Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bo tak oczami napatrzam świat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bo tak oczami napatrzam świat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2009

Irlandia.. ach moja Irlandia!


Spaceruję..


..zwiedzam i podziwiam..


oraz poznaję nowych przyjaciół :-)


niedziela, 14 czerwca 2009

Znaczenie

Ile razy świadomie lub nie zastanawiasz się nad znaczeniem sytuacji, które Cię spotykają, zachowaniem, które ludźmi kieruje lub symbolami, które z pozoru błahe –w jednej chwili nabierają innego sensu, gdy spoglądasz na nie patrząc z innej strony?

Dzisiaj chciałabym napisać o tym, czego sama do końca nie rozumiem, ale mam przekonanie, że powinnam. Dwa lata temu moja przyjaciółka urodziła dziecko. Upragniona córeczka, zaplanowany poród, szpital i niby wszystko zapięte na ostatni guzik. Poród przebiegał dosyć sprawnie do momentu, gdy położna zdecydowała, aby naturę nieco przyspieszyć. Kilka cięć i niezgrabnych chwytów dłoni sprawiło ogromny ból mojej przyjaciółce oraz zostawiło znamię na czole dziecka w postaci zaczerwienienia pomiędzy brwiami. Pomyślałam wtedy, że pewnie z wiekiem i rozwojem dziecka plamka na jej małym czole zniknie, ale tak się nie stało. Zaczerwienienie, o którym pisze nie jest nad wyraz widoczne, ale gdy dziecko płacze nasila się i czerwienieje. Kilka miesięcy temu inna koleżanka również urodziła dziecko. Nie widujemy się, na co dzień, więc normalnie nie miałabym okazji, aby poznać jej dziecko osobiście, ale w dobie naszej-klasy nic już nie można ukryć a tym bardziej wiele osób uważa, że natychmiast trzeba pokazać. Jej dziecko –chłopczyk również posiada podobny znak w tym samym miejscu. Pomyślałam wtedy, że to zbieg okoliczności albo trafili na tą samą niezgrabną położną. Kilka dni temu na kolejnej fotce kolegi tym razem z innego miasta znów zobaczyłam dokładnie to samo. Więc dzisiaj pytam się samej siebie –jak to możliwe? I nie znajduje odpowiedzi.

Czy powinnam wierzyć w znaki? Analizować ich znaczenie skoro je dostrzegam i zapamiętuje? Czy to w ogóle jest ważne i do czego niby taka wiedza ma służyć?

W moim życiu wydarzyło się dużo. Złych i dobrych rzeczy. Takich, z których jestem dumna i tych, o których wstydzę się pamiętać. Myślę, że nic nie jest w stanie mnie zdziwić, bo przeszłam, czułam i poznałam wiele. Czasem myślę, że to zbyt wiele by prowadzić normalne życie. Ciągle szukam własnej drogi. Oczekuję od życia więcej niż mam i na ogół jestem niezadowolona, bo ciągle wydaje mi się, że stać mnie na więcej, bo brak mi pewności siebie, którą bez wątpienia zabrały porażki, których doświadczyłam. Tyle jest emocji i słów, o których chciałabym napisać, ale nie mam odwagi, bo i po co pisać coś, czego wstydzę się ja, moje serce i dusza. A jeśli kiedyś przyjdzie czas, gdy moja spowiedź przed światem i samą sobą nabierze rozpędu i ułoży całość jednego posta czy wtedy poczuję się lepiej? Będę rozgrzeszona i pewność siebie wróci tam gdzie jej miejsce? Wtedy moje życie osiągnie następny level potocznie zwany szczęściem?

Wiem, że nie jestem jedyną osobą i pewnie jest wielu, których oczy podobnie jak moje chłoną świat takim, jaki jest i bez pamięci o mądrych rzeczach w sercu rejestrują tylko to, co ludzkie i mało przydatne w zrobieniu oszałamiającej kariery i zbiciu wielkiej kasy.

Mój Poeta powiedział, że kiedyś wierzył i kierował się znakami, jakie dawało życie. Kiedy spóźnił się na autobus uznawał, że tak musiało być bo dzięki temu spotka go to co powinno. Dzięki temu, że był czujny i spostrzegał znaczenie codziennych przepowiedni prowadził tryb życia, jaki jest mu pisany i dzięki temu czuł się wolny i spełniony. Po jakimś czasie zrozumiał, że to on jest panem swojego losu i przestał kierować się znakami uznając, że są mylne i złośliwie prowadzą jego życie nie tak jak on by sobie tego życzył.

