O mnie
wtorek, 31 lipca 2012
"Bądź przy mnie blisko (...)"
czwartek, 17 grudnia 2009
Siła serca
Pamiętam jak pisałam przed wyjazdem do Irlandii, że jadę z nadzieją by "serce odnalazło ostatnią właściwą drogę". Jakże te słowa dźwięczą w mych uszach, bo nieoczekiwanie były początkiem znaczących zmian. Podczas pobytu w Irlandii zmierzyłam się z przeszłością ponownie spotykając pana R. Po przepłakaniu zeszłej zimy i próbach ocalenia bezlitośnie złamanego serca, gdy pan R. zapewniając o swojej wielkiej miłości zostawił mnie z dnia na dzień bez ani jednego słowa wyjaśnienia.. jakie wielkie było moje zdumienie, gdy przy następnym spotkaniu usłyszałam jak wielki przyznawszy się -POPEŁNIŁ BŁĄD. Jeszcze próbował kilka razy zbliżyć się ponownie i gdy nawet w pewnej chwili prawie uwierzyłam, że wszystko może być znów tak jak było -cichy przyjaciel podpowiedział mi, że mężczyzna nie ma w zwyczaju tak szybko się zmieniać.. Mogłam wrócić do czegoś czego pragnęłam i znałam a co zostało mi przez jego odejście odebrane lecz ryzykując kolejny zawód zaczęłam budować zamek wokół innego księcia, który w tej samej chwili zjawił się i oczarował mnie niebieskimi oczami i tamtym dniem gdy pokazał mi miejsce.. gdzie mieszkają wróżki !
Dzień po dniu próbowałam zapamiętać wszystkie ciepłe gesty, którymi mój miły próbował zyskać moje serce. Nauczyłam się również, że czasem w życiu jest tak, że trzeba podjąć wyzwanie i postawić wszystko na jedną kartę wybierając tą drogę, która choć nieznana to jednak wabi siłą ocalałego serca -głosem miłosnej intuicji.
Zakochałam się jeszcze raz tak jak już myślałam, że nigdy nie będzie mi dane. I choć nie udaje mi się do tej pory ponownie w pełni zaufać pięknym słowom, którymi ukochany pieści moje uszy oraz zapewnieniom, że nie odejdzie jak tamten to jednak staram się, bo znowu jestem pewna, że warto.
Dzisiaj upływa sześć miesięcy od kiedy jesteśmy razem.
wtorek, 10 listopada 2009
Back to Poland
Wzięłam głęboki oddech i już po tygodniu zatęskniłam za pracą. To jednak ważne, by mieć co robić. Nawet jeśli czasem jest ciężko i praca nie daje już tak wielkiej satysfakcji to jednak energia i uśmiech wraca gdy widzę jej efekty przeliczone na złotówki.
Rozpakowałam walizkę i odwiedziłam przyjaciół. Kupiłam ulubione śledzie i herbatę oraz poszłam na długi spacer, by przypomnieć sobie siebie sprzed pięciu miesięcy -bujającą w chmurach ze złamanym sercem kobietę, która próbowała krzyczeć gdy zamilkły wszystkie Anioły.
Mam tyle rzeczy do powiedzenia i tyle chęci do opisania świata, którym żyłam przez ostatnie miesiące. I mam też nadzieję, że wystarczy mi czasu i słów na jego opisanie.
Witam ponownie i zapraszam!
wtorek, 1 września 2009
Zygmunt Krasiński
Gdy się przeszłość w duszę wnęci,
Lśni anielskim w niej obliczem;
W porównaniu z snem pamięci
I nadziei sen jest niczem.
Czy zasypiasz czasem, zdjęta
Magnetyczną wspomnień siłą,
I rozrywasz czasu pęta
Koło tego, co już było,
Aż ci stanie przed oczyma
Widmo tego, czego nie ma?
Czy ty czujesz, jak powoli
Świat zamglony przypomnienia
W tobie budzi się z niewoli?
