poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

 > Życie <


Życie jest tak gwałtowne! Przerywa, nie słucha,

napada, krzyczy, tupie, męczy, zmienia maskę,

że aż sen ma gorączkę, śpiąc w różowych puchach,

i bladym skrzydłem mocno bije o posadzkę.


Potrzeba tylko słowa, tylko gestu, listu,

by się złote pierścienie wygięły, skręciły,

by spłonęły tęsknoty jak suknie z batystu

i pękło serce z wielkiej słabości i siły.




czwartek, 23 kwietnia 2009

Oskary blogowe



Kobieta w oknie została wyróżniona po raz drugi. Kochanej Margo dziękuję za pamięć i ten miły gest, który przypomina o sensie dzielenia się sobą w wirtualnym świecie. Gdyby wyróżnienie trafiło do mnie wcześniej na pewno przekazałabym je również Tobie.

Oprócz wyżej już wymienionej Margo wyróżniam trzy blogi, które są mi najbliższe i którym Kobieta w oknie nie jest obojętna.
Wiem, że takie wyróżnienia są różnie postrzegane więc to czy je przyjmiecie lub nie zostawiam już dla waszej własnej oceny :-)


Cieszę się, że spotykam tutaj tak miłe osoby. Wszyscy jesteście wyjątkowi!



wtorek, 21 kwietnia 2009

White is no future

Poszukiwanie pracy w Polsce dobiegło końca. Jeden telefon i wszystko jasne. Wracam do Irlandii. Praca jest i kryzys także, więc jeszcze nie cieszę się na zapas. Zbieram siły, aby cały sezon wytrwać pomyślnie i aby wrażenie nie zostało mylne jak w tamtym roku.

Dwa oblicza spędzenia kolejnych miesięcy na zielonej wyspie nie dają mi spokoju. Z jednej strony super -praca i dobre pieniądze, poznanie nowych twarzy, zero stresu i imprezy a z drugiej z dala od domu i bliskich, zmagania z tęsknotą i to, co spotyka mnie tam każdego lata -niespodzianki, z którymi walczę lub się im poddaję. Każdy sezon przynosi coś nowego. W tamtym roku przyniósł miłość, która zaskoczyła mnie tak bardzo, że płynąć chciałam już do końca. Jednak powrót do polskiej rzeczywistości okazał się brutalną pułapką, w którą wpadliśmy oboje. Mam nadzieje, że nie będzie mi dane spotkać pana R. kolejny raz, choć wiem, że tam wszystko jest możliwe.

Teraz patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń z ubiegłego roku jestem przekonana, że sprostam wszelkim przeciwnościom. Jeśli tylko nie poddam się omamiona pewnym wzorem życia, które z rzeczywistością i szczęściem nie ma nic wspólnego.

Lecę 12-go maja. Zostawiam bliskich, lekcje pianina, rower i wszystkie stresy. Lecę, aby już ostatni raz pożegnać miejsce, które mnie zaczarowało. Zabieram ze sobą herbatki z Biedronki, list od Artysty i nadzieję, aby w tym roku nie spotkało mnie już nic złego.. i aby serce odnalazło ostatnią właściwą drogę.

Bloga i was kochani też zabieram :-)