Trójka dzieci połączona podobnym znamieniem na czole może nic nie znaczyć. Zbieg okoliczności lub złośliwość losu, która skłania by wierzyć, że istnieje klucz pozwalający odczytać zagadkę życia i znaczenie świata. Zagadka zaczynająca się od momentu stworzenia i końca, który kiedyś musi nastąpić, bo wszystko przecież ma swój początek i koniec.

A te pytania bez odpowiedzi?

Boga nie ma, bo go nie widać?

Miłości też nie zobaczysz, ale przecież wiesz, że istnieje..



piątek, 22 maja 2009

Kapłan(ka) miłości

"A jeśli miłość jest największym kultem całej ludzkości to pierwszą jego kapłanką była i zawsze jest kobieta."

Obserwuje i podziwiam znane mi pary, które się kochają i również te, które kłócą się na okrągło bo to daje im poczucie bliskości i dla nich -jak mówią jest dowodem trwającego uczucia. Taka sytuacja zdarza się również czasem w stosunku do osób nam najbliższych jak siostra czy mama -złościmy się najczęściej na tych, na których nam najbardziej zależy a potem zazwyczaj żałujemy ze wstydem słów wypowiadanych w złości -słów, których do znajomych nie wypowiemy nawet pod wpływem największej emocji.

Nie bez kozery posłużyłam się cytatem. Uważam, że jest on bardzo prawdziwy i gdy głębiej się nad nim zastanawiam stwierdzam, że odnosi się do większości sytuacji w związkach. Mężczyzna kierując się własnym samczym ego udowadnia kobiecie swoje racje nie zdając sobie sprawy z tego, że większą irytacje wzbudziłby gdyby nie odzywał się wcale. Kobieta przeważnie uważa, że to ona gra pierwsze skrzypce w związku i tak naprawdę jej partner -choć zapewnia poczucie bezpieczeństwa i jest silniejszy fizycznie w pewnym momencie ulega racjom kobiety w każdym przekonaniu kierowanym złością lub żartem byle tylko poczuć bliskość jaką może jedynie ofiarować mu kobieta.

Kobieta chcąc okazać ukochanemu wielką miłość zaspokaja jego zachcianki. Gotuje dla niego to co on lubi jeść, prasuje jego koszule, sprząta dom aby widział, że dba o niego i miejsce, w którym spędzają większość czasu, chociaż on i tak rzadko kiedy zauważa czysty kran lub inny detal.. dopóki oczywiście sama mu o tym nie powie podświadomie oczekując pochwały. Wydawać by się więc mogło, że owy cytat powinien tak naprawdę odnosić się do mężczyzny skoro to wokół niego wszystko się kręci... ale pójdźmy jeszcze o krok dalej..

Kiedy w związku darzącym się bezwzględnym zaufaniem i uczuciowo stabilnym pojawia się fantazja dotycząca jednorazowego zaproszenia osoby trzeciej do sypialni i okazuje się, że owa fantazja obojga jest spełnieniem najskrytszych pragnień mężczyzny -kobieta wiedząc jak ogromną przyjemność może sprawić ukochanemu podejmuje decyzje i zgadza się aby osoba trzecia była gościem w ich sypialni. Wydaje mi się, że w każdym przypadku osobą trzecią jest kobieta, ponieważ heteroseksualny mężczyzna z reguły nie odnajduje się w intymnej relacji z drugim mężczyzną tak szybko jak odnaleźć się może kobieta z kobietą.

Zasady są jasno określone przez kobietę. To ona zdecydowała, więc ma do tego pełne prawo. Określa granicę intymności sprawiedliwie. Osoba trzecia jest jedynie dodatkiem do ich własnej gry tak aby ich fantazja nie była fizyczną zdradą mężczyzny i nie została nigdy później podstawą do zawirowań emocjonalnych w ich udanym przecież związku.

"A jeśli miłość jest największym kultem całej ludzkości to pierwszą jego kapłanką była i zawsze jest kobieta."

W trakcie jakże upragnionej przez mężczyznę -spędzenia choć jednej nocy we własnym życiu z dwójką kobiet, po przejęciu jego inicjatywy przez drugą kobietę widząc ogromne zadowolenie orientuje się, że większą rozkosz sprawia ukochanej osoba trzecia niż on sam.. bo przecież kobieta kobietę zna najlepiej i to właśnie ona -owa kapłanka z cytatu zaspokaja pragnienia zarówno mężczyzn jak i kobiet znając je doskonale -jak siebie samą. Mężczyzna nie potrafi dłużej znieść upokorzenia własnego samczego ego -ubiera się i wychodzi uznając "imprezę" za zakończoną.