Jak, z chmur - mroków - z zaćmień - z cienia
Otrząsając się pomału,
Wreszcie w duch twym się zmienia
Na miesięczny świat z kryształu?
Czy w nim widzisz, jak po ziemi,
Splotłszy serca - myśli - dłonie,
Chodzim ścieżki samotnemi
Po odludnej świata stronie?
Lub, gdy przyjdzie mus rozdziału,
Jak wśród świata schniem pomału,
Jak w nas mowa obcych ludzi
Serce boli - umysł nudzi?
Jak serc naszych całość żywa,
Co w jednego przeszła ducha,
Znów na dwoje się rozrywa
I tak ranna - krwią z ran bucha?
Jak w tęsknocie - jak w żałobie
Nazad dążym więc ku sobie?
Bo, jak gwiazdy, rozłączeni,
My szukamy się w przestrzeni
I na naszym dusznym niebie
Wiecznie ciężym my do siebie -
Aż spotkamy się znów razem
Gdzieś nad rzymskich ruin głazem
Lub na gockiej gdzie wieżycy,
Na cmentarzu lub w kaplicy -
Lub w pustyni, w górach, w skałach -
Lub na morza grzmiących wałach -
Lub na cichym gdzie jeziorze,
I obwiążą nas błękity,
Zamkną w wieniec opok szczyty
O jesiennych tęsknot porze.
Złotym wspomnień my łańcuchem
Powiązani razem z sobą -
I nam przeszłość nie żałobą,
Ale wiecznie żywym duchem.
I ten żywy duch się nieraz,
Gdym bez ciebie, sam wśród ludzi,
Jak stróż-anioł we mnie budzi.
Ot, w tej chwili - ot, patrz teraz:
Złożył skrzydła mi na duszę
I w niej tęczę skrzydeł kręci!
Patrz, zapadam w sen pamięci,
I już przez sen mówić muszę!...
Czy ty widzisz? - gdzieś na skale
W dzień słoneczny stoim sami -
Czy ty widzisz, jak pod nami
Śpią w przepaści jezior fale?
Stoim, milczym i oczyma
Przebiegamy wód kryształy.
Skazy jednej na nich nie ma,
Snem z błękitu krąg ten cały,
A gdzie kończy się zatoka,
Naprzeciwko - siwe skały,
Wyżej - niebios toń głęboka,
Ten sam szafir, co na dole,
Równa cisza - i bez chmury,
W niej się tylko czernią góry,
Bo rozbita na gór czole.
Czy pamiętasz? My patrzyli,
Aż od razu, w jednej chwili
Coś błękitów krąg zacieni -
Inne światło już w przestrzeni
I już inne jezior lice;
Wiatr wpadł skądsiś w okolicę,
I, jak upior, po niej goni.
My już widzim z szczytu skały
Na pryśniętej jezior toni,
Jak fal bruzdy poczerniały,
Jak je powiew wiatru goni.
Lecz tam żaden szum nie wzlata,
Wiatr ten dziwnym milczkiem wieje,
Ruch i ciemność w świat ten sieje,
A nie mówi nic do świata.
(...)
poniedziałek, 13 lipca 2009
Far away from here
Ograniczona brakiem internetu zamilkłam na kilka tygodni. Powtarzam sobie, że to jeszcze tylko dwa miesiące i wtedy wszystko wróci do normy.. o ile jeszcze norma istnieje tam gdzie istniała ostatnio. Dom wydaje się tak bliski dzięki myślom biegnącym do każdego zakamarka mojego prywatnego azylu i osób, z którymi jestem związana emocjonalnie. W tym roku odczuwam dotkliwiej podjęte wcześniej decyzje i tak sobie myślę, że na jednej raczej się nie skończy ale o tym napiszę następnym razem.
Rozstanie z Poetą było przykre i zaskakująco łatwe. Z mojej i jego strony popłynęły słowa i miałam wrażenie, że były oczekiwane. Pisałam o tym już wcześniej -w miłości czas i miejsce jest złotem podarowanym przez siłę, która pojawia się znikąd i zostaje na dłużej lub zabiera ze sobą serca by pokazać raz jeszcze, że życie może zaskoczyć w najmniej oczekiwanej chwili .
poniedziałek, 6 lipca 2009
Co kosztem czego?