środa, 15 kwietnia 2009

Agata Budzyńska

* * *

Zostawiłeś mi wspomnień wielką księgę
Smutek, żal i łzy
Wspaniałą przysięgę

Zostawiłeś mi wspomnienia, marzenia
Pocałunki trzy -znaki przypomnienia

Ale przecież dobrze wiesz
Wszystko w życiu zmienia się

Ale przecież dobrze wiesz
Bez ustanku kochać Cię to bzdura

Ale przecież dobrze wiesz
Mnie nie warto tracić łez

Raz jest dobrze, raz jest źle
Raz ktoś kocha -drugi nie

Darowałam Ci wszystkie moje myśli
Wszystkie moje sny
W których byś się wyśnił

Darowałam Ci.. cóż kiedy żałuję

W życiu tak już jest
Trzeba -pokutuję


wtorek, 14 kwietnia 2009

Postanowienia

Postanowienia wielkopostne dobiegły końca. O wszystkich pięciu pamiętałam codziennie. Pokusa była wielka gdy wychodziłam ze znajomymi do baru i wszyscy pili piwo a ja sok lub zieloną herbatę. Mięso zniknęło z codziennego menu i ku mojemu zaskoczeniu trzymałam się nieźle nawet wtedy gdy na uroczystym obiedzie u Basi zostały podane 4 rodzaje pieczonego mięsa. Najbardziej tylko irytowały mnie reakcje na wiadomość o moim 40 dniowym wyrzeczeniu. Po jakimś czasie przestałam się ujawniać bo ile razy można słyszeć "no zjedz kawałeczek -to nie taki wielki grzech". Tłumacząc cierpliwie, że o grzech tutaj nie chodzi ale o postawę już nie wiedziałam czy tłumaczę to sobie czy temu kto pyta.

Droga Krzyżowa co piątek. Nie byłam obecna na pierwszej bo podróżowałam wtedy do Gdańska i ostatniej. Pierwszą przeczytałam siedząc w przedziale. Ostatnią odmówiłyśmy razem z siostrą w domu. No a jeśli o odmawianie chodzi to z koronką poszło mi gorzej. Poległam trzy razy, ale świadomie tylko raz kiedy już zmęczona na tyle nie dałam rady wstać. Drugi nieświadomy to bezsenna noc gdy po prostu nie zauważyłam, że czegoś nie zrobiłam bo nie poszłam spać i trzeci gdy po prostu zapomniałam. Telewizor milczał zazwyczaj w momentach kiedy normalnie nie powinien a włączałam go najczęściej po to by po prostu coś grało i zapełniło samotność.

Mimo wszystko jestem zadowolona. Dzięki tym postanowieniom spojrzałam na siebie trochę z innej strony i mimo to, że w chwili słabości nad alkoholem wróciłam do palenia wiem, że i to nie jest bez znaczenia. To doświadczenie doda mi sił w najmniej oczekiwanym momencie. Wierzę.

piątek, 10 kwietnia 2009

Magic Moon

Raz na jakiś czas
Pojawia się magicznie
Dzień i wtedy walka
Z batalionem wszechświata

Plany teraz ambitnie
W bezradności gruzach
Ulica nocą i dawny śmiech

Przypadkowy mężczyzna
Z dziesięciu jedną obleka twarzy
Na murze zastygłym
Myśli szare
Zatrzymane

Dech w piersi zapiera
Okrągłych żarówek blask
Niespokojny i spragniony

Słowa w jedno splata życzenie
Pędź póki starczy sił
Księżyc w kurtynie
Utopi natchnienie

środa, 8 kwietnia 2009

Rekolekcje last minute

Czas przed świąteczny jest idealny pod względem robienia porządków. Wiosna budzi z zimowego snu nawet leniuszków a słońce zachęca do zrobienia czegoś dla bliskich i domu. Okna, kurze, zakupy, trzepanie dywanów i szereg innych rzeczy, którymi zajmujemy się by przyjąć gości z jak największym dystyngowaniem. Goście - zazwyczaj najbliższa rodzina wpadają na wielkanocne śniadanie by podzielić się jajeczkiem, porozmawiać, posiedzieć razem przy stole czy usłyszeć nowych piosenek małych prawnucząt.

Z rekolekcji LAST MINUTE najbardziej zapamiętałam to, jak ksiądz przytaczając biblijne opowieści nawiązywał do współczesnych czasów. Rzecz dotyczyła dawania szansy. Coraz częstsze poddawanie się słowami -nie wyszło to koniec jest obecne na wielu płaszczyznach. W związkach małżeńskich koniec oznacza rozwód, w miłości dwojga -rozstanie, w przyjaźni -zapomnienie. A gdyby tak we wszystkich sytuacjach otrzymać lub dostać kolejną szansę. Spróbować zacząć od nowa wykreślając niezrozumienie i złość ze wszystkich, kłótni czy sytuacji losowych i mimo wszystko wziąć życie drugiego człowieka we własne ręce i nie pozwolić aby los się zmieniał przy najmniejszym zatrzęsieniu.

Czy łatwiej jest żyć skreślając wszystko? Zmiana partnera lub otoczenia w którym coś nam nie pasuje jest łatwa bo łatwe jest myślenie, że każda zmiana prowadzi na lepsze. Ale czy faktycznie tak jest zawsze?