Cała historia jest jedynie moim wyobrażeniem o sytuacji kiedy monotonne związki chcąc od życia więcej fundują sobie na własne życzenie wrażenia, które mimo określenia jasnych zasad i granic nie gwarantują powodzenia a najczęściej prowadzą do wielu nieporozumień. Wiem jednak, że taka sytuacja mogła mieć miejsce.

Tak więc panowie! Ostrożnie z tymi fantazjami :-) Moim zdaniem nie są warte ryzyka jakie trzeba poświęcić stawiając na jednej szali udany związek i kilka chwil uniesienia po to, by w rezultacie rozczarować się lub nabawić kompleksów. W całej sytuacji jedyną zadowolną osobą jest zazwyczaj... osoba trzecia.




sobota, 16 maja 2009

Welcome back

Irlandia przywitała mnie słonecznie i zachwyciła, jak co roku. Po długiej podróży dojechałam na miejsce. Tutaj nic się nie zmieniło. Ta sama praca, ten sam dom i ci sami ludzie, którzy uśmiechają się i serdecznie witają wracających po zimie znajomych. Przez chwilę miałam wrażenie jakbym wcale nie wyjechała tylko na moment zamknęła oczy.

Już czwarty raz Irlandia odsłania przede mną swoje oblicze –wciąż taka sama, niezmiennie piękna i zielona. Tylko ja jestem już inna. Już nie dziecinna, pouczona przez ludzi, których tu spotkałam i życie, jakiego doświadczyłam. Pan R. nie zjawił się jeszcze. Dowiedziałam się, że razem z moją nadzieją, że go nie spotkam nadzieje ma również całe miasto. Tutaj wszyscy się znają, wiedzą o sobie prawie wszystko. Małe miejscowości niczym nie różną się od siebie poza ludźmi, którzy tutaj są bardziej wyrozumiali i życzliwi. Wychodzą z założenia, że okazywana sympatia jest znakiem przyjaźni i zapewnieniem, że mogą liczyć na siebie w każdej sytuacji, na dobre lub na złe bez względu na to jak dobrze się znają.

Ach jak mi się marzy żeby po irlandzku ludzie traktowali się również w Polsce..!


wtorek, 31 marca 2009

Kolor serca

Mam pamięć emocjonalną. Z reguły zapamiętuje nieświadomie tylko wybrane zdarzenia. Po jakimś czasie okazuje się, że to co powinnam -nie pamiętam. Każdego dnia się uczę. Siebie i innych ludzi. Lubię na nich patrzeć i dumać. W autobusie i kościele spotykam najciekawsze przypadki.. Przyglądam się zazwyczaj jakie jest nastawienie "ludzi na innych" i stwierdzam -POLAKOM BRAK ŻYCZLIWOŚCI!

Czy naprawdę w dzisiejszych czasach jest tak trudno powiedzieć do obcej osoby przepraszam, proszę, dziękuję? Nic dziwnego, że ludzie na siebie warczą. Wchodzi kobieta do autobusu i mówi do kierowcy kładąc pieniądze -normalny. Kierowca podaje bilet w milczeniu ze złowrogą miną. Innym razem starsza pani, która przez całą mszę wyśpiewała wszystkie pieśni, wychodząc z kościoła rozpycha się w tłumie łokciami -bo przecież inaczej niż siłą zaznaczyć potrzebę szybszego wyjścia się nie da. To samo w autobusie. Lecą te baby z siatami tylko jak się drzwi otworzą i robią wyścigi, która pierwsza zajmie miejsce oczywiście nie to przy oknie bo wtedy ciężko wysiadać tylko to z brzegu bo wtedy już nie trzeba mówić do tego kto siedzi obok -przepraszam tutaj wysiadam.

Mierzę ludzi własną miarą -jeśli ja lubię być traktowana życzliwie to myślę że tego spodziewają się po mnie inni. Choć nie od zawsze tak było. "Monkey see, monkey do". Uczę się od innych i jestem głęboko przekonana, że moja postawa też jest drogowskazem. To tylko słowa, krótka chwila: Dzień dobry, poproszę bilet normalny. Kierowca z uśmiechem podaje bilet -proszę. Dziękuję. Kierowca jedzie zadowolony i nie zamyka następnym razem na przystanku drzwi przed nosem. Ktoś przed chwilą był dla niego miły więc dlaczego on ma nie być.