Co ma trwać niech trwa, niech cała reszta spokój i oddech duszy da..
Już ponad dwa miesiące, od kiedy jestem znów w Irlandii. Tutaj codziennie poznaje nowych ludzi z różnych stron świata i miarę życia, która swą odmiennością pokazuje mi coraz to inne możliwości, jakie dzięki niej można osiągnąć.
Nie mam tu wielu atrakcji i może, dlatego miejscowość, w której pracuje podoba mi się tak bardzo. Mam czas na bycie sobą z samą sobą oraz myślami, które jeszcze parę miesięcy temu przeganiałam z wielkim hukiem i robiłam wszystko by zapomnieć o tym jak jeden łobuz złamał mi serce.. W dużym mieście można się dobrze ukryć i zanudzić jednocześnie. Zawsze jest tak samo – „Coś kosztem czegoś”.
Jeśli więc wierzę w przeznaczenie to, jakich argumentów mam użyć by przekonać samą siebie, że to, co jest mi pisane ciągle czeka na mnie w Polsce? Los dał mi kolejną szansę wyboru i godząc się na wyjazd do Irlandii zdecydowałam o jego ciągu. Życie pisze własne scenariusze i kolejny raz się o tym przekonuje. Wyjechałam zostawiając mojego Poetę w momencie, gdy nie byłam do końca pewna, że to, co robimy jest właściwe a skaza na moim sercu nie zrosła się wystarczająco by mieć pewność, że nasz rozpoczynający się dopiero związek jest kierunkiem, w którym chcę podążać. Przyjaźń miedzy nami trwała dość długo. Zanim oboje w tym samym czasie zdecydowaliśmy się by być razem -czas, który kiedyś nas rozdzielił dopiero teraz nabiera znaczenia, bo prawdziwej przyjaźni ani czas ani odległość nie jest w stanie rozdzielić a w miłości czas i dzieląca odległość ma ogromne znaczenie..
wtorek, 30 czerwca 2009
środa, 24 czerwca 2009
Alchemik
Czy to na dalekiej pustyni
Czy w samym sercu gwarnego miasta
I gdy w końcu skrzyżują się drogi tych dwojga
I spotkają się ich spojrzenia
To wtedy znika cała przeszłość i cała przyszłość
Liczy się tylko ta chwila
I owa niewiarygodna pewność
Że wszystko pod niebieskim sklepieniem
Zostało zapisane jedną ręką
Ręką, która obdarza miłością
I stwarza bliską duszę dla każdego śmiertelnika
Który w słonecznym świetle
Krząta się niestrudzenie
Wypoczywa i szuka swego skarbu
Bo jeśli by tak nie było
To marzenia całego ludzkiego rodzaju
Nie miałyby najmniejszego sensu."
niedziela, 21 czerwca 2009
Opowiem Wam naszą historię
Po kilku latach od skończenia liceum spotkaliśmy się na ulicy.. przypadkiem i tak się zaczęło. Najpierw sms-y, spacery i czerwone wino. I kiedy przyszedł moment, gdy nasze dusze rozmawiały już bez słów, kiedy to byłam gotowa otworzyć dla niego drzwi mojego serca –on nic nie zauważył i choć pisał, że mnie kocha nie przyszło mu do głowy, że możemy być parą nie tylko wirtualnie, ale prawdziwie i stworzyć dla siebie miłość, jakiej pragniemy. Kontakt się urwał. Po jakimś czasie spotkaliśmy się. Opowiedziałam mu o moim pragnieniu z tamtego czasu i o tym, że chyba nieświadomie złamał mi serce. Był w szoku, ale zrozumiał, że przeoczył coś ważnego, więc kontakt się odnowił z jego inicjatywy. To już nie było to samo. Czar prysł, więc szczerze powiedziałam mu, że nie będziemy parą i przestaliśmy odzywać się w ogóle. Po ponad roku dostałam maila. Zwykłe pytania, co słychać, czy wszystko w porządku. Podpisał się „Na zawsze Twój, kochający B.” i wtedy zrozumiałam, że tym razem ja chyba coś przeoczyłam.