Święta Wielkanocne to dobry czas na robienie porządków zarówno w domu jak i w nas samych. Może warto się zastanowić razem z bliskimi czy również miedzy sobą szansę otrzymujemy czy też zamiatamy problemy i niewygodne rozmowy pod dywan nie dając szansy na życie w relacji, która nosi imię szczęście.




sobota, 4 kwietnia 2009

Agata Budzyńska

* Ty (2) *

Ty przed deszczem w dłonie schowasz
Ty mnie w słońcu ukołyszesz
Tak bym była tylko Twoja

Tak spokojnie
Tak najciszej
Ucałujesz

Dłoni ciepłem mnie ogrzejesz
W palce swoje mnie ubierzesz
Będę miała Twoje dłonie
Tak ciche, tak spokojem zamyślone

Na poduszkach dłoni Twoich
Usta będę tulić senne
Popatrz to nasza miłość
Tak ciepło, tak wiosennie

Malowana


wtorek, 31 marca 2009

Kolor serca

Mam pamięć emocjonalną. Z reguły zapamiętuje nieświadomie tylko wybrane zdarzenia. Po jakimś czasie okazuje się, że to co powinnam -nie pamiętam. Każdego dnia się uczę. Siebie i innych ludzi. Lubię na nich patrzeć i dumać. W autobusie i kościele spotykam najciekawsze przypadki.. Przyglądam się zazwyczaj jakie jest nastawienie "ludzi na innych" i stwierdzam -POLAKOM BRAK ŻYCZLIWOŚCI!

Czy naprawdę w dzisiejszych czasach jest tak trudno powiedzieć do obcej osoby przepraszam, proszę, dziękuję? Nic dziwnego, że ludzie na siebie warczą. Wchodzi kobieta do autobusu i mówi do kierowcy kładąc pieniądze -normalny. Kierowca podaje bilet w milczeniu ze złowrogą miną. Innym razem starsza pani, która przez całą mszę wyśpiewała wszystkie pieśni, wychodząc z kościoła rozpycha się w tłumie łokciami -bo przecież inaczej niż siłą zaznaczyć potrzebę szybszego wyjścia się nie da. To samo w autobusie. Lecą te baby z siatami tylko jak się drzwi otworzą i robią wyścigi, która pierwsza zajmie miejsce oczywiście nie to przy oknie bo wtedy ciężko wysiadać tylko to z brzegu bo wtedy już nie trzeba mówić do tego kto siedzi obok -przepraszam tutaj wysiadam.

Mierzę ludzi własną miarą -jeśli ja lubię być traktowana życzliwie to myślę że tego spodziewają się po mnie inni. Choć nie od zawsze tak było. "Monkey see, monkey do". Uczę się od innych i jestem głęboko przekonana, że moja postawa też jest drogowskazem. To tylko słowa, krótka chwila: Dzień dobry, poproszę bilet normalny. Kierowca z uśmiechem podaje bilet -proszę. Dziękuję. Kierowca jedzie zadowolony i nie zamyka następnym razem na przystanku drzwi przed nosem. Ktoś przed chwilą był dla niego miły więc dlaczego on ma nie być.

Jest pewnie wiele takich codziennych sytuacji kiedy nie zdajemy sobie sprawy z potęgi naszej życzliwości. To właśnie takie proste zdarzenia, które niekiedy zapamiętujemy pod wpływem dobrej emocji są wielkim krokiem w kierunku zmian na lepsze. Moim największym życzeniem jest aby ludzie nie bali się być dobrym i miłym niezależnie od wieku. Ponoć przykład powinni dać nam starsi ale my swoim nastawieniem możemy przekonać niejednego gbura, że nie warto być obojętnym na obcego człowieka.

Jeśli kiedyś w Polsce powstanie jakaś akcja promowania życzliwości to na pewno będę stała na jej czele.

Śpiewając jak Majka Jeżowska:

"Kiedy czujesz się jak własne pół, własne wspak
Gdy Cię znów dogania pech.
Kiedy Los uwziął się, daje wszystko na nie
To nieważne, to zmieni się..

Przecież liczy się kolor serca
Ile ciepłych barw mieszka w nim
Tylko własny Twój kolor serca
Może dodać Ci sił
W te pochmurne złe dni..