Jest pewnie wiele takich codziennych sytuacji kiedy nie zdajemy sobie sprawy z potęgi naszej życzliwości. To właśnie takie proste zdarzenia, które niekiedy zapamiętujemy pod wpływem dobrej emocji są wielkim krokiem w kierunku zmian na lepsze. Moim największym życzeniem jest aby ludzie nie bali się być dobrym i miłym niezależnie od wieku. Ponoć przykład powinni dać nam starsi ale my swoim nastawieniem możemy przekonać niejednego gbura, że nie warto być obojętnym na obcego człowieka.

Jeśli kiedyś w Polsce powstanie jakaś akcja promowania życzliwości to na pewno będę stała na jej czele.

Śpiewając jak Majka Jeżowska:

"Kiedy czujesz się jak własne pół, własne wspak
Gdy Cię znów dogania pech.
Kiedy Los uwziął się, daje wszystko na nie
To nieważne, to zmieni się..

Przecież liczy się kolor serca
Ile ciepłych barw mieszka w nim
Tylko własny Twój kolor serca
Może dodać Ci sił
W te pochmurne złe dni..

Gdy pomocy ktoś chce
Kiedy bardzo z nim źle
Nie zostawiaj go -jak widz
Nawet gdy własny cel
Przez to umknie Ci gdzieś
To nie ważne nic, a nic..

Przecież liczy się kolor serca..








wtorek, 17 marca 2009

St. Patrick's Day

Jako sezonowa emigrantka zakochana od pierwszego wejrzenia w Irlandii nie mogę pominąć faktu najważniejszego corocznego świętowania. Wiele bym dała być tam dzisiaj by napić się zielonego piwa i przesiąknąć do reszty magiczną atmosferą oraz uśmiechniętymi ludźmi.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dziś obowiązkowo zielony kolor dominuje w moim sercu. Zielona koszula i wisiorek z koniczynką przypomną mi jak bardzo potrafię być szczęśliwa i z niecierpliwością czekam na maila czy również w tym roku będzie mi dane kolejny -już czwarty raz otworzyć zielone drzwi!

Dzień Świętego Patryka przyniesie wiele zadowolenia a irlandzkie skrzaty również w Polsce chowają się za drzewami :-))



poniedziałek, 2 marca 2009

Wyprawa Gdańsk-Warszawa

Lublin pożegnał mnie dosyć chłodno. Pewnie dlatego, że w ostatniej chwili zdecydowałam się jechać. Pomyślałam weekend w Gdańsku dobrze mi zrobi -może wydarzy się coś fajnego.

Przesiadka w Warszawie plus dwie godziny czekania na dworcu. Odurzona centralnymi zapachami postanowiłam przeczekać w bardziej awangardowym miejscu "Złotych Tarasach". Czmychnęłam szybko przejściem obok dworca i raz dwa znalazłam się na miejscu. Z bagażem w ręku przechodziłam jedynie przyglądając się sklepowym witrynom. Znalazłam miejsce do stania, na uboczu wejścia niedaleko ruchomych schodów i stałam tak przyglądając się ludziom i sytuacjom jakie ich łączyły. Słysząc znajomy głos odwróciłam głowę -to znana aktorka wraca z zakupów z dwiema koleżankami i donośnym głosem oznajmia -idziemy do knajpy! Wbiegają na ruchome schody i znikają po chwili. Uśmiechnęłam się myśląc w duchu, że w Warszawie gdzie nie staniesz to i tak spotkasz "kogoś znanego" chcąc tego lub nie.

Nie skończyłam nawet tej myśli gdy zza rogu wyłoniła się ekipa bardzo znanej stacji telewizyjnej. To stylista w kapeluszu goni z kamerą dziewczynę w białych kozakach! Biedaczka wbiegła na schody i wymijając szybko ludzi -uciekła. Zdążyłam jeszcze dopatrzeć jak pan w kapeluszu wskazuje do kamery palcem na jej buty po czym dodał coś od siebie jednak byłam za daleko aby to usłyszeć. Stałam w jednym miejscu 40 minut rozglądając się za pożądanymi atrakcjami i kwitując, że po takiej historii już nic więcej się nie wydarzy przed wyjściem natknęłam się jeszcze na parę znanych aktorów. Fajnie jest podpatrzeć kogoś znanego. Wtedy sobie wmawiam, że telewizja kłamie bo codzienny wizerunek osoby popularnej zazwyczaj odbiega od tego pokazywanego na ekranie.