Moja Ukochana!
Zastanawiałaś się może kiedyś, czym jest przeznaczenie? Co w ogóle znaczy? Myślę nad tym od momentu Twojego wyjazdu.. Czytałem o tym wiele i najlepszym źródłem okazały się starożytne podania greckie. Przeznaczenie zwane jest tam Koniecznością i występuje pod imieniem Ananke oraz jej córek zwanymi Mojrami. Ananke oraz Mojry są poza wszelka władzą bogów i przędą nici/wstążki. Każda z tych wstążek jest inna, bo przeznaczona jest dla jednego człowieka symbolizując jego narodziny, życie i śmierć. Jego los. Konieczność czy jak wolisz Przeznaczenie. Bywają przypadki (sic!) że wstążki te potrafią się spleść razem powodując, że los dwojga różnych ludzi łączy się i stają się oni sobie przeznaczeni.. Znalazłem jeszcze dwa hasła, które pasują do Przeznaczenia. Eros i Thanatos. Miłość i Śmierć. Analizując te archetypy doszedłem do kilku wniosków a właściwie to po prostu upewniłem się, co do moich zarówno wcześniejszych jak i teraźniejszych przekonań. Pierwsze z nich to to, że Ananke splotła wstążki naszego życia i tak czy inaczej spotkalibyśmy się kiedyś. Nasze planety krążą po tych samych orbitach. Drugie z nich to to, że kiedyś umierać będę z przekonaniem, że urodziłem się po to by Cię kochać. Nic tego nie zmieni, bo takie jest moje Przeznaczenie...
Strasznie mi tutaj bez Ciebie. Zrozumiałem, że człowiek odczuwa samotność bardziej nie wtedy, kiedy jest sam, ale w momencie, kiedy kogoś traci. Chociaż nie straciłem Cię na zawsze to nie umniejsza to wcale mojego cierpienia. Życie toczy mi się tutaj powoli mimo wielu zajęć. Czas okrutnie się wlecze. Wysycham bez Ciebie jak Ziemia bez Wody. Nie mogę słuchać Twojego głosu, patrzeć Ci w oczy, nie mogę trzymać Twojej dłoni ani Cię głaskać. Czuję się zagubiony niczym dziecko we mgle. Przy zdrowych zmysłach trzyma mnie świadomość, że w końcu wrócisz i moje płuca napełnią się czystym światłem. Może trafi nam się wtedy jeden z ostatnich ciepłych jesiennych dni i zrobimy piknik. Rozłożymy koc na trawie i będziemy pić kawę i wino przegryzając ciastem i serem. Będę Cię tulić i całować. Będę Cię trzymać tak jakbym Cię już nigdy nie miał wypuścić z rąk i będę milczał a Ty spytasz: „O czym myślisz Kochanie?”
Siadłem w mojej ulubionej knajpie, takiej kawiarni - galerii, która się zwie "Impresja" i zrobiłem coś dziwnego.... Choć byłem sam zamówiłem dwie kawy i jedną z nich postawiłem na przeciwko siebie... dla Ciebie... i zacząłem pisać list. Dzięki mojej wyobraźni byłaś prawie na wyciągnięcie ręki... Ech Kochanie! Ciężko mi tu bez Ciebie..
Zrobiłem też coś, co zdziwiło mnie znów samego. Ściągnąłem obrączkę z kciuka i założyłem ją na palec, na którym powinno się nosić obrączkę ślubną (jak złączę palce to prawie nie widać, że jest za duża). Niech wiedzą wszyscy a przede wszystkim wszystkie, że moje serce, ciało i dusza należą tylko do Ciebie i tak pozostanie do końca moich dni. Ty jesteś Tą, Co Potrzeba. Teraz zwłaszcza się o tym przekonałem. Poznałem dogłębniej swoje uczucia w stosunku do Ciebie właśnie przez Twój wyjazd... I lepiej mi z tym i bardziej ciężko zarazem, bo zdaję sobie sprawę z tego, że w momencie, w którym się odnaleźliśmy w końcu to musieliśmy się pogubić.. ale cóż. Kwestia czasu i wszystko wróci do normy i znów będziemy mogli być razem...