Gdy pomocy ktoś chce
Kiedy bardzo z nim źle
Nie zostawiaj go -jak widz
Nawet gdy własny cel
Przez to umknie Ci gdzieś
To nie ważne nic, a nic..

Przecież liczy się kolor serca..








niedziela, 29 marca 2009

Małgorzata Hillar

* Czy mogę *

Mówisz słowa nie wyrażą
Patrzę na Ciebie ze smutkiem

Ja znam słowa, które jak atropina
Rozszerzają źrenice i zmieniają kolor świata
Po nich nie można już odejść

Czy mogę dać Ci siebie
Jeśli nie umiesz powiedzieć
Co czujesz
Kiedy oddaję Ci usta?


środa, 25 marca 2009

Filozofia Heideggera

Śniło mi się dziś w nocy, że śpiewałam.

W moich myślach o przyszłości zawsze panowało przekonanie, że jakoś to będzie. Przez lata wchodzenia w dorosłość straciłam poczucie teraźniejszości. Zasypiając myślałam o tym, że wszystko co do tej pory mnie spotkało to obraz mojego życia. To jak wygląda -zapisują wspomnienia miłych momentów ale i chwil o których nie chciałabym pamiętać. One jednak są. Ciągle wracają i nie dają o sobie zapomnieć. W myśl filozofii Heideggera jestem przekonana -nie ma przypadków! Mówi się, że dobro odciska dobro. A zło?

Chcę wierzyć, że wszystko czego doświadczamy nie dzieje się bez przyczyny i skutku. Może nasze doświadczenia -również te złe poprowadzą ku zmianie czyjegoś losu na lepszy. Potrzeba tylko odwagi aby otworzyć usta gdy należy.





poniedziałek, 23 marca 2009

Agata Budzyńska

* List do poety *

Napisałam kolejny list do życia
Zamiast jemu wysłałam go Tobie
Ach przepraszam, że taki był smutny
Nie wiedziałam, że przykrość Ci sprawię

Chciałam tylko:

Twój sad ocalić od jesieni
Oczy swoje od smutku
Nie pamiętać, że coś się zmieni
Że inna powitam Cię jutro

Dłonie chłodne ogrzać wspomnieniem
Ciepła Twego ciała
I napisać jak było mi dobrze
Gdy wiersz od poety dostałam

"Może właśnie na Ciebie czekałam całe życie
Urodziłam się
Rosłam

Miałam lalki, które kochałam
Potem mężczyzn, którzy nie kochali
Może właśnie na Ciebie czekałam całe życie?
Nie wiem"

Dziś chciałabym tylko
Ocalić Twój sad od jesieni...


środa, 18 marca 2009

Kreativ Blogger


Kreativ Blogger dla Kobiety w oknie przyznany przez Zaczarowaną Dziewczynkę http://zaczarowanadziewczynka.blogspot.com/

Dziękuję
-ucieszyłam się jak dziecko :-)

Ja natomiast bezapelacyjnie pragnę wyróżnić trzy blogi:

1. Margo
i jej poetycko-artystyczne myśli

2. Iga
i jej szalono-Bianuczkowy blog
http://igapisze.blogspot.com/

3. Ania
i jej blog, w którym każde słowo ma sens



wtorek, 17 marca 2009

St. Patrick's Day

Jako sezonowa emigrantka zakochana od pierwszego wejrzenia w Irlandii nie mogę pominąć faktu najważniejszego corocznego świętowania. Wiele bym dała być tam dzisiaj by napić się zielonego piwa i przesiąknąć do reszty magiczną atmosferą oraz uśmiechniętymi ludźmi.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dziś obowiązkowo zielony kolor dominuje w moim sercu. Zielona koszula i wisiorek z koniczynką przypomną mi jak bardzo potrafię być szczęśliwa i z niecierpliwością czekam na maila czy również w tym roku będzie mi dane kolejny -już czwarty raz otworzyć zielone drzwi!

Dzień Świętego Patryka przyniesie wiele zadowolenia a irlandzkie skrzaty również w Polsce chowają się za drzewami :-))



sobota, 14 marca 2009

Dla R.