Pociąg do Gdańska był ciepły a to uważam za połowę sukcesu. W przedziale jedna kobieta nie zdążyła kupić biletu. Konduktor, który zjawił się po godzinie zawołał kierownika pociągu, który w milczeniu wypisał bilet.

-329 powiedział podając bilet.

Kobieta oraz reszta pasażerów zdezorientowani podnieśli głowy. Cisza w bezruchu trwała 2 minuty. Kobieta zapytała raz jeszcze myśląc, że się przesłyszała.

-329 raz jeszcze odpowiedział konduktor i po znacznej chwili patrzenia jej w oczy powiedział raz jeszcze:

-329 -kilometrów do Gdańska!

Zaczęłam się śmiać i pozostali również. Na koniec popatrzyłam na kierownika pociągu i powiedziałam -z takimi żartami kiedyś ktoś pana opisze. Odpowiedział ależ bardzo proszę i zamykając przedział pożegnał się z uśmiechem słowami: "Do widzenia i żegnam. Na przyszłość nie polecam siebie i swoich usług".


Gdyby jeszcze te prawdziwe ceny biletów były równie zabawne :-)


poniedziałek, 16 lutego 2009

Walentynki

Ludzie przychodzą i odchodzą. Piszą własne scenariusze. Dobierają do nich aktorów po przeprowadzeniu odpowiedniego castingu. Jedni przechodzą dalej, drudzy odpadają bez większych wyjaśnień. Od razu lub po pewnym czasie gdy rola będzie źle zagrana lub aktorka zbyt sławna.

Zazdrość kieruje instynktem ludzkim. Odbiera świadomość w najmniej oczekiwanej chwili. Nawet wtedy gdy znaczenie wypowiadanego słowa jest wielkością serca, według którego słowo wypowiadamy. Bez różnicy ile wspólnych lat, ile śmiechu, ile łez. Zazdrość to emocja najgorsza ze wszystkich. Jest jak wielka mosiężna kula, która w kilka minut równa z ziemią dom budowany latami.


Przyjaciel nie zna zazdrości. Gdy się spotkają odchodzi jedno albo drugie.


sobota, 24 stycznia 2009

Ksenia milionerka

Ostatnio narzekałam na mężczyzn, którym brakuje odwagi. Zazwyczaj spotykam ich przypadkiem w różnych sytuacjach. Jak ostatnio. Zapytałam o coś pracownika sklepu. Fajny facet. Miły i uśmiechnięty. Doradzał mi którą herbatę wybrać. Podryw był niezły -stał tak 10 minut i o tej herbacie zagajał jakby nie mógł mnie po prostu na nią zaprosić. I wcale sobie tego nie wmawiam bo łaził za mną dopóki nie doszłam do kasy. Jestem odważna i to ja mogłabym wyjść z inicjatywą jednak uważam, że to mężczyzna powinien zrobić pierwszy krok.

Wczoraj natomiast odwaga facetów przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Poszłam ze znajomymi na piwo. Graliśmy na automatach dwie godziny. Grze i mnie przypatrywał się Bartek. Nie wiadomo z jakiej przyczyny mówił do mnie Ksenia i całował po rękach. Był po piwie ale trzeźwy. Powiedział moim znajomym, że to właśnie ja zostanę jego żoną :-) Zrobił na mnie miłe wrażenie.. do czasu gdy odprowadzając na przystanek na pożegnanie poprosił mnie o papierosa i 5 złotych.. Roześmiałam się tak głośno, że obudziłam chyba pół osiedla i uciekłam rzucając na koniec "chyba żartujesz" -zamiast pięciu złotych :-)

Tym panom, na których odwagę liczę życzę śmiałości bo ryzyko czasem się opłaca natomiast panom zbyt odważnym życzę aby na swojej drodze spotykali same milionerki :-)