Kawa w nałęczowskiej „Impresji” wystygła.. Byłaś tam przy mnie wtedy. Rozpromieniona z błyskiem radości i zadowolenia w tych pięknych oczach, w których utopiłem się tak dawno temu i uśmiechałaś się. Obserwowałaś mnie jak piszę ten list dotykając koniuszkami palców mojej leżącej na stoliku dłoni. Wyszeptałem, że Cię kocham i już Cię nie było.. Ja też w końcu wystygłem, więc zapłaciłem i wyszedłem.
Wiedz, że myślę o Tobie w każdej chwili, cały czas. Nie martw się Kochanie o mnie. Dam sobie radę. Czekam tu na Ciebie ze spokojem i uporem. Nic złego nie może się stać, bo nic nie jest w stanie zmienić przeznaczenia. Nawet bogowie nie mają władzy nad Koniecznością.
B.”
Prawda, że piękny? :-)
niedziela, 14 czerwca 2009
Znaczenie
Dzisiaj chciałabym napisać o tym, czego sama do końca nie rozumiem, ale mam przekonanie, że powinnam. Dwa lata temu moja przyjaciółka urodziła dziecko. Upragniona córeczka, zaplanowany poród, szpital i niby wszystko zapięte na ostatni guzik. Poród przebiegał dosyć sprawnie do momentu, gdy położna zdecydowała, aby naturę nieco przyspieszyć. Kilka cięć i niezgrabnych chwytów dłoni sprawiło ogromny ból mojej przyjaciółce oraz zostawiło znamię na czole dziecka w postaci zaczerwienienia pomiędzy brwiami. Pomyślałam wtedy, że pewnie z wiekiem i rozwojem dziecka plamka na jej małym czole zniknie, ale tak się nie stało. Zaczerwienienie, o którym pisze nie jest nad wyraz widoczne, ale gdy dziecko płacze nasila się i czerwienieje. Kilka miesięcy temu inna koleżanka również urodziła dziecko. Nie widujemy się, na co dzień, więc normalnie nie miałabym okazji, aby poznać jej dziecko osobiście, ale w dobie naszej-klasy nic już nie można ukryć a tym bardziej wiele osób uważa, że natychmiast trzeba pokazać. Jej dziecko –chłopczyk również posiada podobny znak w tym samym miejscu. Pomyślałam wtedy, że to zbieg okoliczności albo trafili na tą samą niezgrabną położną. Kilka dni temu na kolejnej fotce kolegi tym razem z innego miasta znów zobaczyłam dokładnie to samo. Więc dzisiaj pytam się samej siebie –jak to możliwe? I nie znajduje odpowiedzi.
Czy powinnam wierzyć w znaki? Analizować ich znaczenie skoro je dostrzegam i zapamiętuje? Czy to w ogóle jest ważne i do czego niby taka wiedza ma służyć?
W moim życiu wydarzyło się dużo. Złych i dobrych rzeczy. Takich, z których jestem dumna i tych, o których wstydzę się pamiętać. Myślę, że nic nie jest w stanie mnie zdziwić, bo przeszłam, czułam i poznałam wiele. Czasem myślę, że to zbyt wiele by prowadzić normalne życie. Ciągle szukam własnej drogi. Oczekuję od życia więcej niż mam i na ogół jestem niezadowolona, bo ciągle wydaje mi się, że stać mnie na więcej, bo brak mi pewności siebie, którą bez wątpienia zabrały porażki, których doświadczyłam. Tyle jest emocji i słów, o których chciałabym napisać, ale nie mam odwagi, bo i po co pisać coś, czego wstydzę się ja, moje serce i dusza. A jeśli kiedyś przyjdzie czas, gdy moja spowiedź przed światem i samą sobą nabierze rozpędu i ułoży całość jednego posta czy wtedy poczuję się lepiej? Będę rozgrzeszona i pewność siebie wróci tam gdzie jej miejsce? Wtedy moje życie osiągnie następny level potocznie zwany szczęściem?
