środa, 21 stycznia 2009

Nie jestem Aniołem

Wczoraj pisałam o chwili słabości i sama wpadłam w jej sidła. Zaplanowałam krok po kroku misterną próbę dowartościowania się i skończyło się jak zwykle. Mam kaca moralnego. W życiu wybrałam już zasady, według których postępuje a jednak zawsze przychodzi taka chwila kiedy zapominam o wszystkich postanowieniach i płynę wzdłuż dzikiej rzeki. Nie mam jednak odwagi by o tym opowiadać. Cieszę się, że choć w części mogę podzielić się z wami moimi rozterkami i przeczytać wasze myśli -prawdziwe i szczere bo pisane zza kurtyny. Zawsze jestem ciekawa jakie jest wasze zdanie. Nie znam wielu osób, które doradzają mi gdy jest taka potrzeba, bo jestem odbierana jako ta, która radzi sobie świetnie ze wszystkim i zawsze byłam zdana na siebie bo nie potrafiłam przyznać się, że jest inaczej. Metodą prób i błędów kształtuje swoją postawę. Nie jestem z niej zadowolona i najchętniej opowiedziałabym o tym całemu światu by poczuć się lepiej.

Pragnę być kochana. Mieć obok kogoś dla kogo warto się starać.. być dobrym człowiekiem. Jestem gotowa i tylko czekam na tego, który zechce przyjąć uczucie jakim moje serce pragnie go obdarzyć. Miłość czasem stawia nas przed trudnymi wyborami. Wtedy kierujemy się sercem by chwila szczęścia nie przeszła znów koło nosa. Ale jak szczęście zatrzymać by już nigdy więcej nie wracać do problemów z przeszłości? Kiedy obiecuje sobie postanowienie nie mogę go dotrzymać bo nikt nie kontroluje jego rezultatu.

Mam 25 lat i poczucie, że nigdy nie spełni się do końca choć jedno z moich marzeń. Zawsze jest coś co stoi na drodze. Nie mam przekonania, że przynajmniej jedną rzecz robię najlepiej bo wszystkie wskazują na bylejakość. I choć potrafię głośno krzyczeć nie zostanę usłyszana jeśli ta magiczna siła, która kieruje życiem mi na to łaskawie nie pozwoli. Najlepszym sposobem jaki znam jest zignorować ten głos, który ma odpowiedź na wszystko. Zapomnieć i zacząć znów od nowa. I gdybym miała poświęcić to co nie daje mi spokoju na rzecz spełnienia -nie zawahałabym się ani chwili.. Gdybym tylko miała na to wpływ.



3 komentarze:

Wojowniczka pisze...

Masz rację chyba większość ludzi tak ma że chce zrealizowac swoje marzenia ALE zawsze coś lub ktoś musi stanąć na przeszkodzie do ich realizacji....
Wiesz ja z reguły mam tak że mam wytyczony cel...staram sie go realizować a gdy jestem juz na samym finiszu to przegrywam bo.......moje zycie zaczyna być uzależnione od innych ludzi, i to oni z reguły blokują mi drogę do realizacji moich marzeń....
Ale walczyć trzeba do końca....
Nie można żyć w przekonaniu że przegrało sie zycie , masz dopiero 25 lat -- trzeba walczyc o swoje...
Kiedys przyjdą lepsze dni.

Margo pisze...

ech to zaledwie przeczucie, bądź poszukiwaczką metafizyki, pragnieniom nadawaj kształt, osiągniesz to czego pragniesz, podążaj za intuicją i nie daj się zwątpieniu!

wszystko przed Tobą, tam, małe porażki zakopuj i nie przyglądaj się im, szkoda czasu, chciałabym mieć 25 lat, oj, cudowny wiek!

myBrulion pisze...

...marzenia, póki je masz wszystko w życiu się ułoży, jak przestaniesz marzyć, świat pozbawisz tęczowych kolorów...