sobota, 17 stycznia 2009

Tele-komunikacja z sercem

Poszłam dziś do salonu przedłużyć umowę na internet. Zapytałam o nowe oferty. Pani, która mnie obsługiwała usilnie próbowała namówić mnie na jedną z nich kusząc darmowym gadżetem. Po telefonicznej konsultacji z osobistym doradcą (Mamą) zostałam przy swoim. Pani była lekko zawiedziona ale co mogła zrobić. Wklepując dane do komputera zaczęła ot tak opowiadać mi pewną historie. Zaczęła od słów: "Wie pani jestem dzisiaj jakaś rozbita.. Dowiedziałam się wczoraj o śmierci matki wychowującej 11 dzieci. Znałam je jak i ludzie w mojej okolicy. To takie przykre. Chodzą po ulicach zabójcy, gwałciciele i pijaki a Bóg zabiera tą, która jest najbardziej potrzebna. Bo jak te dzieci mają wychować się bez matki?". Patrzyłam na tą kobietę, której zaczęły płynąć łzy. Przeprosiła, że nie może ich zatrzymać a ja wciąż na nią patrzyłam jak na objawienie dobrego człowieka.. wrażliwego, co nie przejdzie obojętnie obok ludzkiej tragedii. Patrzyłam jej w wilgotne oczy wypełnione bólem jedenaściorga dzieci..

Krótka jest chwila życia kiedy dotyka naszych bliskich. Wtedy dopiero zadajemy pytanie dlaczego teraz, dlaczego właśnie on, ona. Ile nie zadanych pytań nasuwa się na myśl. Wracają wspomnienia, które chcemy zapamiętać na zawsze by na zawsze mieć cząstkę osoby, która była bliska. Ale nie często zdarza się, że porusza nas śmierć osoby zupełnie obcej, która swoim świadectwem życia wypełnia oczy łzami.

To czego dziś doświadczyłam jest bezcenne. Jest świadectwem, że ludzie są dobrzy. Maja serce i patrzą w serce bez względu na czas, miejsce, sytuacje materialną czy obcą osobę, która siedzi na przeciwko.. słucha i widzi w jednej opowieści historię pisaną przez życie. Dlaczego doświadczamy takich zdarzeń wiadomo tylko jedynemu. Nam będzie dane zrozumieć gdy przyjdzie na to czas.


sobota, 3 stycznia 2009

Noc

Zapaliłam kadzidełko żeby ładnie pachniało. I żeby myśli zapachem ulotniły to co w nich najcenniejsze.. Kiedyś usłyszałam w reklamie , że "marzenia są taką otuliną rzeczywistości". To takie ładne słowa. Tyle w nich ciepła.

Im dłużej jestem starsza tym częściej przekonuje się, jak rzadko ludzie w dorosłym już życiu wracają do tych chwil i zdarzeń, które w owym czasie decydowały o ich losie. Świadomość podejmowanych decyzji. Tak. Tego uczymy się przez lata. Tego uczą nas wybory jakich dokonujemy. Po jakimś czasie zapominamy.. Rutyna jest pierwszą, która niszczy nasze marzenia. To o czym i nad czym myśleliśmy latami, przyrzekając sobie niekiedy to czego baliśmy się zrobić czy powiedzieć.

Jak należy więc kierować swoje myśli, aby rutyna lub jakiekolwiek inne zdarzenie zajmowało ostatnią pozycję w priorytetach?

wtorek, 30 grudnia 2008

Wyjątkowy dzień

Za każdym razem gdy rano budzę się z myślą ten dzień będzie wyjątkowy wiem na pewno, że to prorocze przeczucie. Co sprawia, że dzień jest wyjątkowy? I jak można wyjątkowość rozpoznać.. a jak ją nazwać? Imieniem właśnie poznanego mężczyzny? A może dobrym uczynkiem dla zupełnie obcej osoby?

Wyjątkowość dnia to nie tylko ludzie, rzeczy i sytuacje. To odczucie chwili jako daru od Boga. To nowe spojrzenie, na odbicie promieni słońca na ścianie, które spostrzegasz pierwszy raz we własnym domu. To nowy smak czegoś co już znasz. To Świąteczne Elfy, które chowają się gdy Twój wzrok przykuwa uwagę.. Do tego każdego.. dnia wyjątkowego :-)



sobota, 13 grudnia 2008

Titanic

Obejrzałam Titanica po raz któryś z kolei.. i znów płakałam jak mała dziewczynka. Zadziwiające jest jaka wyobraźnia kieruje do stworzenia takiego filmu, który w tak łatwy sposób kieruje emocjami.

To tak jak z poezją. Jeśli trafia w serce zostaje zapamiętana i bez względu na czas i miejsce sięgamy po nią w chwili słabości. Poeta w wierszu przekazuje to co dla odbiorcy jest zagadką i odważę się stwierdzić, że od gustu a nie jego gramatyczności zależy czy odbiorca wiersz zrozumie.