Wiem, że nie jestem jedyną osobą i pewnie jest wielu, których oczy podobnie jak moje chłoną świat takim, jaki jest i bez pamięci o mądrych rzeczach w sercu rejestrują tylko to, co ludzkie i mało przydatne w zrobieniu oszałamiającej kariery i zbiciu wielkiej kasy.
Mój Poeta powiedział, że kiedyś wierzył i kierował się znakami, jakie dawało życie. Kiedy spóźnił się na autobus uznawał, że tak musiało być bo dzięki temu spotka go to co powinno. Dzięki temu, że był czujny i spostrzegał znaczenie codziennych przepowiedni prowadził tryb życia, jaki jest mu pisany i dzięki temu czuł się wolny i spełniony. Po jakimś czasie zrozumiał, że to on jest panem swojego losu i przestał kierować się znakami uznając, że są mylne i złośliwie prowadzą jego życie nie tak jak on by sobie tego życzył.
Trójka dzieci połączona podobnym znamieniem na czole może nic nie znaczyć. Zbieg okoliczności lub złośliwość losu, która skłania by wierzyć, że istnieje klucz pozwalający odczytać zagadkę życia i znaczenie świata. Zagadka zaczynająca się od momentu stworzenia i końca, który kiedyś musi nastąpić, bo wszystko przecież ma swój początek i koniec.
A te pytania bez odpowiedzi?
Boga nie ma, bo go nie widać?
Miłości też nie zobaczysz, ale przecież wiesz, że istnieje..
niedziela, 7 czerwca 2009
Agata Budzyńska
Za późno o kilka lat
Dostałam zaproszenie na bal
Wymarzona suknia, złote buty i szal
Za późno o kilka lat -myślałam
Czy to w żyłach krew czy wino?
Skąd ten słodki lęk?
Czy to szatan szepce "pij i tańcz dziewczyno
jeśli przed czymś uciec chcesz"?
Za późno o kilka lat -myślałam
Czy to w żyłach krew czy łzy?
Skąd w kieliszku białe wino
I czemu on nie mówi do mnie nic
Tylko tańczy z inną dziewczyną
Za późno o kilka lat
Na dzień, który może się zdarzyć
Na powrót do świata marzeń
A dziewczyna zniknie z twego życia jak tęcza
I pocierpi żeby nie pamiętać
niedziela, 31 maja 2009
Kochany Prywatny Poeta
Ach! Księżyc! On prawie się styka
Śpiewajcie słowiki dzisiaj żałobnie
Pierwsza odleci rozkładając skrzydła
Zostanę sam z okrutną pamięcią
Myślę, że smutek też zaraz odleci
I zastał mnie świt nad tymi myślami
(C) Monsieur Palique
czwartek, 28 maja 2009
Nastka
No, a dzisiaj tak sobie myślę, że marzenia i przekonania to jedno a prawdziwe życie to drugie i nie za bardzo da się te dwie rzeczy połączyć, bo życie upływa tak jak zostało wcześniej zapisane. Nawet gdy pragnienie jest silne a przekonanie wiarygodne i gdy dążenie uparte kieruje los po drodze marzeń.. w pewnym momencie wszystko wraca do punktu wyjścia.
A może coś przeoczyłam?
piątek, 22 maja 2009
Kapłan(ka) miłości
"A jeśli miłość jest największym kultem całej ludzkości to pierwszą jego kapłanką była i zawsze jest kobieta."
Cała historia jest jedynie moim wyobrażeniem o sytuacji kiedy monotonne związki chcąc od życia więcej fundują sobie na własne życzenie wrażenia, które mimo określenia jasnych zasad i granic nie gwarantują powodzenia a najczęściej prowadzą do wielu nieporozumień. Wiem jednak, że taka sytuacja mogła mieć miejsce.
