawiam się, czy jest na to reguła. Złoty środek, który zapobiegnie decyzjom podejmowanym pod wpływem chwili, impulsu niezgodnego z planem. I czy tak naprwdę jest się czym przejmować bo przecież każda słabość pociąga za sobą szukaną w niej równowagę czy przyjemność. Jest odniesieniem do dotyczących w danej chwili wydarzeń kiedy myślimy, że postępujemy właściwie. Dlaczego więc nazywać tą chwilę słabością a nie szczęściem? Dlaczego słabość po jakimś czasie pociąga za sobą wyrzuty sumienia z wykonanej czynności a nie zadowolenie? Czy idealnym dopełnieniem części układanki pomiędzy chwilą słabości a szczęściem jest sumienie mniej lub bardziej wyrafinowane?

Ponoć każdy ma prawo otrzymać od życia to czego oczekuje i zaspokoić pragnienie. Bez chwili słabości, emocje które nami kierują wydają się bez znaczenia. A może chwila słabości to po prostu wymówka, która brzmi gorzej i przyznając się do niej kiedyś trzeba będzie się z niej wytłumaczyć?


środa, 31 grudnia 2008

Skok w Nowy Rok

Druga kawa z mlekiem, sześć słodzików, stary monitor na podłodze i zakatarzona ja w niebieskim szlafroku. Ogarnij się! Wynieś monitor, posprzątaj w pokoju, uzupełnij świeczniki, ubierz się ładnie, umaluj rzęsy i bądź gotowa.

Dziś noc sylwestrowa, więc czas na podsumowanie. Do starego worka wrzucam wszystko to, co sprawiło że zwątpiłam. Wrzucam Miłość, która nie była prawdziwa, mężczyznę którego pokochałam jak nie kochałam nigdy wcześniej. Wrzucam te słowa, których nie wypowiedział gdy odchodził, odwagę, której mu zabrakło i rozczarowanie jakie mnie spotkało. Wrzucam dobre rady niedobrych ludzi, złe zapędy i przepowiednie, sny z których ciężko było się obudzić, lenistwo i wszystkie inne smutki z etykieta "już nie wracajcie". Za wszystko co spotkało mnie w tym roku jestem wdzięczna, bo gdyby nie to -nie dowiedziałabym się o życiu więcej.

Pan Nowy Rok zjawi się o północy z noworocznym workiem. Mam nadzieję, że wyciągnę z niego chęć do życia, ostatnią tabletkę z sodową solą, zadowolenie z siebie, opanowanie, nowe doświadczenia i drzwi -przez które przejdę by znaleźć się w krainie czarów, w których powitam spełnienie, Miłość i ludzi, którym mogę pomóc. A wam moi drodzy czytający życzę powodzenia w dążeniu, cierpliwości i uśmiechu :-)

niedziela, 21 grudnia 2008

Jeszcze jedna świeczka

Zapytałam dziś czy będzie grzechem jeśli nie pójdę do kościoła bo nie czuję takiej potrzeby. Bo pranie trzeba rozwiesić, z trudem wyszukaną koronkę odmówić, zapakować prezenty.. Nie poszłam.

Tak. Potrzebuje pragnienia, wewnętrznego głosu, który zaprowadzi mnie do kościelnej ławy. Co niedzielę tej samej. Rozwiesiłam pranie, zapaliłam świeczkę. Po anyżkowej sensacji -pomarańczowy likier aby mieć w głębokim poważaniu wszystko to co sprawia, że czuję się bezsilna. Nie poszłam przywitać się z Bogiem, podziękować za wczorajsze szczęście i teraz czuję się z tym fatalnie.

Myślę, że takie sytuacje przede wszystkim dają znać, że poza codziennym życiem warto dbać o jego sens.

Jestem sama, pozostaje mi wiara. Bo jak nie sama.. bo gdyby nie wiara?


środa, 10 grudnia 2008

Lila Jones

Jestem prawie przekonana, że każda z kobiet ma dni podobne do moich. Kiedy czuje, że coś wisi w powietrzu, jest zamyślona ale uśmiechnięta, przebiera się przed wyjściem kilka razy a jak już jest ubrana i dumnie staje przed lustrem zaczyna dobierać buty bo te które właśnie wybrała okazują się nie takie.. Najchętniej cały dzień jadłaby czekoladę lub leżała w łóżku z etykietą "nie dotykaj mnie bo ugryzę" a co gorsza takie dni powodują, ze kobieta czuje się mało atrakcyjna a to już można zaliczyć do miana tragedii.

Wkłada więc najlepsze spodnie -te które podkreślają jej figurę i obowiązkowo buty na obcasie. Modna torba, czapka z daszkiem, delikatnie mocniejszy makijaż. Wychodzi z domu -uśmiecha się do ludzi, rozgląda czy od ostatniego razu świat się wiele zmienił. Zagląda do centrum handlowego bo w dobrym sklepie dobrze się czuje. Ogląda ubrania a ma wrażenie, że wszyscy na nią patrzą.. zapala się lampka że znów coś jest nie tak. Wybiera parę ubrań -przymierzalnia już czeka. Zakłada fioletowy sweterek który tak ładnie wisiał na wieszaku i oczom nie wierzy. "Przymierzalnia prawdę Ci powie" Z lewej, z prawej, z tyłu i z przodu wita kilogramy, których wcześniej nie było.. i nogi do tych butów już nie pasują i makijaż jakiś z kosmosu.. to pewnie dlatego że 25 lat na karku, brak pracy, a już na 100% właśnie dlatego rzucił Cie ostatni facet. Więc wraca do domu z pustym rękami, zapala świeczkę bo wiadomo smutki najlepiej utopić albo spalić. Albo jedno i drugie. Po dwóch drinkach czuje się lepiej. Obiecuje sobie, że od jutra weźmie się za siebie a jak się nie uda to i tak jakoś to będzie.

Co miesiąc podobna sytuacja spotyka wiele kobiet i ja sama nie znam profilaktyki ale wiem jedno że takie dni z powodzeniem można zaliczyć do paranoi, które trzeba po prostu przeżyć. A może właśnie tak objawia się znajomy zespół napięcia przed miesiączkowego.. a może to tylko wymówka po stracie ukochanego.
Zakładam, że życie jest zbyt piękne by ubarwiać go ciemnym kolorem więc sobie i wam piękne kobietki, życzę aby takie dni po prostu ignorować.