W zaklętym słowie
Zapisać deszczu smak

Pod wilgotnym niebem
Szukać drogi
Dotyk kropel czuć
Kap.. kap

Deszcz pragnienia
Po rynnie uczuć
Myśli zacina
Emocją gra

Kropla za kroplą
Mokry Boga znak

W zaklętym słowie
Jest deszczu smak

Przez rynnę uczuć
Płynie z serca

Słodka Miłość
Kap.. kap



niedziela, 8 marca 2009

Na poprawę nastroju

Moja rada: nie czytaj tarota, gdy dzień wcześniej emocjonalnie uzewnętrzniasz siebie.

Znak zodiaku --> strzelec:

"Miłość - Wokół ciebie jest wiele nieprawdziwych układów emocjonalnych. Otaczają cię intrygi i kłamstwa, królują niespełnione obietnice. Niestety, większość tych wydarzeń sprowokowałaś sama. Jesteś zbyt porywcza w ocenach, zbyt szybko wypowiadasz słowa, których później często gorzko żałujesz. W ten sposób nie zmienisz swojego życia, nie zapełnisz go nowym związkiem".

:-)

sobota, 7 marca 2009

Kochany Tato!

Czasem jest taka potrzeba kiedy chcemy zrobić coś dla siebie i od siebie. Wyrazić emocje i to czego rozum i serce nie jest w stanie pojąć.

Trwam dzielnie przy wielkopostnych postanowieniach i choć nie jest łatwo bo stale muszę się pilnować to jednak czuję, że warto. Odświeżyłam galerię zdjęć na ścianie. Zawisły nowe fotografie na które lubię patrzeć. Zawisła też nowa kompozycja obrazów Anioła i jedno zdjęcie "z klimatem" które przypomina mi, że życie nie składa się z prostych białych ścieżek. To wszystko cieszy moje oczy i widocznie było mi to potrzebne. Moja podświadomość po ponad miesięcznej przerwie znów sięga po papierosa i nie umiem już z nią rozmawiać na ten temat bo przestała mnie słuchać. Widocznie jest jej to potrzebne. Wyszłam dziś z psem na spacer i stanęłam pod drzewem. Zapaliłam papierosa, oparłam się i patrzyłam na Teatr. Miałam gdzieś czy ktoś przechodzi obok i spogląda na mnie jak na wariatkę. Po prostu chciałam postać sobie pod drzewem bo było mi to potrzebne.

Czas jest pojęciem względnym więc nie wpływa na uczucia bo prawdziwe nie zmieniają się z upływem lat. Jak na przykład uczucia Ojca względem córki. Ojca, którego nigdy nie było, z którym nigdy nie było dane mi mieszkać. Rodzice rozwiedli się gdy miałam półtora roku, Tatę poznałam 11 lat później. Nie było mi dane poczuć bliskości tego pierwszego i najważniejszego mężczyzny w życiu, który będzie autorytetem, wytłumaczy, wskaże drogę, wytrze łzy gdy pierwszy raz wali się świat, pocieszy, przytuli, pokocha. Przez wszystkie lata, kiedy pokonywałam dzielące nas kilometry wydawało mi się, że tak fajnie jest mieć Tatę. To nic, że na odległość i że widzimy się trzy razy w roku i ze jest fajnie przez kilka dni i jest tak jak gdyby nigdy nic. Ważne, że on jest i to tylko kwestia czasu zanim dowiem się i poczuję te wszystkie rzeczy, o których marzyłam będąc dzieckiem.

Czas jest pojęciem względnym... Przez te odzyskane lata znam na pamięć historię rozwodu i barbarzyństwa mojej rodziny względem Ojca. Zam na pamięć historię, którą mi opowiadał, że gdy byłyśmy z siostrą małe on przychodził pod kamienicę dziadków i machał nam siedzącym na balkonie, bo jak twierdzi nikt nie chciał go wpuścić do domu a dziadek wzywał Milicję. Nigdy jednak nie dodał, że stał pod tym balkonem pijany puszczając "bluzgi" na każdego z mojej rodziny. Byłam za mała aby to pamiętać. Mama nigdy nie chciała rozmawiać dlaczego stało się tak a nie inaczej. Pamiętam tylko jak kiedyś powiedziała, że nie był dla niej dobry, ale złego słowa o nim nie powiedziała. Wychowała nas sama i nigdy nie ułożyła sobie życia na nowo bojąc się, że obcy mężczyzna mógłby zrobić nam krzywdę kiedy ona będzie w pracy. Ojciec dopiero niedawno zdecydował się na następny - już trzeci rozwód. Od kilkunastu lat ma inna kobietę.