Tak więc panowie! Ostrożnie z tymi fantazjami :-) Moim zdaniem nie są warte ryzyka jakie trzeba poświęcić stawiając na jednej szali udany związek i kilka chwil uniesienia po to, by w rezultacie rozczarować się lub nabawić kompleksów. W całej sytuacji jedyną zadowolną osobą jest zazwyczaj... osoba trzecia.
sobota, 16 maja 2009
Welcome back
Już czwarty raz Irlandia odsłania przede mną swoje oblicze –wciąż taka sama, niezmiennie piękna i zielona. Tylko ja jestem już inna. Już nie dziecinna, pouczona przez ludzi, których tu spotkałam i życie, jakiego doświadczyłam. Pan R. nie zjawił się jeszcze. Dowiedziałam się, że razem z moją nadzieją, że go nie spotkam nadzieje ma również całe miasto. Tutaj wszyscy się znają, wiedzą o sobie prawie wszystko. Małe miejscowości niczym nie różną się od siebie poza ludźmi, którzy tutaj są bardziej wyrozumiali i życzliwi. Wychodzą z założenia, że okazywana sympatia jest znakiem przyjaźni i zapewnieniem, że mogą liczyć na siebie w każdej sytuacji, na dobre lub na złe bez względu na to jak dobrze się znają.
Ach jak mi się marzy żeby po irlandzku ludzie traktowali się również w Polsce..!
poniedziałek, 11 maja 2009
Agata Budzyńska
> Chcę Cię obronić <
Chcę Cię obronić, chcę ustrzec Cię od zła
Gdy smutno tak zaśpiewać, by Cię rozweselić
I z ciemnej nocy wyprowadzić w jasny dzień
Tak życiem Cię zachwycić, abyś chciał przeżyć je
W podróż Cię wezmę do takiego raju
Gdzie smak miłości dojrzewa powoli
Gdzie rana życia uśnie pod ustami
Sny się spełniają, a prawda nie boli
Chcę Cię obronić, chcę ustrzec Cię od zła
Gdy smutno tak zaśpiewać, by Cię rozweselić
I z ciemnej nocy wyprowadzić w jasny dzień
Tak życiem Cię zachwycić, abyś chciał przeżyć je
W podróż Cię wezmę do takiego świata
Gdzie się szaleństwo spełnia do ostatka
Gdzie żal spóźniony niczego nie skreśla
A zamki mocno przetrwają na lodzie
W podróż Cię wezmę do takiego kraju
Gdzie struga czasu upływa powoli
Gdzie rzeki płoną słońca płynnym złotem
Sny się spełniają, a życie nie boli.
poniedziałek, 4 maja 2009
Ten sen
Raz na jakiś czas śni mi się ten sam sen. Zasypiając czuje jak moja świadomość staje się bezwładna. Sen ogarnia mnie i właśnie wtedy przychodzi takie uczucie, że w pokoju nie jestem sama. Otwieram oczy, rozglądam się po pokoju i widzę ciemność. Zamykam oczy i widzę twarze postaci, których nie znam. Odwracam głowę, bo wydaje mi się, że jeszcze nie usnęłam.. próbuje złapać oddech ale czuję, że nie mogę. Wtedy zastanawiam się czy już śnię czy jeszcze nie. Więc chcę krzyknąć by się upewnić, że jeszcze nie śpię, ale ciągle brak mi tchu -jakbym miała płuca pełne powietrza i nie mogła nic z nim zrobić. Więc siłuję się by krzyknąć.. w końcu się udaje. Podnoszę się, rozglądam i nadal nikogo nie widzę, ale czuję obecność. Przestraszona wstaję i zapalam nocną lampkę. Lampka nie działa. Biegnę do przedpokoju i zapalam duże światło -nie działa. Tylko ciemność i obecność. Przerażona myślę -to nie może być prawda -ja nadal śnie. Więc znowu próbuję krzyczeć, bo krzyk zawsze mnie budzi. Jakby w półśnie -już wiem, że natychmiast muszę się obudzić, bo inaczej się uduszę. Zbieram, więc wszystkie siły, aby złapać oddech, by krzyknąć najgłośniej jak umiem. Udaje się. Podnoszę się i ciemność nie jest już taka ciemna. Widzę pokój w blasku księżyca. Dwa oddechy i zasypiam znowu. I znowu to samo -dokładnie to samo. Po którymś razie mam dosyć i idę spać do drugiego pokoju. Tam zasypiam bez problemu.
Kiedyś myślałam, że ten sen śni mi się, gdy nie zasłonię okna i światło księżyca pada na moją twarz. Później myślałam, że to przez stres, bo przecież ciągle śni mi się ten sam schemat z tą różnicą, że mogę zapalać światła gdzie chcę i czasem obecność przybiera postać cienia. A dziś, gdy obudziłam się rano pomyślałam, że może tak właśnie umiera się we śnie. Gdy ludzie nie mają dosyć siły by złapać oddech lub nie orientują się, że półsen to już sen. Niebezpieczny. Mogę tylko przypuszczać, bo nie zaryzykuje by to sprawdzić -by pozwolić, aby sen trwał, aby nie zwracać uwagi na oddech, ciemność i spojrzeć obecności prosto w twarz.. kimkolwiek jest.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
> Życie <
Życie jest tak gwałtowne! Przerywa, nie słucha,
napada, krzyczy, tupie, męczy, zmienia maskę,
że aż sen ma gorączkę, śpiąc w różowych puchach,
i bladym skrzydłem mocno bije o posadzkę.
Potrzeba tylko słowa, tylko gestu, listu,
by się złote pierścienie wygięły, skręciły,
by spłonęły tęsknoty jak suknie z batystu
i pękło serce z wielkiej słabości i siły.
czwartek, 23 kwietnia 2009
Oskary blogowe
Kobieta w oknie została wyróżniona po raz drugi. Kochanej Margo dziękuję za pamięć i ten miły gest, który przypomina o sensie dzielenia się sobą w wirtualnym świecie. Gdyby wyróżnienie trafiło do mnie wcześniej na pewno przekazałabym je również Tobie.
Oprócz wyżej już wymienionej Margo wyróżniam trzy blogi, które są mi najbliższe i którym Kobieta w oknie nie jest obojętna.
wtorek, 21 kwietnia 2009
White is no future
Dwa oblicza spędzenia kolejnych miesięcy na zielonej wyspie nie dają mi spokoju. Z jednej strony super -praca i dobre pieniądze, poznanie nowych twarzy, zero stresu i imprezy a z drugiej z dala od domu i bliskich, zmagania z tęsknotą i to, co spotyka mnie tam każdego lata -niespodzianki, z którymi walczę lub się im poddaję. Każdy sezon przynosi coś nowego. W tamtym roku przyniósł miłość, która zaskoczyła mnie tak bardzo, że płynąć chciałam już do końca. Jednak powrót do polskiej rzeczywistości okazał się brutalną pułapką, w którą wpadliśmy oboje. Mam nadzieje, że nie będzie mi dane spotkać pana R. kolejny raz, choć wiem, że tam wszystko jest możliwe.
Teraz patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń z ubiegłego roku jestem przekonana, że sprostam wszelkim przeciwnościom. Jeśli tylko nie poddam się omamiona pewnym wzorem życia, które z rzeczywistością i szczęściem nie ma nic wspólnego.
Lecę 12-go maja. Zostawiam bliskich, lekcje pianina, rower i wszystkie stresy. Lecę, aby już ostatni raz pożegnać miejsce, które mnie zaczarowało. Zabieram ze sobą herbatki z Biedronki, list od Artysty i nadzieję, aby w tym roku nie spotkało mnie już nic złego.. i aby serce odnalazło ostatnią właściwą drogę.
Bloga i was kochani też zabieram :-)