Przez ten czas kiedy mógł -zrobił tak niewiele. Ostatnio dowiedziałam się, że on tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy co spotkało mnie i siostrę bo w całej sytuacji widzi tylko własną tragedie i to on jest ofiarą. Nie rozumie, że fundamentem kobiet w związkach z mężczyzną jest właściwa relacja z Ojcem. Nie obchodzi go dlaczego ciągle jestem sama. Dlaczego wybieram w życiu tak a nie inaczej i czy czuję do niego żal, bo nigdy nie dał mi prezentu na urodziny.

Zastanawiam się czy jest jeszcze dla nas szansa. Czy jest możliwe, aby tylko jego punkt widzenia przysłaniał to o czym powinniśmy porozmawiać. Dla uzdrowienia serca -właśnie to jest mi potrzebne.


poniedziałek, 2 marca 2009

Wyprawa Gdańsk-Warszawa

Lublin pożegnał mnie dosyć chłodno. Pewnie dlatego, że w ostatniej chwili zdecydowałam się jechać. Pomyślałam weekend w Gdańsku dobrze mi zrobi -może wydarzy się coś fajnego.

Przesiadka w Warszawie plus dwie godziny czekania na dworcu. Odurzona centralnymi zapachami postanowiłam przeczekać w bardziej awangardowym miejscu "Złotych Tarasach". Czmychnęłam szybko przejściem obok dworca i raz dwa znalazłam się na miejscu. Z bagażem w ręku przechodziłam jedynie przyglądając się sklepowym witrynom. Znalazłam miejsce do stania, na uboczu wejścia niedaleko ruchomych schodów i stałam tak przyglądając się ludziom i sytuacjom jakie ich łączyły. Słysząc znajomy głos odwróciłam głowę -to znana aktorka wraca z zakupów z dwiema koleżankami i donośnym głosem oznajmia -idziemy do knajpy! Wbiegają na ruchome schody i znikają po chwili. Uśmiechnęłam się myśląc w duchu, że w Warszawie gdzie nie staniesz to i tak spotkasz "kogoś znanego" chcąc tego lub nie.

Nie skończyłam nawet tej myśli gdy zza rogu wyłoniła się ekipa bardzo znanej stacji telewizyjnej. To stylista w kapeluszu goni z kamerą dziewczynę w białych kozakach! Biedaczka wbiegła na schody i wymijając szybko ludzi -uciekła. Zdążyłam jeszcze dopatrzeć jak pan w kapeluszu wskazuje do kamery palcem na jej buty po czym dodał coś od siebie jednak byłam za daleko aby to usłyszeć. Stałam w jednym miejscu 40 minut rozglądając się za pożądanymi atrakcjami i kwitując, że po takiej historii już nic więcej się nie wydarzy przed wyjściem natknęłam się jeszcze na parę znanych aktorów. Fajnie jest podpatrzeć kogoś znanego. Wtedy sobie wmawiam, że telewizja kłamie bo codzienny wizerunek osoby popularnej zazwyczaj odbiega od tego pokazywanego na ekranie.

Pociąg do Gdańska był ciepły a to uważam za połowę sukcesu. W przedziale jedna kobieta nie zdążyła kupić biletu. Konduktor, który zjawił się po godzinie zawołał kierownika pociągu, który w milczeniu wypisał bilet.

-329 powiedział podając bilet.

Kobieta oraz reszta pasażerów zdezorientowani podnieśli głowy. Cisza w bezruchu trwała 2 minuty. Kobieta zapytała raz jeszcze myśląc, że się przesłyszała.

-329 raz jeszcze odpowiedział konduktor i po znacznej chwili patrzenia jej w oczy powiedział raz jeszcze:

-329 -kilometrów do Gdańska!

Zaczęłam się śmiać i pozostali również. Na koniec popatrzyłam na kierownika pociągu i powiedziałam -z takimi żartami kiedyś ktoś pana opisze. Odpowiedział ależ bardzo proszę i zamykając przedział pożegnał się z uśmiechem słowami: "Do widzenia i żegnam. Na przyszłość nie polecam siebie i swoich usług".


Gdyby jeszcze te prawdziwe ceny biletów były równie zabawne :-)


czwartek, 26 lutego 2009

Popielec

Tegoroczna środa popielcowa jest dla mnie dniem szczególnym. Przez dłuższy czas będzie przypominała mi o tym, że w życiu oprócz pracy i kariery ważne jest aby sukces odnosić również w sobie.

W Kościele nie byłam kilka tygodni. Pobiegłam na mszę o 17. Moją głowę popiołem posypał znajomy ksiądz. Uśmiechną się gdy mnie zobaczył (przeczytałam w nim -cieszę się, że znów tu jesteś) i z tym uśmiechem zapamiętałam gdy powiedział mi nad głową "(...) i wierzcie w ewangelię". Później jeszcze przez chwile przyglądałam się księżom, którzy na twarzach mieli ciepło i zrozumienie, które promieniało na ludzi w chwili uniesienia ręki. Nie jestem osobą głęboko wierzącą ale dziś chciałam tam być bez względu na wszystko. Dyscyplina jest mi potrzebna bo bez niej robię głupie rzeczy, których robić nie chcę a Kościół moim zdaniem jest pierwszym miejscem gdzie dyscyplina jest widocznie potrzebna.

Post
jest konsekwencją uznania dyscypliny. To podporządkowanie ciała i myśli według tej jednej, która nas do udziału w poście pokierowała. W mojej rodzinie do Kościoła chadzam tylko ja i chyba jeszcze siostra. Nie wiem bo od kilku lat mieszka w innym mieście. Tak wiec odkąd siostra wyjechała nie miałam kolejnego wzoru do naśladowania. Wiedziałam jedynie, że post oznacza zakaz balowania i jedzenia mięsa w piątki. I z taka wiedzą żyłam i poznanie dalszej było mi raczej obojętne.

Teraz chcę dać coś z siebie również dla Boga, w którego wierzę i do którego się modlę -zazwyczaj kiedy jest źle. Więc jeśli On robi coś dla mnie to ja chcę zrobić również coś dla Niego. Po analizie" za i przeciw" oraz racjonalnym zastanowieniem się nad realnością -zapisałam na małej karteczce 5 postanowień na 40 dni trwającego we mnie postu.

1.
Ogranicz oglądanie TV do minimum
2. Nie pij alkoholu
3. Nie jedz mięsa
4. Co dzień odmów koronkę
5. Co piątek idź na Drogę Krzyżową

z dopiskiem zapamiętanym z ambony:
"Niechaj lewa nie widzi co prawa ręka czyni".

Punkt 3 jest moim największym wyzwaniem bo będzie dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem! Wybierałam i postanowiłam o zamieszczeniu tylko jednej z dwóch możliwości -nie jeść mięsa lub czekolady.. O jej!

Za jakiś czas napiszę jak mi idzie :-)


środa, 25 lutego 2009

"Związek konieczny"

Dosyć długo trwało abym zrozumiała to co dzieje się we mnie i wokół mnie w ostatnim czasie. Moje życie jest jak parabola i ciężko mi z tym poradzić sobie samej. Próbuje, próbuje, spadam i.. próbuje od nowa budować to co "dobrzy ludzie" we mnie zniszczyli. Pragnę dzielić się życiem po kawałku bo mam świadomość, że tylko te słowa, które tu piszę mogą po mnie pozostać. Krok po kroku. Teraz gdy już mam pewność, że jest tutaj "bezpiecznie" ufam, że zdołam otworzyć szerzej moje okno przed Wami.

Wzbraniałam się nie pisząc o sobie bo uważałam, że nie potrzebne jest uzewnętrznianie własnej osoby, że będę tu pisać tylko to co powinnam filtrując słowa z obawy.. Dziś już wiem, że ten blog to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przydarzyć w ostatnim czasie. Tylko tu mogę być sobą. Dobrą lub złą.

I tylko jedno mam życzenie dla Was i siebie -proszę o zrozumienie bo ono w moim życiu jest najważniejsze.